<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339</id><updated>2011-04-21T16:42:50.384-07:00</updated><title type='text'>Remote Vietnam</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>33</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-2367428449940107662</id><published>2008-05-24T00:00:00.000-07:00</published><updated>2008-05-25T02:44:46.281-07:00</updated><title type='text'>Język</title><content type='html'>Nie będę w tym wpisie powtarzał informacji, które można znaleźć w innych źródłach. Opowiem raczej o moich wrażeniach co do języka i różnych zabawnych sytuacjach. Sam się języka wietnamskiego prawie nie uczyłem - nie wiążę przyszłości z tym językiem i wychodzę z założenia, że czego bym się nauczył, to i tak zapomnę. Grażyna była w zupełnie innej sytuacji - uczyła się systematycznie i obecnie jest w stanie przeprowadzać wywiady w tym języku. (Grażyna mówi: może "przeprowadzać wywiady" to za wiele powiedziane, ale porozmawiam sobie już na różne tematy :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Wymowa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najtrudniejszym chyba aspektem wietnamskiego jest wymowa i to z dwóch powodów: ze względu na samogłoski oraz ze względu na tony; przy czym, o dziwo, to pierwsze wydaje się być trudniejsze. Tam gdzie w języku polskim występuje jedna samogłoska - w wietnamskim jest kilka odpowiedników, które trzeba rozróżniać. Występują wiec takie samogłoski jak: a, ă,  â, e, ê, o, ô, ơ, u, ư, i oraz y. Grażynę niedawno nauczycielka pochwaliła, że ma najlepszą wymowę w grupie. Dużo nad nią pracowała, ćwicząc z nagrań, ale i tak przez dłuższy czas xe-ôm'owcy nie mogli zrozumieć, gdzie chce jechać, bo nazwę ulicy przy której mieszkamy wymawiała bardziej jak "Hàng Hồm" a nie "Hàng Hòm". Naszej koleżance, która też ma bardzo dobrą wymowę, przydarzyło się zauważyć karalucha w łazience. Wpadła w lekką panikę i przy okazji napędziła strachu swojej gospodyni, po chciała krzyknąć, że w łazience jest "con gián" (karaluch) a wyszło "con rắn" (wąż). W dialekcie hanojskim "gi" przed samogłoską oraz "r" czyta się tak samo. Różnica jest w samogłosce: a jest długie, zaś ă - krótkie (między innymi), a dodatkowo nakładają się na to tony, które przy okazji zmieniają długość samogłoski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Tony&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tonów jest sześć (na południu pięć). Zastosowanie różnych tonów zmienia zupełnie znaczenie słowa. Oto przykładowa sylaba w sześciu możliwych wariantach:&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;i&gt;ba&lt;/i&gt; - "three" - ton "mid level"&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;i&gt;bà&lt;/i&gt; - "lady" - ton "low falling (breathy)" &lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;i&gt;bả&lt;/i&gt; - "poison" - ton "mid falling(-rising), harsh" &lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;i&gt;bã&lt;/i&gt; - "residue" - ton "mid rising, glottalized &lt;span title="Representation in the International Phonetic Alphabet (IPA)" class="IPA"&gt;&lt;/span&gt;"&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;i&gt;bá&lt;/i&gt; - "governor" - ton "mid rising, tense" &lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;i&gt;bạ&lt;/i&gt; - "at random" - ton "mid falling, glottalized, short" &lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;Na tony trzeba uważać, bo można wypowiedzieć nie to co się planowało. Np. zamiast potrawy podobnej do rosołu (phở) zamówić k... (phò) (tony pytający i opadający są bardzo do siebie podobne). Naszej koleżance zdarzały się różne wpadki, zarówno niewinna jak i bardziej spektakularne. Do tych pierwszych należy powiedzenie w punkcie ksero "Ba Lan" czyli "Polska" zamiast "ba làn" czyli "trzy razy". Do tych drugich zapytanie znajomego rodziny, u której mieszkała zamiast "Bác đã ăn buổi tối chưa?" ("czy jadł Pan już kolację?") "Bác đã ăn buồi tôi chưa?" ("czy jadł Pan już mojego ch...?").&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Dialekty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;W języku wietnamskim występuje wiele dialektów i ludzie z północy mają często problemy podczas porozumiewania się z ludźmi z południa. Wydaje się jednak, że te różnice są odzwierciedlone w sposobie odczytywania konkretnych liter. Na przykład w dialekcie Hanoi "r", "d" oraz "gi" przed samogłoską czyta się jako /z/. Podobnie "x" oraz "s" czyta się jako /s/. Jednak w innych regionach Wietnamu jest inaczej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Nauka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Zarówno Grażyna jak i ja mamy odczucie, że uczenie się wietnamskich słówek jest znacznie wolniejsze niż w przypadku słówek z innych, znanych nam języków. Problemem jest konieczność zapamiętania tej dodatkowej informacji, jaką jest ton oraz wariant samogłoski. To trochę tak jakby zamiast słów uczyć się kilkuznakowych akronimów z dodatkowymi cyframi oznaczającymi wariant samogłoski i ton - czyli "Dzień dobry" jako CHAO13, "dziękuję" jako CAM14 ON31. Wielką zaletą wietnamskiego jest jednak to, że odczytywanie słów jest jednoznaczne i że używany jest alfabet łaciński. Zdecydowania ułatwia to sprawę w porównaniu z chociażby tajskim, który ma własny alfabet, a reguły wymowy sprawiają wrażenie podobnie skomplikowanych jak we francuskim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;W drugą stronę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;W drugą stronę wcale nie jest łatwiej. Dla Wietnamczyków europejskie języki są trudne. Jednym z problemów jest - jak sądzę - brak tonów, gdyż powoduje to, że intonacja jest swobodna. To samo słowo jest bardzo różnie wypowiadane z różną intonacją, przez co brzmi jak wiele różnych słów. Wyobrażam sobie, że to może być trochę tak jakby w jakimś języku głoski f/w/&lt;span title="Representation in the International Phonetic Alphabet (IPA)" class="IPA"&gt;θ/ð&lt;/span&gt;/s/z było stosowane zamiennie w zależności od pozycji w zdaniu, a często losowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wietnamczycy dodatkowo mają problemy ze zbitkami spółgłoskowymi, przez co wielu wymawia np. "Minsk" (marka niegdyś popularnego tu motocykla) jak "min". Widzieliśmy też plakat Media Mart - zbitka "rkt" byłaby jak sądzę zbyt trudna do wymówienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Nauka angielskiego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Nasi koledzy z Poznania zarabiali ucząc dzieci języka angielskiego. Nie było od nich wymagane żadne przygotowanie ani wykształcenie pedagogiczne, a i tak dostawali $10 za godzinę - zdecydowanie więcej niż wietnamscy nauczyciele. Wszystko dlatego, że właściciele szkoły wychodzili z założenia, że Europejczyk z założenia będzie lepiej mówił po angielsku niż Wietnamczyk. Ciekawe jak by potraktowali Wietnamczyka, który przez długi czas mieszkał w Polsce. Taki Wietnamczyk może przecież opanować angielski równie łatwo jak Polak. Swoją drogą można się zastanowić, czy zasadne jest nazywanie go Wietnamczykiem, a nie Polakiem pochodzenia wietnamskiego lub po prostu Polakiem. Dlaczego tak trudno przychodzi w myśleniu potraktowanie osoby pochodzenia azjatyckiego jako Polaka, nawet jeśli mówi po polsku bez akcentu i tu się wychował? Ale to już jest temat na inną dyskusję.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-2367428449940107662?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/2367428449940107662/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=2367428449940107662' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/2367428449940107662'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/2367428449940107662'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/05/jzyk.html' title='Język'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-4067325961582327921</id><published>2008-05-12T05:17:00.000-07:00</published><updated>2008-05-12T09:28:52.035-07:00</updated><title type='text'>Ludzie / Różnice kulturowe 2</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nasz pobyt w Wietnamie zbliża się do końca. Zostały nam niecałe dwa tygodnie przebywania w Hanoi, i jeszcze mniej całe trzy tygodnie pobytu na Południu. Pora więc rozpocząć serię wpisów podsumowujących.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten post dotyczyć będzie kwestii, która mnie osobiście w Wietnamie interesowała najbardziej, a więc - ludzi. Nie będę oczywiście w tym miejscu udzielać odpowiedzi na pytanie "Jacy są Wietnamczycy?" Wiemy bowiem rzecz jasna (aż za bardzo wiemy), że tego typu pytanie jest pytaniem źle postawionym, jako że nie wolno nam uogólniać, a wszystko, co sformułujemy w odpowiedzi na nie, stanowić będzie jedynie wyraz żywionego przez nas, ewentualnie "naszą kulturę", stereotypu. Tak więc, w tym miejscu podzielę się jedynie moim osobistymi doświadczeniami, wyniesionymi zarówno z bliższych, jak i  bardziej powierzchownych kontaktów, które nawiązywałam i utrzymywałam podczas pobytu w Wietnamie. Charakter tych doświadczeń w równej mierze, co z kulturowej specyfiki Wietnamczyków, wynika oczywiście również z moich własnych cech, jak i z percepcji owych cech w Wietnamie. Jak wiadomo, jestem dość młodą kobietą, zaliczającą się do "tây" - czyli "zachodnią" (zmieniając wydźwięk na nieco bardziej pejoratywny, można to określenie przetłumaczyć jako "białas/białaska"), która przez trzy miesiące przebywała tu samotnie, w późniejszym czasie zaś - wraz z mężem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiele kontaktów nawiązanych w Wietnamie będę wspominać miło. Wielu osobom jestem wdzięczna za okazaną mi pomoc i życzliwość. Chciałam w tym miejscu wspomnieć o tych wszystkich, którzy pomogli mi w prowadzeniu badań, wprowadzając mnie w tutejsze realia, pomagając nawiązywać kontakty, zabierając mnie w różne miejsca czy też wynajdując mi osoby do rozmów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapewne nikt z osób tu wymienionych mojego wpisu nie przeczyta (choć niektórzy znają język polski, więc - kto wie). W każdym razie, szczególnie podziękować chciałam: Hương, z którą przeprowadziłam wiele interesujących rozmów i która zapoznała mnie z różnymi osobami. Minh, mojej wieloletniej znajomej z Polski, która obecnie wróciła do Wietnamu, i pomogła mi bardzo w wyszukiwaniu rozmówców. Giápowi, który nas zabrał na wieś, pełniąc tam role naszego przewodnika. Pani Phương, za liczne rozmowy i kontakty. Pani Hạnh - za szereg zaproszeń. Thu - dziewczynie poznanej na wycieczce, za zupełnie bezinteresowną i  zaskakującą pomoc w zrealizowaniu ankiet. Wielu innym osobom, jak Long, Hiếu, Ngân - za rozmowy, wyjaśnienia i wprowadzanie w temat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kontakty z tymi osobami były źródłem wielu pozytywnych przeżyć i odczuć. Miłe wizyty w kawiarniach, zaproszenia na lẩu, rozmowy na malutkich stołeczkach gdzieś przy ruchliwej ulicy, gdzie zajada się przeraźliwie kwaśne mango i smaczne nem chua rán. Zapamiętamy na zawsze &lt;a href="http://remotevietnam.blogspot.com/2008/04/wie-2.html"&gt;pobyt na wsi w Nghệ An&lt;/a&gt;, kiedy to bardzo niemajętni ludzie gościli nas z wielką serdecznością, opowiadając nam przy tym o swoim życiu i apelując: kiedy wrócisz już do swojego kraju, zrób coś dla biednego Wietnamu! Będę pamiętać o licznych rozmowach, w których miałam poczucie, że ktoś przede mną się odsłania, pozwalając mi zrozumieć coś z jego sposobu postrzegania świata, a przez to pośrednio - ze swojej kultury. Miło będę wspominać młodą, zamożną Wietnamkę częstującą nas owocami na statku w Hạ Long i opowiadającą przy tym historię swojej trudnej miłości do chłopaka z Sa Pa, pochodzącego prawdopodobnie z jakiejś mniejszości etnicznej. Ciepło myślę o serdeczności pewnego aptekarza, który zawsze przy okazji zakupów przeprowadzał z nami krótką pogawędkę, usiłując mnie nauczyć wietnamskich określeń na termometr lekarski i ścienny. Fajne kontakty utrzymywaliśmy z obsługą miejsc, gdzie jadaliśmy najczęściej. Serdeczne dziewczyny z Kangaroo zawsze chciały pogadać ze mną po wietnamsku, jednocześnie perfekcyjnie opanowując umiejętność mówienia "dziękuje" (po polsku, mam na myśli). Równie sympatyczna była załoga Pepperonis na Bảo Khánh (a zwłaszcza mój ulubiony kelner w okularkach, Huy Hừng :-) ) - dostemplowywali nam dodatkowe znaczki na kartach promocyjnych, a od czasu do czasu nie kazali sobie płacić za napoje, czy organizowali jakąś inną "promocję"...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A poza tym, miałam całą masę doświadczeń nieprzyjemnych. Opis &lt;a href="http://remotevietnam.blogspot.com/2008/05/ha-long.html"&gt;wycieczki do Hạ Long&lt;/a&gt; może tu dostarczyć zarysu sytuacji. Chociaż w moim osobistym odczuciu, najbardziej nieprzyjemne wydarzenie miało miejsce podczas jesiennego wyjazdu na plażę do Sàm Sơn (jeszcze bez Janka). Zostałyśmy wówczas wraz z Asią napadnięte - w sensie całkiem dosłownym - przez bandę miejscowych, którzy zaczęli nam robić zdjęcia, pomimo naszego wyraźnego sprzeciwu. A potem te zdjęcia wywołali i kazali sobie za nie zapłacić. Kilkaset tysięcy... (czyli kilkadziesiąt złotych). Kiedy stwierdziłyśmy, że nie i już, tłumek ludzi wokół nas zaczął gęstnieć i gęstnieć, otoczyło nas dwie kilkanaście osób... W końcu zapłaciłyśmy, nie pamiętam ile, coś koło stu tysięcy (14 złotych) pewnie - tłum był wyraźnie niezadowolony, ale puścił nas wolno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Codzienne doświadczenia - to również kierowcy xe ôm (taksówki motorkowe) wołający na ciebie nieustannie "motobike, madam", przeplatane wydawaniem najróżniejszych odgłosów typu gwizd, cmokanie, jodłowanie - plus od czasu do czasu gesty o charakterze seksualno-obsenicznym (choć ja mam to szczęście, że jestem kobietą dość sporą jak na wietnamskie warunki, i choć młodą, to już nie nastoletnią - spotykało mnie więc znacznie mniej zaczepek niż np. Asię).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Następna sympatyczna kwestia to kierowcy autobusów miejskich, którzy nie odczuwają chyba żadnej potrzeby ograniczenia swoich zapędów do dzikich manewrów i nagłego hamowania. Kiedy raz kierowca zahamował tak, że spadłam z siedzenia, wbiła mi się w żebra barierka i straciłam na moment oddech, reakcją zarówno kierowcy, jak i biletera, był radosny śmiech, wraz z komentarzem: "o, biała spadła z siedzenia!" Autobusy często ruszają z przystanku z otwartymi drzwiami, zanim ludzie zdążą wsiąść, równie często drzwi zamykają się, gdy ktoś właśnie wychodzi. Co znamienne - nikt specjalnie przeciwko temu nie protestuje. U nas w takiej sytuacji ludzie awanturują się z kierowcą, często stosując wyrafinowane porównania typu "Idź pan worki z ziemniakami wozić, a nie ludzi!" Tutaj panuje potulna zgoda na taki styl prowadzenia pojazdu, nawet jeśli od czasu do czasu jakiś pasażer się wywróci, a inny zostanie przytrzaśnięty. Czy ludzie tu po prostu nie wiedzą, że można inaczej? Całkiem możliwe, my po skorzystaniu kiedyś z systemu komunikacji miejskiej w Finlandii o wiele gorzej oceniamy warszawską :-) A może tutejszym mieszkańcom to naprawdę nie przeszkadza?&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Kolejny aspekt to handlarki uliczne i bazarowe, które oczywiście dyktują  białemu cenę kilkukrotnie wyższą. Sam w sobie ten proceder nie jest jakoś zdumiewający czy szczególnie przykry. W Malezji na bazarze, czy Tajlandii z kierowcami tuk-tuków - też odbywaliśmy cenowe negocjacje. Przykry jest on dopiero w połączeniu z tutejszym podejściem do tego rodzaju transakcji handlowych. Mianowicie, owe transakcje cechuje rodzaj śmiertelnej powagi. Jeśli nie chcesz zapłacić oczekiwanej ceny, handlarka gotowa jest się na ciebie obrazić, rzucić słowem typu "głupia", albo zirytowanym tonem stwierdzić coś w rodzaju "a, biała mówi po wietnamsku"  (w domyśle: ale niech sobie nie myśli, że w związku z tym ma mniej płacić). W związku z tym, po pewnym czasie przestaliśmy kupować owoce. Za duży stres - człowiek albo płaci za banany tyle, co w Polsce, albo przypłaca ich kupienie nieprzyjemną kłótnią, po której handlarka podaje mu banany z gestem świadczącym o to, że wyrządziliśmy jej wielką krzywdę. W Malezji czy Tajlandii targowanie się było rodzajem gry towarzyskiej, lekkiej zabawy; nie wiązała  się z nim taka doza negatywnych emocji, jak tutaj. Nie wiem, na ile owe nieprzyjemne zachowania handlarzy są kwestią ostatnich lat - czyli okresu szybkiego rozwoju gospodarczego, dużej inflacji, wzrostu cen i aspiracji życiowych.  W każdym razie, nie przyswojono sobie tutaj jednej ze złotych zasad kapitalizmu: bądź dobry dla klienta, a klient do ciebie wróci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Innym rodzajem trudności w kontaktach z ludźmi była kwestia mojego nieprzystosowania do reguł wywodzących się, być może, od zasady "zachowania twarzy". Szczególnie dokuczliwa w obcowaniu była norma nie wyrażania odmowy wprost. Słowem, jeśli dany Wietnamczyk, mój potencjalny badany, w odpowiedzi na moje pytanie, czy zgodzi się ze mną porozmawiać, powiedział "tak", nie należało tego uznawać za definitywną zgodę. Być może po prostu owa odpowiedź stanowiła oznakę dobrego wychowania, w myśl zasady zachowania obopólnej zgody i harmonii między uczestnikami danej interakcji. Przyswoiłam sobie wiedzę o tej regule dość prędko; o wiele trudniej przychodziło mi praktyczne radzenie sobie z nią. Czy ten człowiek, który powiedział "tak", w końcu ze mną porozmawia, a jedynie jest zabiegany lub mu się aktualnie nie chce - w związku z czym jest celowe męczenie go kolejnymi sms-ami i telefonami? Czy też powinnam go zostawić w świętym spokoju, jeśli obiecał, że się odezwie, a się nie odzywa? Niejednokrotnie doradzano mi pierwszą strategię, ja częściej obierałam drugą - i miałam rację. Z mojego doświadczenia wynika, iż ten, kto naprawdę miał zamiar się odezwać, zrobił to i tak, choć często z miesięcznym czy dwumiesięcznym opóźnieniem. Nagabywanie zaś tych, co nie mieli takiego zamiaru, było zwykłą stratą czasu i nerwów. Słowem, w kontaktach badawczych niezbędna była duża doza cierpliwości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejną kwestię, momentami trudną - choć o wiele mniej problemową - stanowiło zagadnienie odmiennego podejścia do terminowości i punktualności. Przykładowo - moi znajomi, z którymi utrzymywałam kontakt na jesieni, umówili się ze mną "na czwartek". Moja próba sprecyzowania owego "czwartku" często napotykała na odpowiedź w rodzaju "po południu". Kiedy znów - czując się już dość namolnym natrętem - próbowałam sprecyzować godzinę, i usłyszałam "siedemnasta", nauczona doświadczeniem, wiedziałam, że powinnam się zjawić w danym miejscu najwcześniej o 17.30 (albo i później). Niejednokrotnie zdarzało mi się, że bywałam zapraszana do domu owych znajomych "na jutro koło szesnastej"; kiedy przychodziłam punktualnie, nikogo nie było w domu. Dzwoniłam na komórkę i słyszałam spokojne wyjaśnienie: tak, jestem na mieście, ale będę za 40 minut. Słowem, na ten rodzaj spotkań należało mieć zarezerwowane całe popołudnie wraz z wieczorem; nie należało liczyć na to, że jeżeli umówiło się na krótką rozmowę o 16, to można rysować sobie inne plany na wieczór. Miało to nawet swój urok - takie swoiste zwolnienie tempa życia, wrzucenie na luz; człowiek otrzymywał nagle 40 minut wolnego, w którym to czasie mógł sobie siedzieć i kontemplować życie ulicy. Gorzej, jeśli jednocześnie dochodziły do głosu rozmaite  wyrzuty sumienia na tle nie wypełniania własnych zobowiązań: "Piąty raz przychodzisz tutaj w odwiedziny, siedzisz całe popołudnie, wieczór, a nie jesteś w stanie umówić się z nikim konkretnie na wywiad!"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Były jeszcze inne rodzaje trudności w kontaktach z ludźmi, znacznie trudniej uchwytne. Asia opowiada o tym, jak rodzina, u której mieszka, ciągle oprotestowuje picie przez nią mleka - Campina, 3,4 procent tłuszczu. Bo takie mleko jest niezdrowe. Mleko, którego użycie jest dopuszczalne - to mleko skondensowane, wysokosłodzone. Tego rodzaju mleko dolewamy do kawy. Ale picie takiego zwykłego mleka z kartonu? Jest złe, niewskazane, niewłaściwe. Oczywiście, różnice kulturowe w sposobie odżywiania się to sprawa jasna. Ale - czy u nas również patrzono by dziwnie na Wietnamczyka, który popija przeraźliwie mocną, zieloną herbatę? Wydaje się, że jednak większość osób świadoma jest faktu, że ludzie z różnych zakątków świata posiadają różne upodobania kulinarne. Czy u nas też próbowano by odwieść Wietnamczyka, wynajmującego pokój od polskiej rodziny, od spożywania dużych ilości ryżu i nawrócić go na pieczywo? Tłumaczyć mu, że jego sposób żywienia jest niewłaściwy i niezdrowy? Może i tak, może to moje antropologiczne skrzywienie z wdrukowaną weń afirmacją różnorodności każe mi myśleć, że "u nas" sprawy mają się inaczej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas świątecznego obiadu z okazji Tết, do udziału w którym byliśmy zaproszeni, serwowano dania takie jak nem rán (nie wchodząc w szczegóły, bliski krewny "sajgonek") i gotowany kurczak. Córka gospodarzy wyjaśniła mi: w tej miseczce jest sos do nem, a w drugiej - do kury. Spróbowałam, stwierdzając, że mi najbardziej z tego wszystkiego odpowiadają nem maczane w sosie od kury (czyli de facto mieszance soli, chili i soku z limonki). Córka gospodarzy, zauważywszy to, korygowała mnie kilkukrotnie: nie nie, to nie jest sos do nem! Nem je się z tamtym, nie tym! Wybór sosu nie był jedynie kwestią smaku; silnie podlegał on najwyraźniej  zwyczajowym, tradycyjnym regulacjom. Mi, jako osobie nie przepadającej za sosem do nem (zawierającym dużą ilość sosu rybnego), trudno było się temu podporządkować :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie rozpoczynałam w tym momencie posiłku wywodu, że mi osobiście taki dobór sosu bardziej smakuje, bo wkroczyłabym na niebezpieczny temat - jako iż okazywanie, że serwowane ci jedzenie zwyczajnie ci nie odpowiada, jest wyjątkowo nieuprzejme. W związku z ową zasadą, wielokrotnie musiałam zmierzyć się z faktem, że ludzie - rzecz jasna w wyrazie gościnności i uprzejmości - wkładali mi do miseczki jakieś wyjątkowo tłuste, skórzaste i poprzerastane kawałki mięsa, świńskie nóżki, coś w rodzaju salcesonu, kurze podroby, i inne rzeczy, które mimo usilnych starań trudno jest mi przełknąć bez generowania odruchu wymiotnego. Pamiętam, jak cudowny człowiek - wujek Giápa - na wsi w prowincji Hà Tây, dokładał mi do miseczki, w której już piętrzyła się masa owych fragmentów świńskich nóżek, coraz to  kolejne, mimo moich protestów. A ja walczyłam zarówno z własnym, odruchowym obrzydzeniem, jak i z wyrzutami sumienia - iż tyle jedzenia zmarnuje się przeze mnie tej niezamożnej rodzinie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kwestie jedzeniowe są w Wietnamie o tyle trudną dla większości Europejczyków sprawą, iż w skład tutejszego menu mogą teoretycznie wchodzić wszystkie części ciała wszystkich możliwych zwierząt :-) My osobiście nie jesteśmy przyzwyczajeni do jedzenia takich fragmentów zwierzęcia, jak skóra (skóra bawoła, której kosztowaliśmy na wsi, miała całkiem ciekawy aromat, ale jak to pogryźć?), chrząstki, podroby (nie mogę przezwyciężyć faktu, że brzydko to dla mnie pachnie), żyły itp. Kurze jajeczka jeszcze nie zniesione (takie małe, żółte kuleczki...) to rzeczywiście pewnego rodzaju ciekawostka poznawcza, ale jakoś nie umiałam się przekonać do tego, aby stały się one dla mnie regularnym elementem diety.  Owszem, chciałabym umieć się przełamać, i obgryzać z przyjemnością kurze łapki, ale niestety - no pasaran. Myśl o główce gołębia z oczkami i dziobem na moim talerzu odbiera mi  apetyt. Co więcej - w moim przypadku nie sprawdziła się zasada, że taka niechęć jest czymś, co z czasem można przełamać i "przyzwyczaić się" do nowych standardów. Przeciwnie - mogę zmusić się do kurzych żołądków raz czy drugi, ale kiedy owe nowe standardy zaczynają być codziennością - robi się problem. Kiedy na początku pobytu jadłam obiady z rodziną, u której mieszkamy, często przeżywałam trudne chwilę nad niektórymi potrawami. Trudno mi było wytłumaczyć (nie tylko ze względów językowych) czemu nie chcę jeść flaków i bardzo tłustego mięsa. W końcu moja gospodyni znalazła odpowiedź: Grażyna boi się utyć, dlatego unika tłuszczu! Vâng, em sợ béo - zgodziłam się z niemałą ulgą, i od tego czasu było łatwiej :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest jeszcze cała masa innych spraw - z nurtu tych, które stały się mniej uciążliwe, od kiedy zaczęłam tu być z Jankiem. Otóż, kiedy mieszkałam tu sama, niemożliwy był późny powrót do domu, czy jakieś wieczorne wyjście na piwo. Posiadałam bowiem wówczas status czasowo samotnej kobiety, nad którą opiekę przejęła rodzina, wraz z którą mieszkałam; jako taka, musiałam zachowywać się właściwie. A jako że dla kobiety, której mąż przebywa gdzieś tam daleko (podobnie jak i dla niezamężnej dziewczyny) nie jest właściwe wychodzenie ze znajomymi na drinka - to tego nie robiłam. Kiedy zdarzyło mi się - bodajże dwa razy - wrócić tuż po godzinie 22, zastawałam - pomimo sms-ów uprzedzających gospodarzy o tej wyjątkowej okoliczności, szczelnie zamknięty dom. Musiałam ich zrywać z łóżek, sprowadzać z góry, i chociaż nie powiedzieli mi złego słowa, dogłębnie czułam niewłaściwość swojego postępowania. Do tej pory się zastanawiam, co sądzili oni o fakcie, iż zdarzało mi się wychodzić wieczorami - ze znajomymi, jak twierdziłam - i wracać tuż przez 22, podczas gdy jednocześnie wydzwaniał do mnie, zgrozo, jakiś wietnamski mężczyzna? (O którego status rzecz jasna dokładnie się wypytywali). Znając tutejszą ostrożność większości rodziców w odniesieniu do swoich córek, mogę sądzić, że podejrzewali mnie o różne niecne sprawki :) Tak czy inaczej, jestem im wdzięczna za ten rodzaj opieki, który nade mną w czasie owego samotnego pobytu sprawowali. Za zajmowanie się moją oparzoną stopą i prowadzanie mnie po sklepach, za zabieranie na spotkania rodzinne, za chaó w czasie przeziębienia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozpisałam się, jak zwykle. Mogłabym jeszcze długo - to w końcu kilka miesięcy pobytu. Myślę jednak, że to, co napisałam, pozwala już wyrobić sobie pewien obraz tego, czym może być dłuższe niż turystyczny wypad przebywanie w Wietnamie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-4067325961582327921?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/4067325961582327921/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=4067325961582327921' title='6 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/4067325961582327921'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/4067325961582327921'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/05/ludzie-rnice-kulturowe-2.html' title='Ludzie / Różnice kulturowe 2'/><author><name>Grażyna Szymańska-Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02628987365664057993</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-9126244715302635107</id><published>2008-05-12T02:07:00.000-07:00</published><updated>2008-05-12T10:20:04.949-07:00</updated><title type='text'>Kuala Lumpur 5 - Pulau Ketam</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Podczas pobytu w Malezji zrobiliśmy jednego dnia wypad na &lt;a href="http://www.pulauketam.com/"&gt;Pulau Ketam&lt;/a&gt; - dosłownie Wyspę Krabów. Z Kuala Lumpur dojechaliśmy pociągiem podmiejskim do &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Port_Klang"&gt;Port Klang&lt;/a&gt;. Stamtąd promem udaliśmy się na wyspę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ponieważ Pulau Ketam jest podmokła - wszystkie budynki są tam zbudowane na palach. Drogi są wąskie i betonowe. Jako środek transportu używane są rowery oraz motorowery. Nie widzieliśmy ani jednego motorka. Dało się zauważyć jakieś zwierzęta - jaszczurkę, kota oraz 10 metrów dalej jakiegoś gryzonia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;" align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;" align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;" align="justify"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SADqij7FCtI/AAAAAAAAA3A/is0lEm1uqTE/s1600-h/PICT0352+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5188404650210298578" style="margin: 0px auto 10px; display: block; cursor: pointer; text-align: center;" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SADqij7FCtI/AAAAAAAAA3A/is0lEm1uqTE/s400/PICT0352+%28Large%29.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Po wyjściu na brzeg&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SADqjz7FCuI/AAAAAAAAA3I/gJv51sPcULE/s1600-h/PICT0363+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5188404671685135074" style="margin: 0px auto 10px; display: block; cursor: pointer; text-align: center;" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SADqjz7FCuI/AAAAAAAAA3I/gJv51sPcULE/s400/PICT0363+%28Large%29.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Restauracja na palach&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SADqlD7FCvI/AAAAAAAAA3Q/mweFM49kniE/s1600-h/PICT0369+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5188404693159971570" style="margin: 0px auto 10px; display: block; cursor: pointer; text-align: center;" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SADqlD7FCvI/AAAAAAAAA3Q/mweFM49kniE/s400/PICT0369+%28Large%29.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Taki widok nie był rzadkością&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SACA8z7FCoI/AAAAAAAAA2Y/xtTx43HyINw/s1600-h/PICT0370+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5188288552949320322" style="margin: 0px auto 10px; display: block; cursor: pointer; text-align: center;" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SACA8z7FCoI/AAAAAAAAA2Y/xtTx43HyINw/s400/PICT0370+%28Large%29.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wybetonowana droga, a obok bagno&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SACA9D7FCpI/AAAAAAAAA2g/95a1Atwknks/s1600-h/PICT0371+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5188288557244287634" style="margin: 0px auto 10px; display: block; cursor: pointer; text-align: center;" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SACA9D7FCpI/AAAAAAAAA2g/95a1Atwknks/s400/PICT0371+%28Large%29.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SACA9T7FCqI/AAAAAAAAA2o/RvzpuRFDXWc/s1600-h/PICT0373+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5188288561539254946" style="margin: 0px auto 10px; display: block; cursor: pointer; text-align: center;" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SACA9T7FCqI/AAAAAAAAA2o/RvzpuRFDXWc/s400/PICT0373+%28Large%29.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wąż (gumowy) i jaszczurka (żywa)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SACA9j7FCrI/AAAAAAAAA2w/iICroUYp8MA/s1600-h/PICT0374+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5188288565834222258" style="margin: 0px auto 10px; display: block; cursor: pointer; text-align: center;" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SACA9j7FCrI/AAAAAAAAA2w/iICroUYp8MA/s400/PICT0374+%28Large%29.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dołem biegła jakaś rura&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SACA9z7FCsI/AAAAAAAAA24/dulfeRKLsas/s1600-h/PICT0380+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5188288570129189570" style="margin: 0px auto 10px; display: block; cursor: pointer; text-align: center;" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SACA9z7FCsI/AAAAAAAAA24/dulfeRKLsas/s400/PICT0380+%28Large%29.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Stocznia&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SACAIz7FCjI/AAAAAAAAA1w/onu_fUuJIgI/s1600-h/PICT0387+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5188287659596122674" style="margin: 0px auto 10px; display: block; cursor: pointer; text-align: center;" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SACAIz7FCjI/AAAAAAAAA1w/onu_fUuJIgI/s400/PICT0387+%28Large%29.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kanał przez środek wyspy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SACAJD7FCkI/AAAAAAAAA14/gpfORvmvGo0/s1600-h/PICT0389+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5188287663891089986" style="margin: 0px auto 10px; display: block; cursor: pointer; text-align: center;" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SACAJD7FCkI/AAAAAAAAA14/gpfORvmvGo0/s400/PICT0389+%28Large%29.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SACAJD7FClI/AAAAAAAAA2A/FtpVQXnoeQA/s1600-h/PICT0390+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5188287663891090002" style="margin: 0px auto 10px; display: block; cursor: pointer; text-align: center;" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SACAJD7FClI/AAAAAAAAA2A/FtpVQXnoeQA/s400/PICT0390+%28Large%29.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SACAJT7FCmI/AAAAAAAAA2I/s1o78erfEwA/s1600-h/PICT0392+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5188287668186057314" style="margin: 0px auto 10px; display: block; cursor: pointer; text-align: center;" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SACAJT7FCmI/AAAAAAAAA2I/s1o78erfEwA/s400/PICT0392+%28Large%29.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SACAJT7FCnI/AAAAAAAAA2Q/t3BSyU0zmRY/s1600-h/PICT0396+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5188287668186057330" style="margin: 0px auto 10px; display: block; cursor: pointer; text-align: center;" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SACAJT7FCnI/AAAAAAAAA2Q/t3BSyU0zmRY/s400/PICT0396+%28Large%29.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Stacja benzynowa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wyspa jest zamieszkała przez ludność pochodzenia chińskiego. Widzieliśmy grupkę uczennic wracających ze szkoły. Mimo, że dziewczynki miały wygląd raczej chiński - jedna z nich trzymała podręcznik z łacińskimi napisami. Zastanawiamy się, w jakim języku one się uczą? &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Education_in_Malaysia"&gt;Wikipedia donosi&lt;/a&gt;, że szkolnictwo publiczne jest w przeważającej mierze zdominowane przez język malajski, w wyniku czego większość Chińczyków wysyła dzieci do szkół niepublicznych (na wyspie mogą nie mieć większego wyboru...) Na Pulau Ketam jest dużo restauracji z owocami morza, ale nie skorzystaliśmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więcej obrazków można obejrzeć na &lt;a href="http://picasaweb.google.pl/g.szymanska/PalauKetam"&gt;http://picasaweb.google.pl/g.szymanska/PalauKetam&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-9126244715302635107?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/9126244715302635107/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=9126244715302635107' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/9126244715302635107'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/9126244715302635107'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/04/kuala-lumpur-5-pulau-ketam.html' title='Kuala Lumpur 5 - Pulau Ketam'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SADqij7FCtI/AAAAAAAAA3A/is0lEm1uqTE/s72-c/PICT0352+%28Large%29.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-715255992995078024</id><published>2008-05-08T23:30:00.000-07:00</published><updated>2008-05-08T22:18:50.896-07:00</updated><title type='text'>Hạ Long</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W długi weekend wybraliśmy się wraz z nasza koleżanką Asią na 3-dniową wycieczkę do zatoki Hạ Long. Wycieczka z Kangaroo Cafe na ulicy Bảo Khánh wydawała nam się zbyt droga, więc zdecydowaliśmy się pojechać na prawie 2-krotnie tańszą wycieczkę z Sinh Cafe z ulicy Lương Ngọc Quyến 52 -  www.sinhcafevn.com - $54 od osoby. To był błąd. Wielu rzeczy obawialiśmy się odnośnie tej wycieczki, ale nie tego, że okaże się niebezpieczna dla zdrowia...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Sinh Cafe to oryginalnie biuro podróży w Sajgonie, która oferowało - i chyba nadal oferuje - wysokiej jakości wycieczki. Skutkiem tego powstało mnóstwo biur podszywających się pod to prawdziwe. W Hanoi widzieliśmy ich kilkadziesiąt. Jest też kilka stron internetowych podających adresy różnych biur. Mimo, iż zasięgaliśmy przed wyborem biura rady na forach typu "Lonely Planet", nie jesteśmy pewni, czy wybraliśmy "prawdziwe" Sinh Cafe. Przewodnik i autokary podczas wycieczki miały logo Khanh Sinh - więc pewnie nie. Ale też możliwe, że są jakos stowarzyszeni. Niemniej jednak, nie ma to dużego znaczenia, bo filia nie musi reprezentować takiego poziomu usług jak główny oddział - i pewnie tutaj było podobnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Dzień 1&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Wyjechaliśmy w czwartek o 8 - bus wycieczkowy odebrał nas prawie spod domu. Następnie zgarnęliśmy z miasta innych uczestników podróży, w sumie 14 osób. Główny przewodnik o imieniu Nhất tłumaczył nam dobrym angielskim, skąd się wzięła nazwa zatoki i jakieś legendy co do jej powstania. Podróż nad zatokę przebiegła bez przeszkód. Zatrzymaliśmy się tylko w jakimś miejscu, gdzie sprzedawano dużą ilość rzeźb.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHNeUA0LzI/AAAAAAAABJA/aBvwm_Vngnw/s1600-h/DSC00450+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHNeUA0LzI/AAAAAAAABJA/aBvwm_Vngnw/s400/DSC00450+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197661365614161714" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHMgkA0LtI/AAAAAAAABIQ/Cc1fPfDaMp0/s1600-h/DSC00472+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHMgkA0LtI/AAAAAAAABIQ/Cc1fPfDaMp0/s400/DSC00472+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197660304757239506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHNeEA0LyI/AAAAAAAABI4/3wccdFpo7Qw/s1600-h/dalaj+lama+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHNeEA0LyI/AAAAAAAABI4/3wccdFpo7Qw/s400/dalaj+lama+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197661361319194402" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Można było też kupić różne książki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHNekA0L1I/AAAAAAAABJQ/hCjYOm0fZOM/s1600-h/DSC00469+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHNekA0L1I/AAAAAAAABJQ/hCjYOm0fZOM/s400/DSC00469+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197661369909129042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kto by to czyścił?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHNekA0L0I/AAAAAAAABJI/zwTIDgKDcz4/s1600-h/DSC00463+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHNekA0L0I/AAAAAAAABJI/zwTIDgKDcz4/s400/DSC00463+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197661369909129026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czy ta biedna małpka miała być atrakcją?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdy w końcu dojechaliśmy do zatoki, przewodnik wziął od nas paszporty i wsiedliśmy na statek, który po pewnym czasie wyruszył. Zatrzymaliśmy się przy targu z owocami morza, gdzie pasażerowie mogli sobie zakupić dodatkowe owoce morza, które chcą zjeść.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-db25fdf1dda3b9f5" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v6.nonxt4.googlevideo.com/videoplayback?id%3Ddb25fdf1dda3b9f5%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D58803FBF7BBEE44C75F77F06A7AF352D17BC4D3F.41E2B5D55A097572222D3D236B1061477927490F%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Ddb25fdf1dda3b9f5%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3Dd5YZ8BiDpZecHI9wVvZTVndACWs&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v6.nonxt4.googlevideo.com/videoplayback?id%3Ddb25fdf1dda3b9f5%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D58803FBF7BBEE44C75F77F06A7AF352D17BC4D3F.41E2B5D55A097572222D3D236B1061477927490F%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Ddb25fdf1dda3b9f5%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3Dd5YZ8BiDpZecHI9wVvZTVndACWs&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kupowanie owoców morza&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHMg0A0LuI/AAAAAAAABIY/HLpNM-ng3hk/s1600-h/DSC00478+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHMg0A0LuI/AAAAAAAABIY/HLpNM-ng3hk/s400/DSC00478+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197660309052206818" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nasza łajba&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Obiad został podany z trzygodzinnym poślizgiem i pewnie dlatego odpadło pływanie z łodzi. Podczas posiłku kazano nam się przesiąść do innego stolika, aby był przy nim komplet. Podano nam owoce morza, picie zgodnie z ustaleniami trzeba było samemu zamawiać, ale nie były to duże kwoty (choć oczywiście wyższe, niż ceny sklepowe): 15.000d (2 zł) za puszkę napoju gazowanego albo 7.000d (1 zł) za półlitrową butelkę wody. Jedzenia było w bród i było dość dobre. Podano nam ryż, jakieś warzywa, małe krewetki i kalmary. Z parą Wietnamczyków przy których nas posadzono rozmawiało się sympatycznie, ale było wyczuwalne to charakterystyczne napięcie, które pojawia się przy rozmowach z przedstawicielami tej nacji. Gdy potem mieliśmy okazję rozmawiać z dwiema spośród pięciu Koreanek, które też podróżowały z nami - wrażenie było zupełnie inne. Podobnie jak z Japonkami - kontakt jest prosty i wyczuwalne jest wzajemne zrozumienie. Niemniej jednak nasi sąsiedzi byli sympatyczni i częstowali nas jedzeniem, które zakupili: krabami oraz owocami podobnymi w smaku do agrestu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHL8EA0LoI/AAAAAAAABHo/A2aODNILG00/s1600-h/DSC00521+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHL8EA0LoI/AAAAAAAABHo/A2aODNILG00/s400/DSC00521+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197659677692014210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Było dużo jedzenia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHMhUA0LvI/AAAAAAAABIg/i0v5je2QMIk/s1600-h/DSC00492+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHMhUA0LvI/AAAAAAAABIg/i0v5je2QMIk/s400/DSC00492+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197660317642141426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mogliśmy się dowiedzieć, że "bardzo rodzaj napojów jest dostępny na bucie"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHMhkA0LwI/AAAAAAAABIo/DsfkKO9vzDg/s1600-h/DSC00503+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHMhkA0LwI/AAAAAAAABIo/DsfkKO9vzDg/s400/DSC00503+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197660321937108738" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHMh0A0LxI/AAAAAAAABIw/_aq3RqiCmd8/s1600-h/DSC00507+-+ladne+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHMh0A0LxI/AAAAAAAABIw/_aq3RqiCmd8/s400/DSC00507+-+ladne+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197660326232076050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHL8UA0LqI/AAAAAAAABH4/J-h0-9DneXY/s1600-h/DSC00524+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHL8UA0LqI/AAAAAAAABH4/J-h0-9DneXY/s400/DSC00524+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197659681986981538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Łódka ze śmieciami&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Po obiedzie pokazano nam nasze pokoje, gdzie mieliśmy spać. Proste łóżka, jakaś szafka, toaleta i prysznic z ciepłą czasami wodą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Potem dopłynęliśmy do kompleksu grot. 3 pieczary, las stalaktytów i stalagmitów, tworzących się w oczach, gdy z góry spadały krople z wapnem. Do tego kolorowe lampy dodające efektu oraz masa turystów. Ładnie tam było. Zresztą zatoka Ha Long jest generalnie ładna krajobrazowo - ostatnio przoduje w &lt;a href="http://www.new7wonders.com/nature/en/nominees/asia/c/HaLongBayBay/"&gt;plebiscycie, gdzie wybierane jest nowe siedem cudów świata&lt;/a&gt; . Przewodnik zachował się właściwie - czekał na naszą trójkę i tłumaczył nam, co gdzie jest i jak się kojarzy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHL8EA0LpI/AAAAAAAABHw/w1P7q_nQqVw/s1600-h/DSC00522+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHL8EA0LpI/AAAAAAAABHw/w1P7q_nQqVw/s400/DSC00522+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197659677692014226" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Na górze wejście do jaskini&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHL8kA0LsI/AAAAAAAABII/n_zFkvK-R64/s1600-h/DSC00528+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHL8kA0LsI/AAAAAAAABII/n_zFkvK-R64/s400/DSC00528+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197659686281948866" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tam widzieliśmy więcej koszy na śmieci niż w całym Hanoi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHK2UA0LkI/AAAAAAAABHI/LHB7edkpOjM/s1600-h/DSC00537+-+dziwne+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHK2UA0LkI/AAAAAAAABHI/LHB7edkpOjM/s400/DSC00537+-+dziwne+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197658479396138562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHK2kA0LlI/AAAAAAAABHQ/4zI0zp4UMRM/s1600-h/DSC00538+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHK2kA0LlI/AAAAAAAABHQ/4zI0zp4UMRM/s400/DSC00538+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197658483691105874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHK20A0LmI/AAAAAAAABHY/azdhBDGVE8I/s1600-h/DSC00547+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHK20A0LmI/AAAAAAAABHY/azdhBDGVE8I/s400/DSC00547+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197658487986073186" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jak to określił przewodnik "It's a boy"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHK3EA0LnI/AAAAAAAABHg/PrPvykZiRu0/s1600-h/DSC00549+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHK3EA0LnI/AAAAAAAABHg/PrPvykZiRu0/s400/DSC00549+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197658492281040498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;A tu gdzieś jest odpowiednik u "girl"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHKHUA0LfI/AAAAAAAABGg/qyR1EZBwUCw/s1600-h/DSC00559+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHKHUA0LfI/AAAAAAAABGg/qyR1EZBwUCw/s400/DSC00559+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197657671942286834" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHL8UA0LrI/AAAAAAAABIA/vbeiNf10jBs/s1600-h/DSC00525+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHL8UA0LrI/AAAAAAAABIA/vbeiNf10jBs/s400/DSC00525+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197659681986981554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHKHkA0LgI/AAAAAAAABGo/zev57NZBJro/s1600-h/DSC00569+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHKHkA0LgI/AAAAAAAABGo/zev57NZBJro/s400/DSC00569+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197657676237254146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;To wszystko przywiozło turystów do jaskini&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHKHkA0LhI/AAAAAAAABGw/PLS60SJZhEw/s1600-h/DSC00578+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHKHkA0LhI/AAAAAAAABGw/PLS60SJZhEw/s400/DSC00578+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197657676237254162" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Można kupić towary z łodzi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHKH0A0LiI/AAAAAAAABG4/AUCi4ZvgUZo/s1600-h/DSC00636+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHKH0A0LiI/AAAAAAAABG4/AUCi4ZvgUZo/s400/DSC00636+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197657680532221474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ładne skałki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wieczorem, po kolacji, które była bardziej zjadliwa, bo podano np. frytki, spróbowaliśmy zrobić małą imprezę na górnym pokładzie. Pożyczyliśmy szklanki, Grażyna zrobiła drinki z butelki rumu, sprite'a oraz pomarańczy. Zaczęło padać, więc zmyliśmy się do sypialni i kontynuowaliśmy. Wydawało mi się, że się dość mocno upiliśmy, ale oglądając nagrania poniżej nie jestem taki pewien.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-dabeb076796f7a04" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v2.nonxt3.googlevideo.com/videoplayback?id%3Ddabeb076796f7a04%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D27834E8B2A9AE739E480FBE3B01078D84FE58197.7B5E64F2351B632760AED087AF996550EF77D057%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Ddabeb076796f7a04%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3Dpu2nBWaSMeQnJMAHmlkAT5cDScY&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v2.nonxt3.googlevideo.com/videoplayback?id%3Ddabeb076796f7a04%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D27834E8B2A9AE739E480FBE3B01078D84FE58197.7B5E64F2351B632760AED087AF996550EF77D057%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Ddabeb076796f7a04%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3Dpu2nBWaSMeQnJMAHmlkAT5cDScY&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-4bed21a108e59c3f" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v3.nonxt3.googlevideo.com/videoplayback?id%3D4bed21a108e59c3f%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D1F6104DB6C51CF5C638397D9CA1C5D9C69309345.7F482585337E5093CDA6185E05C0099E48A89249%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D4bed21a108e59c3f%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DEKkslGrR10QbxYXHWN3W0slEKg0&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v3.nonxt3.googlevideo.com/videoplayback?id%3D4bed21a108e59c3f%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D1F6104DB6C51CF5C638397D9CA1C5D9C69309345.7F482585337E5093CDA6185E05C0099E48A89249%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D4bed21a108e59c3f%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DEKkslGrR10QbxYXHWN3W0slEKg0&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Dzień 2&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; Rano trzeba było wstać  na śniadanie, które planowo zacząć miało się o 7:30. Ten posiłek również rozpoczął się z opóźnieniem - tym razem tylko 15 minutowym. Podano europejskie jedzenie - zimny chleb tostowy oraz masło i jajecznicę. Jedzenia było za mało.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dopłynęliśmy do wyspy Cát Bà, gdzie przesiedliśmy się do busa. W planach była wspinaczka po górach. Dostaliśmy innego przewodnika, który miał nas poprowadzić. Niestety, zgubił on połowę wycieczki czyli nas i pięcioosobową grupę Koreanek. Być może, gdybyśmy inaczej skręcili przy rozwidleniu to byśmy dogonili przewodnika, ale nie było informacji, gdzie mamy iść. Wróciliśmy na miejsce, gdzie opuściliśmy naszego głównego przewodnika. Zamówiliśmy jakieś lody i kokosa (nie był smaczny). Jak odchodziliśmy, to sprzedawczyni zaczęła twierdzić, że Asia nie zapłaciła, co nie było prawdą, ale przewodnik z nią pogadał i dała spokój.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-6f857ceefa156366" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v4.nonxt3.googlevideo.com/videoplayback?id%3D6f857ceefa156366%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D863E7BF1ED579C09830598E5D8FD88E2907EA93B.4E5DAF5C537D5B8C6E5BA67931F46C391C8BBCB7%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D6f857ceefa156366%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DcR9voXlbmgZbwaZy6Z_59d_sXIs&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v4.nonxt3.googlevideo.com/videoplayback?id%3D6f857ceefa156366%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D863E7BF1ED579C09830598E5D8FD88E2907EA93B.4E5DAF5C537D5B8C6E5BA67931F46C391C8BBCB7%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D6f857ceefa156366%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DcR9voXlbmgZbwaZy6Z_59d_sXIs&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Odgłosy natury&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Hotel&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wyruszyliśmy do busa, choć nie nadeszła jeszcze umówiona poza zbiórki. Być może dlatego nie wzięliśmy dwójki wietnamskich turystów - tych, którzy jedli z nami posiłki na łodzi. Przewodnik gdzieś dzwonił w tej sprawie, w każdym razie gdy dojechaliśmy do naszego hotelu Sun &amp;amp; Sea zjeść obiad - to się pojawili. Jedzenie było gorsze niż na łodzi, ale dawało się zjeść. Sam dwugwiazdkowy hotel sprawiał wrażenie urządzonego z pewnym nakładem środków, ale potem zaniedbanego. Pokój był miły - rozległy, wysoki, z dwoma dużymi łóżkami, lodówką z napojami oraz tarasem z widokiem na morze. Łazienka za to była zarośnięta, nie byliśmy pewni, czy w zagłębieniach wanny znajduje się brud, czy grzyb łazienkowy, więc na wszelki wypadek korzystaliśmy tylko z prysznica. Nasz pokój mieścił się na szóstym piętrze a windy nie było. Wydawało nam się to dość uciążliwe  - ale dopiero potem Grażyna odczuła, jak bardzo...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHFD0A0LPI/AAAAAAAABEg/Npx3s92lwNE/s1600-h/DSC00684+-+zegary+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHFD0A0LPI/AAAAAAAABEg/Npx3s92lwNE/s400/DSC00684+-+zegary+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197652114254605554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;20% zegarów pokazywało poprawny czas.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHKHUA0LeI/AAAAAAAABGY/DeJrp_qoG2o/s1600-h/DSC00649+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHKHUA0LeI/AAAAAAAABGY/DeJrp_qoG2o/s400/DSC00649+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197657671942286818" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHI1kA0LZI/AAAAAAAABFw/jmkeU4SnEbI/s1600-h/DSC00650+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHI1kA0LZI/AAAAAAAABFw/jmkeU4SnEbI/s400/DSC00650+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197656267487980946" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tu łazienka wygląda ładnie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHI2EA0LbI/AAAAAAAABGA/5ncnlvjdibc/s1600-h/DSC00653+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHI2EA0LbI/AAAAAAAABGA/5ncnlvjdibc/s400/DSC00653+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197656276077915570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tu trochę gorzej&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHI10A0LaI/AAAAAAAABF4/9hrL7_0tjXs/s1600-h/DSC00651+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHI10A0LaI/AAAAAAAABF4/9hrL7_0tjXs/s400/DSC00651+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197656271782948258" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Widok z okna&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Około godziny po obiedzie pojechaliśmy na kajaki. Wyprawa składało się znowu z jazdy busem, potem statkiem do portu między skałami na którym dano nam stare, śmierdzące kapoki i wsadzono w kajaki. Grażyna i ja byliśmy w pierwszy, Asia z jedną z Koreanek w następnym. Wskazano nam mniej więcej kierunek, gdzie jest plaża, dokąd dopłyniemy i będziemy się kąpać. Grażyna i ja płynęliśmy na przedzie. Znaleźliśmy plażę, ale zauważyliśmy, że zgubiliśmy resztę grupy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHI2EA0LcI/AAAAAAAABGI/T2iSJBj_8sk/s1600-h/DSC00654+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHI2EA0LcI/AAAAAAAABGI/T2iSJBj_8sk/s400/DSC00654+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197656276077915586" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zaraz zacznie się kajakowanie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHI2EA0LdI/AAAAAAAABGQ/DRlSaVgEJPY/s1600-h/DSC00666+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHI2EA0LdI/AAAAAAAABGQ/DRlSaVgEJPY/s400/DSC00666+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197656276077915602" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jeszcze zadowolony&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Znaleźliśmy ich, wraz z przewodnikiem (starszy mężczyzna, inny niż dotychczasowy) popłynęli inaczej, w kierunku zamkniętej wewnątrz skał części zatoki, gdzie mogliśmy usłyszeć jak świetnie owo ukształtowanie skał wpływa na akustykę.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHGF0A0LUI/AAAAAAAABFI/1YhGlO6I5O0/s1600-h/DSC00673+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHGF0A0LUI/AAAAAAAABFI/1YhGlO6I5O0/s400/DSC00673+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197653248125971778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wpłynięcie do zatoczki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Następnie miał miejsce przełomowy moment całej wycieczki. Zgodnie ze wskazówkami przewodnika opłynęliśmy na plażę, którą już wcześniej wypatrzyliśmy. Weszliśmy do wody. Dno było niemiłe, kłujące. Koreanki trochę pobrodziły, ale wyszły z wody (jak nam potem wyjaśniały - dlatego, że była brudna) i poszły pod skały, gdzie siedziała też reszta grupy wraz z przewodnikiem. Ja, Grażyna i Asia weszliśmy do wody. W pewnym momencie prawie się walnąłem w podwodną skałę więc zacząłem pływać, aby nie chodzić nogami po dnie. Grażyna podążyła moim przykładem, ale po chwili stwierdziła, że wychodzi, bo podwodne skały są tuż pod powierzchnią. Zrobiła jednak jeszcze dwa ruchy żabką i walnęła nogą w koral, rozcinając sobie stopę w okolicach kostki. Wyskoczyliśmy na brzeg. Z rany: szerokiej na dwa centymetry i głębokiej na pół centymetra leciała krew. Próbowaliśmy to jakoś zatamować, ale się nie dało. Poszedłem do przewodnika, powiedziałem o co chodzi i spytałem go, czy nie ma jakichś plastrów. Nie dysponował nimi. Próbowaliśmy jakoś powstrzymać upływ krwi robiąc opaskę uciskową z okularków i przykładając chusteczki, ale działało to tylko połowicznie. Po kilku minutach przyszedł przewodnik i powiedział mi, żebym płynął z żoną do statku, którym przypłynęliśmy, bo tam mają opatrunki. Oni też się zbierali. Wypłynęliśmy w drogę powrotną. Dotarliśmy do statku, ale okazało się, że nie mieli tam plastrów. Całe szczęście, że pewien anglojęzyczny biały turysta nimi dysponował. Zmieniliśmy prowizoryczny opatrunek, jakaś biała kobieta dała butelkę wody, aby przemyć ranę. Popłynęliśmy do przystani, a stamtąd popłynęliśmy do naszego dwugwiazdkowego hotelu. Tam niestety również nie dysponowali czymś takim jak plaster, ale wskazali drogę do apteki oddalonej o kilometr. Poszliśmy do naszego pokoju na szóstym piętrze. Po chwili przyszły do nas dwie Koreanki - matka i córka, które przyniosły opatrunek wyglądający trochę jak sztuczna skóra. Wyglądało to tak, jakby rana mogła przez to "oddychać" Starsza Koreanka zdezynfekowała ranę i przykleiła nowy opatrunek zostawiają nam jeszcze jeden fragment do zmiany za 3 dni. Niestety musieliśmy użyć go już wieczorem, bo z rany ciągle się coś sączyło. Ja poszedłem szybko do apteki kupić środek do dezynfekcji i nowe opatrunki. Próbowałem się dogadać z recepcją, czy możliwe jest pojechanie do szpitala. W końcu wydaje mi się, że była taka możliwość, ale nie jestem tego pewien. W każdym razie nie zdecydowaliśmy się na pojechanie tam i założenie szwów. Nie mieliśmy zaufania co do higieny środków używanych do takiej operacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na 19:30 zeszliśmy na obiad. Nasz główny przewodnik zapytał nas, jak było, powiedzieliśmy mu co się stało. Niezrażony mówił nam, że mamy teraz wolny czas i możemy zwiedzić miasto. Nie zadałem mu kilku pytań, które się nasuwały, takich jak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- jak często dochodzi do takich wypadków, jeśli Grażynie się to zdarzyło po minucie od wejścia do wody?&lt;br /&gt;- dlaczego tamten przewodnik nie miał przy sobie jakiegoś plastra i czemu nie było niczego takiego na łódce?&lt;br /&gt;- dlaczego w ogóle prowadzi się turystów aby sobie popływali na miejscu, które jest niebezpieczne? Dlaczego się ich nie ostrzega? Większość wycieczek oferuje skakanie ze statku, w miejsca gdzie jest dość głęboko, aby nie zahaczyć o koral, który jest po prostu ostry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie byłoby sensu o to pytać, on by tego nie zrozumiał. To jest nasze, europejskie myślenie, że przewodnik jest odpowiedzialny za twoje bezpieczeństwo. To nie ten rodzaj relacji. Odpowiedzialność ma miejsce w z góry określonych relacjach jak rodzic - dziecko, czy jak sądzę, nauczyciel - uczeń. Jeśli np. młoda, samotna kobieta pomieszkuje u rodziny, to ona wchodzi w rolę dziecka - więc ma się słuchać gospodarzy a oni stają się za nią odpowiedzialni. Ale tak jak normą jest, że po wypadku sprawca ucieka, jak tylko zobaczy, że ofiara się rusza, tak też przewodnik nie musi dbać o to, aby nie zgubić turystów, których prowadzi, czy też o to, żeby byli bezpieczni. Gdy się potem zastanawialiśmy nad tym, to zachowanie obu przewodników nie było dziwne. Niestety nie zoperacjonalizowaliśmy sobie tej wiedzy o kulturze Wietnamu zawczasu. Powinniśmy byli założyć, że przewodnik jest jak dziecko, które chce ci coś pokazać; nikt nie oczekuje, że dziecko przewidzi zagrożenia. Na wycieczce w Wietnamie należy mieć oczy szeroko otwarte i próbować samemu przewidzieć potencjalne zagrożenia. Na przyszłość będziemy to wiedzieli, choć nie będzie przyszłości, bo więcej na żadną wycieczkę w Wietnamie nie mamy zamiaru jechać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Dzień 3&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano zjedliśmy europejskie śniadanie - francuska bułka i do wyboru: jajecznica i omlet (nie widać było różnicy, oba pływały w tłuszczu) oraz dwa z trzech dodatków: sera topionego, dżemu i masła. Podczas drogi powrotnej wsadzono nas do innego busu i tak już było cały czas. Nie wiem, ze czego to wynikło, skąd brak miejsca w poprzednim. Ten też był bardzo zapchany, co wynikało po części z tego, że brakowało miejsca na bagaże. Grażynę posadzono na środku, z przodu. W pewnej chwili, na zakręcie ciężka walizka spadła z górnej półki i walnęła ją w głowę. Wkurzyłem się, rzecz jasna, ale znów nie zrobiłem im awantury. Wyjąłem zimną butelkę z wodą i dałem Grażynie do przyłożenia. Jakiś turysta też dał zimną puszkę. Przewodnicy - którzy upchnęli walizki tak, a nie inaczej - przełożyli bagaż w bezpieczne miejsce, ale nie przeprosili. Jeden tylko się zapytał: "Is it OK" ("Czy jest dobrze?") oraz stwierdził "It is your destiny, if I was sitting here then I would be hit" ("To twoje przeznaczenie, jeśli ja bym tu siedział to by mnie uderzyło"). Bus nie wykonywał żadnego nietypowego manewru, a bagaże wystarczyło przywiązać jakąś liną albo umieścić w innym miejscu. Takie przypadki zdarzają się im na pewno co jakiś czas, mogliby się bardziej postarać. Ale z drugiej strony, skoro nie ponoszą odpowiedzialności to dlaczego mieliby kombinować?  Nie chodzi tu tylko o odpowiedzialność prawną - ale o rodzaj odpowiedzialności moralnej, słowem, o to, co kieruje NAMI, kiedy kładąc bagaż na półce w autobusie czy samolocie sprawdzamy, czy na pewno nie jest on w stanie spaść czyniąc komuś krzywdę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po dojechaniu na wybrzeże wsadzono nas znowu na statek. Mieliśmy długą i pełną wzajemnego zrozumienia rozmowę z Koreankami, które Grażynie pomogły poprzedniego dnia. One też miały przykre doświadczenia z Wietnamem. Opowiadały na przykład, jak wracając z Chin do Lao Cai zostały opadnięte przez grupę kierowców motorków, którzy natarczywie, czepiając się ubrań domagali się od dwóch samotnych kobiet, aby skorzystały z przewozu. Gdy dotarły do policjantów i poprosili ich o pomoc, to ci stwierdzili, że to nie ich sprawa, i zawołali z powrotem owych napasliwych xeomowców. W końcu to norma, że skoro przyjechał turysta, to xeomowiec ma prawo tą okazję wykorzystać, jak mu się to żywo podoba...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podczas podróży statkiem w pewnym momencie zatrzymaliśmy się w jakiejś wiosce na wodzie. Dano nam możliwość popłynięcia do jakiejś groty, ale nikt chyba z tego nie skorzystał. Dopłynęliśmy do brzegu, potem czekał na nas obiad w mieście Ha Long, gdzie w wielkiej sali z kilkuset turystami długo czekaliśmy na posiłek, który w opinii większości był niesmaczny (ja się najadłem, ale Koreanki wstały głodne od stołu). Potem pojechaliśmy busikiem do Hanoi. Zatrzymaliśmy się na pół godziny w jakimś punkcie, gdzie sprzedawano różne ozdobne przedmioty w rodzaju torebek czy szalików po cenach 7-krotnie wyższych niż w centrum Hanoi. Musi się im to jednak opłacać. W końcu dojechaliśmy do Hanoi, wysadzono nas tuż koło naszego domu. Podróż została zakończona.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHFEkA0LRI/AAAAAAAABEw/wMMlVWpd-Iw/s1600-h/DSC00697+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHFEkA0LRI/AAAAAAAABEw/wMMlVWpd-Iw/s400/DSC00697+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197652127139507474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Za &lt;/span&gt;&lt;a style="font-style: italic;" href="http://www.m-w.com/"&gt;Merriam-Webster&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;: dink - disparaging name for a Vietnamese&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHFFUA0LSI/AAAAAAAABE4/smfESWOJG3Y/s1600-h/DSC00705+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHFFUA0LSI/AAAAAAAABE4/smfESWOJG3Y/s400/DSC00705+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197652140024409378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Po czymś takim trzeba było przejść wychodząc&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHFFkA0LTI/AAAAAAAABFA/UOdJOqywKWw/s1600-h/DSC00711+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHFFkA0LTI/AAAAAAAABFA/UOdJOqywKWw/s400/DSC00711+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5197652144319376690" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;W momencie robienia tego zdjęcia nie wiało&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Epilog&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Nie był to jednak koniec reperkusji zdrowotnych w związku ze zranieniem w morzu i spadkiem bagażu. Nie chcę tu zanudzać was szczegółowymi opisami, w każdym razie w Szpitalu Francuskim w Hanoi stwierdzili, że uderzenie w głowie nie spowodowało krwiaka ani niczego takiego, a mdłości są normalną konsekwencją takiego zdarzenia. Natomiast w nodze zostały fragment skały, i dlatego nie chciało się to goić. We wtorek usunęli Grażynie w narkozie dwa kawałki skały. Teraz trwa rekonwalescencja i ograniczanie ruchu. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Dodatkowe medyczne koszty wycieczki zamkną się jak sądzę w kwocie $900, na szczęście polisa od nieszczęśliwych wypadków w Interpolska powinno je pokryć, jeśli nie - nie omieszkam się o tym wspomnieć :). Na razie jesteśmy z tej firmy zadowoleni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na zakończenie, &lt;a href="http://www.transazja.pl/blog/28,3-wpis715-Ha_Long,Wietnam.html"&gt;opis wycieczki do Hạ Long pary podróżników&lt;/a&gt;. Jak stwierdzają autorzy: "&lt;/span&gt;Pół dnia poświęciliśmy na wybranie - naszym zdaniem - najkorzystniejszej oferty po czym podpisaliśmy... pakt z diabłem"&lt;span style="font-size:100%;"&gt;. Nie można tam dodawać komentarzy więc zaznaczę, że organizowanie sobie wszystkiego na własną rękę wcale nie wydaje nam się lepsze: za dużo było tych rozmaitych środków transportu. A jak ktoś chce mieć komfortową ale i droższą podróż - może spróbować z prowadzoną przez Australijczyka&lt;br /&gt;&lt;a href="http://kangaroocafe.com/"&gt;Kangaroo Cafe&lt;/a&gt;. Kuzyn (pokrewieństwo obrzędowe - przez matkę chrzestną) Grażyny z nimi pojechał i był bardzo zadowolony. &lt;/span&gt;&lt;span class="HcCDpe"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-715255992995078024?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=4bed21a108e59c3f&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=6f857ceefa156366&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=dabeb076796f7a04&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=db25fdf1dda3b9f5&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/715255992995078024/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=715255992995078024' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/715255992995078024'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/715255992995078024'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/05/ha-long.html' title='Hạ Long'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SCHNeUA0LzI/AAAAAAAABJA/aBvwm_Vngnw/s72-c/DSC00450+%28Large%29.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-1971119347819684985</id><published>2008-04-23T07:13:00.000-07:00</published><updated>2008-04-27T02:26:37.213-07:00</updated><title type='text'>Bangkok 1</title><content type='html'>Od piątku do wtorku przebywaliśmy w stolicy Tajlandii - 6,6 milionowym &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Bangkok"&gt;Bangkoku&lt;/a&gt;. - najbardziej turystycznym mieście spośród tych, które odwiedziliśmy w Azji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Przylot&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Przylot do Bangkoku linią AirAsia odbył się bez problemów. Samolot sprawiał wrażenie dosyć starego, a za jedzenie nie można było płacić ani w dolarach ani w dongach, ale poza tym wszystko było w porządku. Po przylocie uderzyła nas fala gorąca - pewnie było jakieś 35 stopni. Lotnisko Suvarnabhumi imponuje swoim rozmiarem - w końcu to największy port przesiadkowy w południowo-wschodniej Azji. Wypłaciliśmy pieniądze z bankomatu na lotnisku (o dziwo bez prowizji), a następnie pojechaliśmy taksówką do naszego guesthouse'u.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Guesthouse&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Mieszkaliśmy w &lt;a href="http://www.kcguesthouse.com/"&gt;K.C. guesthouse&lt;/a&gt;. Właścicielka była bardzo miła, w recepcji były trzy komputery z dostępem do internetu i kamerką internetową. Kwadrans używania kosztował 10 THB (70 gr). Z pokojem mieliśmy niestety przygody, co miało związek z niewygórowaną ceną noclegu: 500 THB (35zł) za noc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasz pierwszy pokój był całkiem ładny, lepszy w każdym razie niż się spodziewaliśmy. Niestety wieczorem pierwszego dnia zorientowaliśmy się, że z powodu położenia koło ulicy Pra Sumen w nocy również jest głośno. Zwłaszcza wyjące tuk-tuki dały się nam we znaki. Po nieprzespanej nocy, rano spakowaliśmy się i zadeklarowaliśmy na recepcji chęć wymeldowania się. Jednakże na wieść o tym córka właścicielki pokazała nam pokój w drugim domu, położonym dalej od głównej drogi. Był gorzej urządzony, ale klimatyzacja działała, więc wydawało się, że będzie ok. Dopiero wieczorem zorientowaliśmy się, że łóżko strasznie skrzypi. Nauczeni doświadczeniami z hotelu w Malezji próbowaliśmy coś podłożyć między materac a łóżko, ale nic to nie dało. Nie było rady - materace położyliśmy bezpośrednio na ziemi, zestawiając ze sobą łóżka - jedno na drugie.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQ4xRX1hI/AAAAAAAAA6g/8j8I8zaV1Lc/s1600-h/DSC00084+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQ4xRX1hI/AAAAAAAAA6g/8j8I8zaV1Lc/s400/DSC00084+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193794837749945874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQ5BRX1iI/AAAAAAAAA6o/wWwbYLoEB8A/s1600-h/DSC00085+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQ5BRX1iI/AAAAAAAAA6o/wWwbYLoEB8A/s400/DSC00085+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193794842044913186" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQ5BRX1jI/AAAAAAAAA6w/B9yAGe_tjyE/s1600-h/DSC00090+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQ5BRX1jI/AAAAAAAAA6w/B9yAGe_tjyE/s400/DSC00090+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193794842044913202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Poszliśmy spać, ale znów się męczyliśmy - tym razem z powodu klimatyzacji, która z powodu zmiany położenia wiała zimnym powietrzem na nas. Nie dało się też w niej ustawić, aby utrzymywała w miarę umiarkowaną temperaturę. Nawet przy ustawieniu na 31 stopni chłodziła na maksa, choć temperatura w pokoju była znacznie niższa. Było to o tyle niesympatyczne, iż nie przewidziano żadnych okryć, oprócz dwóch mikroskopijnych kocyków, którymi można było co najwyżej przykryć sobie nogi. Następnego dnia przestawiliśmy łóżka i materace mając nadzieję, że będzie lepiej, ale nic z tego. Jakoś sobie próbowaliśmy radzić wykorzystując do okrycia ręczniki i ubrania. Dopiero ostatniej, czwartej nocy udało się nam wyspać, bo poprosiliśmy gospodynię o jakieś koce, przez co było się w co zawinąć, gdy zrobiło się zimno. (Komentarz Janka: chyba już na wsi w Nghe An surową zimą lepiej się spało).&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQT4RRX1tI/AAAAAAAAA8A/uVv3wUNw3YQ/s1600-h/DSC00258+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQT4RRX1tI/AAAAAAAAA8A/uVv3wUNw3YQ/s400/DSC00258+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193798127694894802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Polityka naszego guesthouse'u wobec płatnej miłości była jasno przedstawiona&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQiRRX1eI/AAAAAAAAA6I/hnCg1EFK7A0/s1600-h/DSC00056+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQiRRX1eI/AAAAAAAAA6I/hnCg1EFK7A0/s400/DSC00056+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193794451202889186" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Okolice naszego guesthouse'u&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Transport&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Transport uliczny w Bangkoku jest zdominowany przez samochody. Wśród nich są taksówki, z których nie korzystaliśmy, poza jazdą z i na lotnisko. Jadąc z lotniska kierowca rzucił cenę 450 THB (31 zł), ale stargowaliśmy do 400 THB (28zł), co i tak było ceną maksymalną, którą powinniśmy byli zapłacić. W dniu powrotnym nasz guesthouse zarezerwował dla nas minibus za 150 THB ( 10zł) od osoby. Minibus okazał się taksówką, która zabrała jeszcze jedną turystkę i pojechała na lotnisko.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQVORRX1zI/AAAAAAAAA8w/nkHEDOeNzUs/s1600-h/DSC00330+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQVORRX1zI/AAAAAAAAA8w/nkHEDOeNzUs/s400/DSC00330+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193799605163644722" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQVNhRX1wI/AAAAAAAAA8Y/3zs8U_b3AfM/s1600-h/DSC00305+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQVNhRX1wI/AAAAAAAAA8Y/3zs8U_b3AfM/s400/DSC00305+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193799592278742786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sportowy wóz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQVNxRX1xI/AAAAAAAAA8g/nUr-DeMRWGY/s1600-h/DSC00310+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQVNxRX1xI/AAAAAAAAA8g/nUr-DeMRWGY/s400/DSC00310+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193799596573710098" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQExRX1ZI/AAAAAAAAA5g/ndgm61guy7s/s1600-h/DSC00010+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQExRX1ZI/AAAAAAAAA5g/ndgm61guy7s/s400/DSC00010+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193793944396748178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQFBRX1aI/AAAAAAAAA5o/kPOc1UHXyaw/s1600-h/DSC00014+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQFBRX1aI/AAAAAAAAA5o/kPOc1UHXyaw/s400/DSC00014+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193793948691715490" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Na plakacie Jego Wysokość król &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Bhumibol_Adulyadej"&gt;Bhumibol Adulyadej&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQT4BRX1sI/AAAAAAAAA74/uCTWx6bq_YA/s1600-h/DSC00238+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQT4BRX1sI/AAAAAAAAA74/uCTWx6bq_YA/s400/DSC00238+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193798123399927490" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Miasto nocą&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQT4RRX1uI/AAAAAAAAA8I/-6rC_X120z4/s1600-h/DSC00290+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQT4RRX1uI/AAAAAAAAA8I/-6rC_X120z4/s400/DSC00290+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193798127694894818" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Policji i żołnierzy było dość dużo&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Normalnie poruszaliśmy się po mieście rikszami motorowymi, czyli &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Tuk-tuk"&gt;tuk-tukami&lt;/a&gt;. Są to pojazdy trzykołowe, w których kierowca siedzi z przodu, a dwoje pasażerów z tyłu na podwyższeniu. Pasażerowie i kierowca są w miarę izolowani od deszczu. Z reguły kierowcy żądali ceny rzędu 150-250 THB, a nam się udawało to zbić o połowę. Raz zapłaciliśmy 150 THB (10zł), ale jazda trwała 45 minut, choć kierowca prowadził bardzo dynamicznie: wycie silnika, zmienianie biegu na wyższy dopiero przy wysokich obrotach i wciskanie się, gdzie się da. Większość kierowców Tuk-tuków zresztą tak jeździła. Z tego co słyszałem, podczas jazdy tuk-tuk ma 4 biegi + luz + wsteczny. Ogromną zaletą tuk-tuków w porównaniu z wietnamskimi xe-ômami była możliwość jazdy w dwie osoby. Poza tym, można się było z nimi dogadać po angielsku, a targowanie odbywało się bardziej na luzie niż w Hanoi. Kierowcy regularnie proponowali nam zawiezienie nas gdzieś przy okazji, ale automatycznie odmawialiśmy. Czytaliśmy w przewodniku historie o kierowcach, którzy zawożą pasażerów do sklepów jubilerskich, gdzie sprzedawca nie wypuści klienta, dopóki ten czegoś nie kupi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQ4xRX1gI/AAAAAAAAA6Y/7Nr0Pk5L-xg/s1600-h/DSC00064+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQ4xRX1gI/AAAAAAAAA6Y/7Nr0Pk5L-xg/s400/DSC00064+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193794837749945858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tuk-tuk&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Alternatywą dla Tuk-tuków był transport autobusowy, ale zrezygnowaliśmy z niego. Mieliśmy mapę z numerami linii, ale trudno się było z niej zorientować, w jakim kierunku autobus jedzie. Przystanki były słabo widoczne, w środku autobusów nie było podanych nazw kolejnych przystanków. Dodatkowo nazwy ulic były rzadko kiedy napisane na domach - a dodatkowo, jeśli były, to często jedynie w języku tajskim. Co gorsza - na mapie z rozkładem jazdy autobusów występowały małe i duże numery linii autobusowych, które denotowały odpowiednio linie autobusowe obsługiwane przez wozy bez oraz z klimatyzacją. Numery się powtarzały, o czym mieliśmy się okazję przekonać wsiadając do autobusu "mała jedynka" zamiast "duża jedynka". Zanim się zorientowaliśmy - autobus zdążył nas wywieźć zupełnie gdzieś indziej.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQT4BRX1rI/AAAAAAAAA7w/9-eQPaIPagk/s1600-h/DSC00235+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQT4BRX1rI/AAAAAAAAA7w/9-eQPaIPagk/s400/DSC00235+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193798123399927474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Autokar wycieczkowy z ciekawymi malunkami&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQRoxRX1pI/AAAAAAAAA7g/e11X3RyOJ-k/s1600-h/DSC00120+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQRoxRX1pI/AAAAAAAAA7g/e11X3RyOJ-k/s400/DSC00120+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193795662383666834" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;W Europie bym pomyślał, że to hippisi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Najbardziej bezproblemowy był transport kolejką powietrzną, metrem i pociągiem, ale z ceną biletu rzędu 35 THB (2,4 zł) na dłuższe dystanse nie był zbyt konkurencyjny wobec tuk-tuków. Poza tym, nie obejmował starego Bangkoku, a więc okolic najbardziej turystycznych, gdzie mieszkaliśmy. W kolejce powietrznej i metrze kupowało się bilet w automacie, ale że przyjmował tylko monety 5 i 10 THB, więc obok musiał działać punkt rozmieniający banknoty.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQEhRX1XI/AAAAAAAAA5Q/dGpX6qUak3k/s1600-h/DSC00005+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQEhRX1XI/AAAAAAAAA5Q/dGpX6qUak3k/s400/DSC00005+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193793940101780850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Bilet trzeba było wrzucić do bramki na stacji docelowej, przez co nie było potrzeby kontroli w pociągu. W metrze biletem był żeton pokazany na zdjęciu poniżej.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQiBRX1cI/AAAAAAAAA54/fgvN0ZvkNo4/s1600-h/DSC00043+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQiBRX1cI/AAAAAAAAA54/fgvN0ZvkNo4/s400/DSC00043+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193794446907921858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQhxRX1bI/AAAAAAAAA5w/paEVQl48GEI/s1600-h/DSC00041+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQhxRX1bI/AAAAAAAAA5w/paEVQl48GEI/s400/DSC00041+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193794442612954546" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wagon metra&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQExRX1YI/AAAAAAAAA5Y/Wt7B5DpH1Sg/s1600-h/DSC00006+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQExRX1YI/AAAAAAAAA5Y/Wt7B5DpH1Sg/s400/DSC00006+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193793944396748162" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kolejka napowietrzna&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQiBRX1dI/AAAAAAAAA6A/a3uOGdczOQI/s1600-h/DSC00044+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQiBRX1dI/AAAAAAAAA6A/a3uOGdczOQI/s400/DSC00044+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193794446907921874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;W Polsce plakietka "ustąp duchownemu" by nie przeszła&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W poniedziałek pojechaliśmy pociągiem do starej stolicy Tajlandii o nazwie &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Ayutthaya_%28city%29"&gt;Ayutthaya&lt;/a&gt;. Przy odległości 70 km, pociąg wlókł się 2 godziny. Ciężko było w nim wytrzymać, bo nie miał klimatyzacji, a jedynie obrotowe wiatraki. Jedno siedzenie się pod nami zarwało, wyglądało to na usterkę do naprawienia, przyczyną było chyba przesunięcie się tegoż siedzenia, ale przesiedliśmy się w inne miejsce. Po pociągu chodzili sprzedawcy oferujące owoce (bardzo dobre ananasy) oraz gotowane jajka z jakimś sosem w woreczku.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-d98944a5fcd34886" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v13.nonxt1.googlevideo.com/videoplayback?id%3Dd98944a5fcd34886%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D237B66DC7170EFAA318F4C2B74BEE6B107488A71.3A3A9866739626372B96B62BC3FECC2713444A32%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Dd98944a5fcd34886%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DCJHTfKBeWliAUrSczJRb1l64ghQ&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v13.nonxt1.googlevideo.com/videoplayback?id%3Dd98944a5fcd34886%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D237B66DC7170EFAA318F4C2B74BEE6B107488A71.3A3A9866739626372B96B62BC3FECC2713444A32%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Dd98944a5fcd34886%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DCJHTfKBeWliAUrSczJRb1l64ghQ&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;Wideo z jazdy pociągiem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQ5RRX1kI/AAAAAAAAA64/fv3OnpCVZYI/s1600-h/DSC00102+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQ5RRX1kI/AAAAAAAAA64/fv3OnpCVZYI/s400/DSC00102+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193794846339880514" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQRoRRX1lI/AAAAAAAAA7A/1b0lt_ghcks/s1600-h/DSC00104+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQRoRRX1lI/AAAAAAAAA7A/1b0lt_ghcks/s400/DSC00104+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193795653793732178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Widok mnicha był czymś powszechnym&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQRoRRX1mI/AAAAAAAAA7I/WzozzHM-M3U/s1600-h/DSC00105+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQRoRRX1mI/AAAAAAAAA7I/WzozzHM-M3U/s400/DSC00105+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193795653793732194" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czemu nie, ciepło, tylko trochę głośno&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQRohRX1nI/AAAAAAAAA7Q/Sfdej9WffYQ/s1600-h/DSC00106+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQRohRX1nI/AAAAAAAAA7Q/Sfdej9WffYQ/s400/DSC00106+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193795658088699506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQRoxRX1oI/AAAAAAAAA7Y/BGeBYBXBQ68/s1600-h/DSC00109+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQRoxRX1oI/AAAAAAAAA7Y/BGeBYBXBQ68/s400/DSC00109+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193795662383666818" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przedział pociągu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Motorki też są widoczne na ulicach. Miałem możliwość raz nimi pojeździć, gdy pojechaliśmy do &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Ayutthaya_%28city%29"&gt;Ayutthaya&lt;/a&gt;. Po przepłynięciu promem wynajęliśmy motor za 200 THB (14 zł), zatankowaliśmy go (benzyna droższa niż w Wietnamie - po 35 THB (2,4 zł) za litr) i zaczęliśmy zwiedzać ruiny świątyń. Najbardziej musiałem uważać na ruch lewostronny, który obowiązuje w całej Tajlandii - przekraczając ruchliwą szosę miałem odruch patrzenia w lewo a nie prawo. Było to jednak do opanowania. Starałem się bardziej niż w Wietnamie kierować się przepisami, bo kierowcy mogą nie być przyzwyczajeni, że każdy jeździ jak mu wygodnie, poza tym nie wiedziałem jak by się policja tajska odniosła do kierowcy bez prawa jazdy. Wypożyczyłem &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Honda_Wave"&gt;Hondę Wave&lt;/a&gt; 100cc - model słabszy od Hondy Wave 110cc, którą jeżdżę w Hanoi, bo o mniejszej o 10 centymetrów sześciennych pojemności silnika i zapalany kopnięciem. Niemniej jednak był to nowy motocykl, a przynajmniej sprawiający takie wrażenie, przez co bardzo miło się nim jeździło. Biegi wchodziły bez problemu, silnik chodził cicho i był mocny, byłem w stanie ruszyć na trójce. Ludzie zostawiali kaski nieprzypięte, więc wnioskuję, że poziom kradzieży może być mniejszy niż w Wietnamie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQT3xRX1qI/AAAAAAAAA7o/R5ebtGWPlsM/s1600-h/DSC00151+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQT3xRX1qI/AAAAAAAAA7o/R5ebtGWPlsM/s400/DSC00151+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193798119104960162" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Honda Wave 100cc&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-c4714f2d88206ed8" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v13.nonxt1.googlevideo.com/videoplayback?id%3Dc4714f2d88206ed8%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D47327A9D05926886BA948A33E7F4DB2BB901AFF6.4CED1A2BE5FA02483A56CB360B7C4FC661BFDA1A%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Dc4714f2d88206ed8%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DHrblT8pqjibFI9IHxPNqjZhvxLs&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v13.nonxt1.googlevideo.com/videoplayback?id%3Dc4714f2d88206ed8%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D47327A9D05926886BA948A33E7F4DB2BB901AFF6.4CED1A2BE5FA02483A56CB360B7C4FC661BFDA1A%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Dc4714f2d88206ed8%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DHrblT8pqjibFI9IHxPNqjZhvxLs&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;Jazda po miejscowości Ayuthaya&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQVOBRX1yI/AAAAAAAAA8o/n5tlykJGFJ8/s1600-h/DSC00326+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQVOBRX1yI/AAAAAAAAA8o/n5tlykJGFJ8/s400/DSC00326+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193799600868677410" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pojazd motorkopodobny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Klimat&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;W przewodniku znaleźliśmy informację, że kwiecień jest najgorszym miesiącem do zwiedzania Bangkoku, i że najlepiej byłoby zaopatrzyć się w przenośną klimatyzację. Coś w tym jest - temperatury są wysokie (rzędu 35 stopni), do tego jest wilgotno, ale mało jest ochładzającego deszczu. Chodziło się dość ciężko i cieszyliśmy się wchodząc do klimatyzowanych pomieszczeń. Fala zimna była w takim klimacie przyjemną rzeczą, zresztą po chwili człowiek się do niej przyzwyczajał. Nie używaliśmy kremów do opalania, poza ostatnim dniem, po tym jak się trochę sparzyliśmy w &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Ayutthaya_%28city%29"&gt;Ayutthaya&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Jedzenie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jedliśmy na przemian jedzenie tajskie,  indyjskie, czasem zaś indyjsko-arabskie, płacąc za posiłek dla dwóch osób średnio od 200 (14 zł) do 400 THB (28zł). Szczególnie zapadły nam w pamięć bardzo dobra restauracja Indian Food na turystycznej ulicy Khao San oraz muzułmańska restauracji o wdzięcznej nazwie Al-Husein. Co można więcej powiedzieć o jedzeniu? Tajskie przypomina trochę to z Wietnamu (Grażyna zgłasza votum separatum, nijak nie przypomina, przede wszystkim mięso jest pozbawione różnych nieładnych części, no i nie stosuje się powszechnie sosu rybnego, i w ogóle inna gama przypraw jest w użyciu!), ale jest znacznie bardziej doprawione. Ryż nie jest suchy, tylko polany jakimś sosem, przez co smakuje znacznie lepiej. Jedzenie indyjskie, które zamawiamy to jest zawsze jakieś mięso w sosie np. chicken tikka masala czy beef korma, do tego chleb nan albo &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Paratha"&gt;paratha &lt;/a&gt;(ten drugi przypomina naleśnika). Również odpowiada naszym gustom smakowym.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQ5nxRX17I/AAAAAAAAA9w/RuxbIZTVcIQ/s1600-h/DSC00358.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQ5nxRX17I/AAAAAAAAA9w/RuxbIZTVcIQ/s400/DSC00358.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193839625668908978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ronald McDonald w tajskim geście uprzejmości&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQezhRX12I/AAAAAAAAA9I/d9rFkKej_8U/s1600-h/DSC00272+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQezhRX12I/AAAAAAAAA9I/d9rFkKej_8U/s400/DSC00272+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193810140718421858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Butter chicken, chicken korma i paratha&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQ6wBRX18I/AAAAAAAAA94/UzW7gvOSfWY/s1600-h/DSC00273+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQ6wBRX18I/AAAAAAAAA94/UzW7gvOSfWY/s400/DSC00273+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193840866914457538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wystrój w Indian Food, po prawej Elvis, ktoś rozpoznaje innych?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQ5nRRX15I/AAAAAAAAA9g/cvIt0FBYSQg/s1600-h/DSC00355.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQ5nRRX15I/AAAAAAAAA9g/cvIt0FBYSQg/s400/DSC00355.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193839617078974354" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQ5nhRX16I/AAAAAAAAA9o/Z8CYlSqo3g4/s1600-h/DSC00356.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQ5nhRX16I/AAAAAAAAA9o/Z8CYlSqo3g4/s400/DSC00356.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193839621373941666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jedzenie w Al-Husein: falafel i humus, mniam&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Któregoś razu spróbowaliśmy na ulicy czegoś w rodzaju placków z mięsem po 20 THB (1,4zł) za sztukę. Bardzo dobre.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQezhRX13I/AAAAAAAAA9Q/ueFKSVJDTPI/s1600-h/DSC00346+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQezhRX13I/AAAAAAAAA9Q/ueFKSVJDTPI/s400/DSC00346+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193810140718421874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQezxRX14I/AAAAAAAAA9Y/wjsWFMU0F1w/s1600-h/DSC00350+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQezxRX14I/AAAAAAAAA9Y/wjsWFMU0F1w/s400/DSC00350+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193810145013389186" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Obyczaje&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;W sobotę wracając z Wat Pho zatrzymaliśmy jakiegoś tuk-tuka. Zaczęliśmy z nim negocjować cenę za podwiezienie nas do domu. W pewnym momencie wmieszał się jakiś dziwny facet, który też jakby proponował jakąś cenę. Myśleliśmy, że może kierowca innego tuk-tuka, ale głowę mieliśmy zaprzątniętą czymś innym, musieliśmy wyjmować mapę z torebki, aby pokazać kierowcy gdzie jechać, poza tym byliśmy zmęczeni po całym dniu zwiedzania w upale. Uzgodniliśmy cenę, tamten facet się zmył, dojechaliśmy na miejsce i wysiedliśmy z tuk-tuka. Dokonaliśmy standardowego sprawdzenie, gdzie jest aparat fotograficzny i okazało się, że go nie ma. Jak można się było domyślać, byliśmy wkurzeni. Najprawdopodobniej aparat zabrał tamten facet, raczej nie zostawiliśmy go w tuk-tuku. Nie dało się w każdym razie nic zrobić. Żal było przede wszystkim zdjęć z pierwszych dwóch dni, bo aparat i tak chcieliśmy kupić nowy. Konica Minolta DiMAGE Z6 może jest i dobrym aparatem, ale nie dla takich amatorów jak my. Za duża i zbyt skomplikowana w użyciu. Kupiliśmy następnego dnia "małpkę" Sony DSC-S730, z której na razie jesteśmy bardzo zadowoleni. Jest mały, zdjęcia robi szybko, lepiej niż poprzedni ustawia parametry zdjęcia. Ale wielu zdjęć nie będzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będzie też zdjęć ulicznych prostytutek, choć widzieliśmy je głównie po straceniu aparatu. Wieczorem było ich trochę widać na ulicach, zwłaszcza w dzielnicy Nana. Poszliśmy tam, bo w przewodniku Lonely Planet była informacja o jakimś klubie z parkietem do tańczenia. Klub okazał się być wirtualny. Próbowaliśmy znaleźć jakieś inne przyzwoite miejsce, ale skład klientów był wszędzie taki sam. Podstarzali biali mężczyźni i młode azjatyckie prostytutki. Nie mieliśmy ochoty na takie towarzystwo, więc się zmyliśmy na turystyczną ulicę Khao San 15 min od naszego guesthouse'u. Po drodze widzieliśmy jakiegoś białasa, który próbując wejść w wąską uliczkę został zaczepiony przez dwie pracujące tam panie. "I want your cock" powiedziała jedna z nich do niego głosem, który miał być chyba zalotny. Nie zostaliśmy sprawdzić jak propozycja została przyjęta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ czytaliśmy w przewodniku (Lonely Planet jest użytecznym źródłem informacji również dla seks-turystów nie psując im wypoczynku informacjami mogącymi wywołać w nich wyrzuty sumienia), że tylko 5% prostytutek pracuje dla klientów zagranicznych, więc postanowiliśmy sięgnąć do &lt;a href="http://www2.hu-berlin.de/sexology/IES/thailand.html"&gt;raportu o seksualności w Tajlandii&lt;/a&gt;. Wyczytaliśmy tam kilka ciekawych rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Według Tajów to mężczyzna ma silny popęd seksualny, tak silny, że nie zawsze go może kontrolować. Przyzwoita kobieta nie ma w zasadzie potrzeb seksualnych - ani przed ślubem, ani po ślubie. Tak miłość narzeczeńska, jak i późniejsza małżeńska powinna być uczuciem czystym, nieseksualnym. Dlatego jest rzeczą absolutnie zrozumiałą, że mężczyzna korzysta z usług prostytutek. Kobieta wychodząc za mąż winna rzecz jasna być dziewicą, od mężczyzny wymagany jest zaś bogaty zasób doświadczeń. Co więcej, w czasach przed nastaniem epidemii HIV, kobiety same nakłaniały mężów do chodzenia do prostytutek - lepsze to niż potencjalnie angażujący emocjonalnie romans... Za to gdy kobieta zostanie wdową, może prowadzić dość swobodne życie seksualne, niezwiązana ani zaleceniem wierności wobec męża, ani groźbą utraty dziewictwa. W jednym z badań, na które powołują się autorzy raportu, 5% młodych mężczyzn przyznało się do zmuszania siłą lub groźbą do stosunku. Pobrzmiewający i u nas tu i ówdzie pogląd, iż jeśli kobieta zostanie zgwałcona, to sama jest winna, że okryła się hańbą, bo najwyraźniej ubierała się nieprzyzwoicie bądź przebywała w niebezpiecznych miejscach, ma tu znacznie silniejszy wydźwięk. Ponoć gazetom zdarza publikować się reportaże opisujące gwałty w tonie przypominającym opowiadania erotyczne. Osobnym pytaniem jest, na ile ten "tradycyjny" model się zmienia wraz z westernizacją Tajlandii. Widzieliśmy trochę azjatyckich dziewczyn w krótkich spodenkach i nie były to prostytutki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Olimpiada&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;W sobotę, wykończeni upałem, gdzieś pomiędzy zwiedzaniem Royal Palace a świątyni Wat Pho, natrafiliśmy niespodziewanie na grupki ludzi trzymających chińskie flagi oraz ubranych w  koszulki z logo olimpiady. Niektórzy dzierżyli w ręku zarówno flagi chińskie, jak i tajskie. Swoje wyraźne loga wzdłuż jednej z głównych ulic Bangkoku umieścili też sponsorzy olimpiady: Coca Cola, Samsung i Lenovo. Na środku drogi odgrywany był taniec smoka. Janek podejrzewał, że może właśnie w tym momencie odbywa się przemarsz sztafety ze zniczem olimpijskim przez Bangkok; mi wydało się to kompletnie nieprawdopodobne, ludzi nie było aż tak wiele, jakoś wyglądało to wszystko niezbyt imponująco. Może jakiś wiec poparcia dla Chin? Może tajscy Chińczycy, stanowiący aż 11 procent ogółu populacji Tajlandii, postanowili okazać wsparcie dla wiadomej sprawy? W każdym razie, żadnych protybetańskich protestów nie widzieliśmy, aczkolwiek rzucała się w oczy obecność uzbrojonych tajskich żołnierzy.&lt;br /&gt;Gdy sprawdziliśmy wieczorem w internecie, okazało się, że Janek miał rację - właśnie tego dnia odbywał się w Bangkoku bieg sztafety olimpijskiej. Doniesiono też, że gdzieś w okolicy trasy sztafety policja zatrzymała "zachodnią" kobietę, trzymającą zdjęcie Dalaj Lamy. Ot, całość protestów. Za dwa dni (29 kwietnia) sztafeta zawita do Wietnamu; niestety, nie zapewnimy bezpośredniej relacji z przebiegu, jako że na miejsce wydarzenia obrano Sajgon. Ciekawe, czy podobnie jak w Bangkoku wizyta znicza olimpijskiego obejdzie się bez zakłóceń, ustanawiając wyraźny - i znamienny - kontrast wobec przebiegu wypadków  w  Europie i Stanach Zjednoczonych.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-1971119347819684985?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=c4714f2d88206ed8&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=d98944a5fcd34886&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/1971119347819684985/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=1971119347819684985' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/1971119347819684985'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/1971119347819684985'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/04/bangkok-1.html' title='Bangkok 1'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SBQQ4xRX1hI/AAAAAAAAA6g/8j8I8zaV1Lc/s72-c/DSC00084+%28Large%29.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-9144810974852244038</id><published>2008-04-17T08:46:00.000-07:00</published><updated>2008-04-17T09:34:42.070-07:00</updated><title type='text'>Klimat 2</title><content type='html'>Poprzedni &lt;a href="http://remotevietnam.blogspot.com/2008/02/klimat-1.html"&gt;wpis o pogodzie&lt;/a&gt; dotykał kwestii przystosowania Hanoi do zimna. Od około dwóch tygodni mamy okazję obserwować jak miasto - i my sami radzimy - sobie z gorącem. Ostatnio panują tu warunki w rodzaju 30 C, 70-80% wilgotności.&lt;br /&gt;Niesie to ze sobą kilka efektów:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Po pierwsze &lt;/span&gt;- znowu używamy klimatyzacji w nocy - ale nastawionej na chłodzenie.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Po drugie&lt;/span&gt; - w czasie dnia mamy włączone wiatraki, które są znacznie mocniejsze niż te w Polsce.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Po trzecie &lt;/span&gt;- jeszcze bardziej niż poprzednio lubimy jeździć motorkiem, bo wtedy jest chłodniej&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Po czwarte&lt;/span&gt; - o ile przyzwyczailiśmy się do tego, że ubrania, które dostajemy po praniu pachną tak, jakby już trochę poleżały w pralce, i w zasadzie nigdy nie są do końca suche - o tyle pleśnienie obuwia jest nową rzeczą. Koleżanka Asia straciła przez grzyb kilka par butów i torebki. Mi też zapleśniały buty - na szczęście najmniej cenne, bo najdłużej noszone. Próbowałem, głównie w celach poznawczych, je umyć - ale spowodowało to tylko to, że grzybek, który wyrósł po kilku dniach był bardziej kolorowy, z przewagą niebieskiego. Oszczędzę wszystkim publikowania zdjęć :-) Mogę jeszcze dodać, iż nasze rzeczy w łazience (kubki, szczoteczki) pokryły się nalotem o zgoła innym kolorze, przypominającym czerń klasycznego grzyba łazienkowego...&lt;br /&gt;Mamy nadzieję nie stracić żadnych ubrań. Zauważyłem, że sprzedawczyni w sklepie, gdzie szyliśmy sobie ubrania, wyciska wodę z tkanin. Chyba nie będziemy aż tak bardzo się starać.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Po piąte&lt;/span&gt; - przy takiej wilgotności - ciekawe efekty występują, gdy się postawi na stole butelkę z lodówki lub napój z lodem. Wilgoć skrapla się na zewnętrznych ściankach naczynia, przez co woda zaczyna zalewać stół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SAd4d1M6IUI/AAAAAAAAA4A/HRATvyiLwzA/s1600-h/PICT0007+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SAd4d1M6IUI/AAAAAAAAA4A/HRATvyiLwzA/s400/PICT0007+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5190249549460545858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wiatrak sufitowy w domu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Pogoda zapowiada się jeszcze ciekawiej. Jutro wylatujemy do Tajlandii, gdzie temperatura jest o 5 stopni wyższa i ciągle pada. A jak wrócimy, to się nadal będzie ocieplać. Miasto jest przystosowane do upałów bardziej niż do zimna (można powiedzieć, że systemy chłodzące w Hanoi są tak popularne jak ogrzewanie w Warszawie i vice versa - tak jak w Warszawie w niektórych miejscach można spotkać klimatyzację, tak tutaj - zdarza się trafić na ogrzewanie). Ale i tak w lato z powodu niskiego poziomu Rzeki Czerwonej okresowo wyłączany jest prąd poszczególnym dzielnicom. My tego jednak chyba nie doczekamy :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-9144810974852244038?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/9144810974852244038/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=9144810974852244038' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/9144810974852244038'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/9144810974852244038'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/04/klimat-2.html' title='Klimat 2'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/SAd4d1M6IUI/AAAAAAAAA4A/HRATvyiLwzA/s72-c/PICT0007+%28Large%29.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-7007462714632352803</id><published>2008-04-13T09:19:00.000-07:00</published><updated>2008-04-13T10:49:35.278-07:00</updated><title type='text'>Przedmieścia 3</title><content type='html'>Dziś postanowiliśmy w ramach odpoczynku wyrwać się (już po raz kolejny) poza miasto. Obejrzawszy mapę dokładnie, zaproponowałam Jankowi wyjazd do Sóc Sơn. Sóc Sơn to jeden z huyện – dzielnic zewnętrznych Hanoi (słowem, włączony do Hanoi na jakiejś bliżej nieznanej zasadzie zbiór wiosek). W Sóc Sơn mieści się bowiem znany kompleks świątyń, buddyjskie seminarium duchowne, a także – i to nas interesowało najbardziej – wzgórza. Czy wręcz – góry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do świątyni Sóc Sơn jest pewnie z centrum miasta ze 30 kilometrów, a może i więcej? Mieści się ona za północny wschód od lotniska Nội Bài. Jechaliśmy początkowo przez most Long Biên i dalej, dalej proosto przed siebie do mostu Đuống na rzece Đuống. I za mostem w lewo, wśród osad, wsi i różnych nieregularnych zabudowań huyện Đông Anh, a potem – huyện Sóc Sơn. Krajobrazy były nam już dość znajome – płasko, po obydwu stronach drogi zieleniejące pięknym odcieniem zieleni pola ryżowe, brzydkie, brudnawe zabudowania, pracujący na polach ludzie w trójkątnych kapeluszach, bawoły, krowy, mnóstwo barków-restauracyjek z phở, bún, miến, potrawami z psa itp. Pogoda była nienajlepsza – było bardzo wilgotno, od czasu do czasu mżyło, albo nawet z lekka kropiło. Ale w końcu przed nami, po lewej, wśród tej mgły zaczęły zarysowywać się wzgórza. Słowem, zaczęło być naprawdę ładnie! Minąwszy osadę Sóc Sơn, trafiliśmy na drogę odbijającą od głównej w lewo, oznaczoną jako droga dojazdowa do świątyni. Droga była świetna – jakość taka sobie, co nieco „polna” - ale przez to natychmiast budziła wakacyjne skojarzenia. Bardzo podobała mi się  rudawoceglana nawierzchnia, niespotykana w Polsce. Mijaliśmy typowe wiejskie zabudowania; staw, w którym zanurzeni po uda w wodzie rybacy wyciągali ryby za pomocą wielkich sieci;  a także tereny wojskowe, ozdobione ściennymi malowidłami sławiącymi żołnierzy wietnamskiej armii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dojechaliśmy wkrótce (po 3 km) do owego zespołu świątyń. Zostawiliśmy motorek na parkingu. Miejsce było dość ludne, ale bez przesady – ot, trochę niezbyt natarczywych handlarzy wodą, słodyczami i kadzidłami, nieco zwiedzających, czy też pielgrzymujących Wietnamczyków. Na miejscu było wiele dróg prowadzących w różne strony; nie udało nam się dostrzec żadnego ogólnego planu terenu więc niezbyt wiedzieliśmy gdzie iść, ale po pobieżnym zajrzeniu do dwóch świątyń stwierdziliśmy, że największą ochotę mamy przybliżyć się do gór. Świątynie owszem, ciekawa rzecz, ale w Hanoi są setki świątyń - lasu natomiast się nie uświadczy. Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy – znaleźliśmy ścieżkę (dobrze utrzymana, stopnie z kamieni) prowadzącą w górę. Po drodze jeszcze jakaś sympatyczna pani porządkowa nas ostrzegła (po wietnamsku oczywiście) że to wysoko, daleko, idzie się aż dwie godziny i się zmęczymy. Oczywiście i tak poszliśmy. Co było ciekawe - po drodze ludzie również zagadywali nas po wietnamsku i kompletnie się nie dziwili, że im po wietnamsku odpowiadam. Bardzo mi się to podobało ("Có xa không?" "Không xa lắm, 10 phút nữa...") Owszem, wspinaczka była dość męcząca (choć bynajmniej nie dwugodzinna, może z 45 minut...) Ale było naprawdę ładnie: naprawdę górsko i naprawdę nie-miejsko! Po drodze widzieliśmy niezmiernie malownicze widoki: pasma pagórków rozciągające się ku zachodowi (te górki w Sóc Sơn to końcówka pasma Tam Đảo, tworzącego park narodowy na północny zachód od Hanoi). Wreszcie oddychaliśmy świeżym powietrzem wśród bujnej, dzikiej zieleni. Chyba pierwszy podczas pobytu Wietnamie z Jankiem, a samodzielnie - pierwszy raz od czasu wizyty w Cúc Phương w październiku, byłam w lesie ! Piękna sprawa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na szczycie góry czekało na nas coś ciekawego – polowy ołtarz i kadzidelnica, ozdobione furkocącymi na wietrze czerwonymi płachtami i trzema flagami – buddyjską wielokolorową, wietnamską i jakąś inną niezidentyfikowaną... Oprócz nas - ni żywej duszy, staliśmy więc tak sobie wśród łopocących flag, próbując odgadnąć, z okazji jakiego święta umieszczony został na szczycie efektowny plakat - billboard.  Zresztą, jest to uwiecznione na &lt;a href="http://picasaweb.google.pl/g.szymanska/SocSon"&gt;zdjęciach&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-cf49d52c92c5b9f4" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v3.nonxt5.googlevideo.com/videoplayback?id%3Dcf49d52c92c5b9f4%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D70A7A4E8861AF6D0FE5B0801132320D22C507740.704A8A48FAB73E9C56FC99959A91ED2277850DBC%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Dcf49d52c92c5b9f4%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DqfE8MDwJTvlD0KLtShOq5Bw1zfI&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v3.nonxt5.googlevideo.com/videoplayback?id%3Dcf49d52c92c5b9f4%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D70A7A4E8861AF6D0FE5B0801132320D22C507740.704A8A48FAB73E9C56FC99959A91ED2277850DBC%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Dcf49d52c92c5b9f4%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DqfE8MDwJTvlD0KLtShOq5Bw1zfI&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem zeszliśmy na dół, poszliśmy na parking i pojechaliśmy sobie. No i ja wpadłam na genialny pomysł: że może by tak wracać inną trasą, to będzie lepsza i szybsza droga. A mianowicie – pojechać obok lotniska. Tak też zrobiliśmy, pytając się jeszcze jakichś panów o drogę. Ale niestety, ów wspaniały pomysł nam wyszedł bokiem, kolokwialnie mówiąc. Droga była owszem, lepszej jakości– momentami  jechaliśmy wręcz dwupasmową autostradą (!), poprowadzona gdzieś przez pola (nie sądziłam, że w bezpośredniej okolicy Hanoi istnieją tak „odludne” tereny, że człowiek jedzie i przez 500 metrów nie ma zabudowań :-)). Co gorsza, mżawka zamieniła się w deszcz, a momentami nawet – w ostry deszcz, zrobiło się szaro i nieciekawie. Janek żałował, że nie kupił kasku z zakrytą szybką - bo taki deszcz bardzo wali po oczach w czasie jazdy. W końcu dojechaliśmy do drogowskazu, który oznajmił nam: lotnisko 4 kilometry, Hanoi (przez most Thăng Long) – 27 kilometrów. Hm... Daleko. Ale dojechaliśmy w końcu, przemoknięci, brudni i zziębnięci, ale z miłymi wspomnieniami. (tyle, że sandały mi zgniły, ale i tak były zniszczone, trzeba kupić nowe). Zjedliśmy kolację w Pepperoni i dojechaliśmy do domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdjęcia z wyprawy można obejrzeć &lt;a href="http://picasaweb.google.pl/g.szymanska/SocSon"&gt;tutaj&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-7007462714632352803?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=cf49d52c92c5b9f4&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/7007462714632352803/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=7007462714632352803' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/7007462714632352803'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/7007462714632352803'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/04/przedmiecia-3.html' title='Przedmieścia 3'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-5281130725804165333</id><published>2008-04-08T00:42:00.000-07:00</published><updated>2008-04-16T19:57:06.054-07:00</updated><title type='text'>Nanning 1</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kontynuacja wpisu &lt;a href="http://remotevietnam.blogspot.com/2008/03/nanning-0.html"&gt;Nanning 0&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnie 3 dni - od soboty rano do poniedziałku wieczorem - spędziliśmy w chińskim mieście Nanning, stolicy prowincji Guangxi. Celem wizyty było pobieżne rzucenie okiem na Chiny - państwo będące przedmiotem tak licznych dyskusji, komentarzy i kontrowersji. Od początku chcemy zaznaczyć, że nie jesteśmy ekspertami w kwestiach chińskich; umieszczamy na blogu jedynie to, co udało nam się zaobserwować przy tak krótkim czasie pobytu w pewnym mieście, stolicy przygranicznej prowincji. Mamy świadomość faktu, iż Chiny są państwem rozległym i wewnętrznie zróżnicowanym; poniższy opis należy więc traktować raczej podobnie do refleksji turysty na temat Polski na podstawie trzydniowej wizyty w Lublinie :)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Przyjazd&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na dworzec w Hanoi dojechaliśmy w piątek o 17:30. Nie było jasne, z którego dworca (a wchodziły w grę dwa, oddalone o 15 minut drogi na piechotę) pociąg rusza. W końcu Grażyna dogadała się po wietnamsku z jakimś pracownikiem kolei, że z obydwu. Poszliśmy do dworca głównego, po pokazaniu biletu ktoś nas zaprowadził do właściwego pociągu i przedziału. Ponieważ stał i sprawiał wrażenie, że czegoś oczekuje - daliśmy mu 20.000đ (3zł). Przedział okazał się być znacznie wygodniejszy, niż się spodziewaliśmy. Był bardziej komfortowy niż wagony sypialne w Polsce, które mają trzy łóżka na jednej ścianie, co powoduje, że nie da się siedzieć na dolnych łóżkach (jeżeli środkowe jest nieskładalne, a to zdarza się często). Ponadto pociąg był znacznie czystszy niż np. ten kursujący na trasie Warszawa - Budapeszt. Przedział dzieliliśmy z dwojgiem turystów: Szwajcarem z Zurychu i Włochem z Triestu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pociąg ruszył o 18:30. Około północy dojechaliśmy do Đồng Đăng, gdzie zmienialiśmy pociąg. Przy okazji odbyła się wietnamska kontrola paszportowa. Nie mieliśmy karteczek wjazdowych - ja swojej nie dostałem przylatując z Malezji, ale nie był to problem - dostaliśmy nową i złożyliśmy je razem z paszportami. Celnicy trochę porozmawiali z Grażyną - zaciekawiło ich widocznie, że biała potrafi mówić po wietnamsku. Całość zajęła nam jakieś 30 min, po czym wsiedliśmy do drugiego pociągu, który jechał do Pekinu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_tZoYfUgkI/AAAAAAAAAwQ/4nwLAHPyFQ8/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+009+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_tZoYfUgkI/AAAAAAAAAwQ/4nwLAHPyFQ8/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+009+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186837946150715970" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Chiński wagon&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poszliśmy spać, ale po jakimś czasie pociąg się zatrzymał i przyszła do nas chińska celniczka prosząc po angielsku o paszporty. Dwie godziny później nam je oddała, po kolejnej pół godzinie pociąg ruszył. Nie wiem, co zajęło im tak wiele czasu. Pasażerów było ze trzydziestu, przynajmniej tyle widzieliśmy w Đồng Đăng. Grażyna żartowała, że wszystkich google'ają, znajdą logo Free Tibet na blogu i nas nie wpuszczą. To było nasze pierwsze zetknięcie z powolnością i skrupulatnością chińskiej biurokracji.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O 6:50 dojechaliśmy do Nanning. Udaliśmy się do kas kupić bilet powrotny, ale można było płacić tylko w juanach, których nie mieliśmy (w dwóch kantorach w Hanoi nie było możliwości takiej wymiany). Naszą uwagę zwrócił jednak fakt, że na okienku były podane godziny otwarcia! Udaliśmy się w kierunku hotelu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_thhYfUg9I/AAAAAAAAAzg/vZ0H1-vH5p8/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+178+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_thhYfUg9I/AAAAAAAAAzg/vZ0H1-vH5p8/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+178+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186846621984654290" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dworzec główny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Hotel&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wybór 3-gwiazdkowego &lt;a href="http://nnwxhotel.com/"&gt;hotelu Wanxing&lt;/a&gt; był dobrym pomysłem. Mieliśmy pewne problemy z trafieniem, ale w końcu się udało dzięki wypatrzeniu neonu z pierwszym chińskim znaczkiem nazwy hotelu. Recepcjonista potrafił do pewnego stopnia mówić po angielsku (aczkolwiek słowo "church" rozumiał jako "charge", więc darowaliśmy sobie pytanie o kościoły). Spisał oczywiście nasze dane z paszportów. Zapłaciliśmy 70$ za dwie noce za pokój business deluxe. Muszę przyznać, że nigdy nie nocowałem w tak luksusowym pokoju. Na ścianie płaski telewizor, oprócz tego komputer.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_tZo4fUglI/AAAAAAAAAwY/N_A71PSPTUk/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+013+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_tZo4fUglI/AAAAAAAAAwY/N_A71PSPTUk/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+013+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186837954740650578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_tZpIfUgnI/AAAAAAAAAwo/Clu2_OKnaOQ/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+022+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_tZpIfUgnI/AAAAAAAAAwo/Clu2_OKnaOQ/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+022+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186837959035617906" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ładna łazienka, choć dużą ilość szkła powodowała, że nawet z pokoju można było się domyślić czym się zajmuje osoba w łazience.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_tZo4fUgmI/AAAAAAAAAwg/mBW2hJPfJco/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+016+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_tZo4fUgmI/AAAAAAAAAwg/mBW2hJPfJco/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+016+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186837954740650594" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ponadto lodówka z napojami i dużo innych rzeczy, np. golarki, które można wykorzystać, choć trzeba potem za nie zapłacić przy wymeldowaniu się. Najbardziej nam się podobał olejek "man joy sex oil" za ¥10. Żeby nie było wątpliwości co do zastosowania - na okładce widniała fotografia nagiego mężczyzny. Ciekawy jestem, czy informacja, że dwoje biznesmenów zużyło ten właśnie preparat zostaje w hotelu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_thhYfUg-I/AAAAAAAAAzo/JyvYN5XfySk/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+179+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_thhYfUg-I/AAAAAAAAAzo/JyvYN5XfySk/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+179+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186846621984654306" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Cenzura internetu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie mogłem nie wykorzystać okazji, że mam w pokoju komputer z dostępem do internetu i nie sprawdzić jaka działa &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Cenzura_Internetu_w_Chi%C5%84skiej_Republice_Ludowej"&gt;Wielki Chiński Firewall&lt;/a&gt;. Okazał się być zdecydowanie skuteczniejszy niż jego wietnamski odpowiednik. W Hanoi jeśli jakaś strona nie pokazywała się - wystarczyło znaleźć ją przez google'a i wybrać pobranie kopii z cache'a. W Chinach ta sztuczka nie zadziałała. Co więcej, po każdej próbie wejścia na stronę, która została zablokowana - na kilka minut pozbawiany byłem możliwości wejścia też na inne strony. Utrudniało to wynajdowanie stron, które nie są blokowane. Próbowałem używać proxy, ale ciężko było znaleźć takie, które w ogóle działało. A nawet wtedy - próba dostępu do zakazanych stron w rodzaju &lt;a href="http://www.blogger.com/www.tibet.org"&gt;www.tibet.org&lt;/a&gt; czy &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Tibet"&gt;http://en.wikipedia.org/wiki/Tibet&lt;/a&gt;  kończyła się blokadą na kilka minut dostępu przez proxy do innych stron, choć dostęp bezpośredni nie był odcinany. Sposobem na obejście firewalla było użycie webproxy takiego jak &lt;a href="http://plzdontblock.us/"&gt;http://plzdontblock.us&lt;/a&gt; , gdzie wpisywało się adres strony, która się wyświetlała. Działało to jednak zdecydowanie wolniej niż bezpośredni dostęp.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Miasto&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Miasto Nanning nie należy do czołówki chińskich miast pod względem wielkości czy rozwoju (to dopiero 116 miasto w Chinach pod wzgledem udzialu w wytwarzaniu PKB), a mimo to jest znacznie bardziej nowoczesne - rozwinięte - miejskie niż Hanoi. W zasadzie trudno o tego rodzaju porównania. Nanning to miasto pełne wieżowców, nowoczesnych centrów handlowych, wieczorami rozbłyska neonami i prawdziwie wielkomiejskim oświetleniem. W sobote po godzinie 23 centrum miasta żyje, pełno jest przechadzających się mlodych ludzi, takze par trzymajacych się za ręce (więcej nawet jest par mieszanych niż męsko-męskich czy damsko-damskich) czy przytulających (tak rzadki widok w Hanoi - nie wypada!)&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_t_uYfUhGI/AAAAAAAAA08/IcZ7onPobg4/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+255+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_t_uYfUhGI/AAAAAAAAA08/IcZ7onPobg4/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+255+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186879830671787106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_ta0YfUgxI/AAAAAAAAAx4/x9XOgElk_YE/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+107+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_ta0YfUgxI/AAAAAAAAAx4/x9XOgElk_YE/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+107+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186839251820774162" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;City nocą&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_tZpIfUgoI/AAAAAAAAAww/27EEUL6yhbw/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+024+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_tZpIfUgoI/AAAAAAAAAww/27EEUL6yhbw/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+024+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186837959035617922" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_t_tIfUhDI/AAAAAAAAA0k/WXVVP3SgiOY/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+228+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_t_tIfUhDI/AAAAAAAAA0k/WXVVP3SgiOY/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+228+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186879809196950578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Takie widoki też można było spotkać poruszając się po centrum&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_uCpofUhII/AAAAAAAAA1M/swulk3p5Oas/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+278+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_uCpofUhII/AAAAAAAAA1M/swulk3p5Oas/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+278+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186883047602291842" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bieg organizowany przez firmę Amway&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_t_uIfUhFI/AAAAAAAAA00/wyVzGxWPjmU/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+252+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_t_uIfUhFI/AAAAAAAAA00/wyVzGxWPjmU/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+252+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186879826376819794" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Department Store&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_t_uYfUhHI/AAAAAAAAA1E/PaI8w7ypOp8/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+267+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_t_uYfUhHI/AAAAAAAAA1E/PaI8w7ypOp8/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+267+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186879830671787122" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pod mostem było coś w rodzaju plaży&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_t_tofUhEI/AAAAAAAAA0s/8VlzPaMSqvo/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+236+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_t_tofUhEI/AAAAAAAAA0s/8VlzPaMSqvo/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+236+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186879817786885186" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mam nadzieję, że króliczek bywa wypuszczany&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Pełno tu McDonaldsów, KFC, ale i tutejszych, chińskich kuchni ulicznych - można kupić różne pierożki, szaszłyki, ciastka. Co istotne -jedzenie jest tańsze niż w Hanoi (mimo że miasto jest bardziej rozwinięte ekonomicznie). Za obiad z napojami dla dwóch osób zapłaciliśmy odpowiednik 12 złotych, a za kolacje - 9 złotych.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_thhofUg_I/AAAAAAAAAzw/ps2xnKBH9xw/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+210+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_thhofUg_I/AAAAAAAAAzw/ps2xnKBH9xw/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+210+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186846626279621618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;Odpowiedniki pierożków i racuchów&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_ta0YfUgwI/AAAAAAAAAxw/n-JLLHHwltE/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+102+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_ta0YfUgwI/AAAAAAAAAxw/n-JLLHHwltE/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+102+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186839251820774146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;Ryż z mięsem&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-90c9150c4676fcc4" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v19.nonxt7.googlevideo.com/videoplayback?id%3D90c9150c4676fcc4%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D27C892CE7BE3E67DB66E98A61AA0E1BCB7E7574F.1A37B9C218A7B0AE8E510E07ECE49D8AD00A52F3%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D90c9150c4676fcc4%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DdzsDdiPuxXh9PxXq7ml87_jv5eQ&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v19.nonxt7.googlevideo.com/videoplayback?id%3D90c9150c4676fcc4%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D27C892CE7BE3E67DB66E98A61AA0E1BCB7E7574F.1A37B9C218A7B0AE8E510E07ECE49D8AD00A52F3%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D90c9150c4676fcc4%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DdzsDdiPuxXh9PxXq7ml87_jv5eQ&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_uCp4fUhJI/AAAAAAAAA1U/5ZtD3u7UsNI/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+282.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_uCp4fUhJI/AAAAAAAAA1U/5ZtD3u7UsNI/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+282.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186883051897259154" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Torebka ze sklepu z portfelami. Warto kliknąć na obrazek i przyjrzeć się nazwom krajów...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Przy tym - jedzenie wydało się nam zdecydowanie bardziej dostosowane do naszych gustów smakowych, intensywniej przyprawione. I co najważniejsze - nie trzeba było się wykłócać o ceny. W przeciwieństwie do Hanoi płaciliśmy jak miejscowi. Pewnie było to rezultatem faktu, ze Nanning to miasto całkowicie nieturystyczne. Osób o nieazjatyckiej aparycji praktycznie nie widywaliśmy (pomijając dworzec kolejowy, przez cały pobyt udało nam się wypatrzeć raptem pięciu białych). Ludzie przygladali się nam z ciekawością, ale nienatarczywie.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_tbUIfUg1I/AAAAAAAAAyY/HKoR2ZVYe6c/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+129+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_tbUIfUg1I/AAAAAAAAAyY/HKoR2ZVYe6c/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+129+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186839797281620818" border="0" /&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-5d091185215e8da8" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v11.nonxt6.googlevideo.com/videoplayback?id%3D5d091185215e8da8%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D815EA939604722F35F93B952795EC3998BFBDE57.5FA240C565318CB7B1AC607EDCFE42052DAFB33E%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D5d091185215e8da8%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DWrNICQ5te-7KpbdafsNfPJp-Q3Y&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v11.nonxt6.googlevideo.com/videoplayback?id%3D5d091185215e8da8%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D815EA939604722F35F93B952795EC3998BFBDE57.5FA240C565318CB7B1AC607EDCFE42052DAFB33E%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D5d091185215e8da8%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DWrNICQ5te-7KpbdafsNfPJp-Q3Y&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tańczący mieszkańcy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Co rownież interesujące - w Nanning widać było większe zrożnicowanie w obrębie stylu ubioru mieszkańców. Po ulicach spacerowały dziewczyny w eleganckich spódniczkach, starsze panie w powiewnych sukienkach. Kobiety rownie często noszą krótkie fryzury, co długie. Zarówno wśród chłopców, jak i dziewczyn niezmiernie popularne było farbowanie włosów. Często widywało się też fryzury w stylu emo (zastanawialiśmy się, czy przyjmowanie takiego image'u wiąże się w Chinach z wyznawaniem zachodniej emoideologii). Była to pewna odmiana po hanojskiej uniformizacji, gdzie większość dziewczyn ma długie, proste wlosy i nosi spodnie oraz bluzke z kołnierzykiem (a już koniecznie z rękawkiem!) No i te przytulające się pary... Odnieślismy wrażenie, że panuje tu większa swoboda obyczajowa, w tym większe przyzwolenie na różne zachowania. W przewodniku wyczytaliśmy, że zaczyna się popularyzować mieszkanie ze sobą przed ślubem – rzecz wciąż niespotykana w Hanoi, nawet wśród młodych ludzi. &lt;/p&gt;    &lt;p class="MsoNormal"&gt;W sobotę po poludniu byliśmy w sympatycznym parku (jeziorka, jakiś fort, dużo ładnej zieleni).&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_taCYfUgqI/AAAAAAAAAxA/fn5hLJEtkmE/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+036+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_taCYfUgqI/AAAAAAAAAxA/fn5hLJEtkmE/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+036+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186838392827314850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_taCYfUgrI/AAAAAAAAAxI/DLut8e5lQKA/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+044+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_taCYfUgrI/AAAAAAAAAxI/DLut8e5lQKA/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+044+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186838392827314866" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Z okazji roku myszy&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_taCofUgsI/AAAAAAAAAxQ/wHHDy9rwQl0/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+050+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_taCofUgsI/AAAAAAAAAxQ/wHHDy9rwQl0/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+050+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186838397122282178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_ta0IfUgvI/AAAAAAAAAxo/_qv7BDuxKtI/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+066+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_ta0IfUgvI/AAAAAAAAAxo/_qv7BDuxKtI/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+066+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186839247525806834" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_ta0IfUguI/AAAAAAAAAxg/TRYEJ4TdXFM/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+063+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_ta0IfUguI/AAAAAAAAAxg/TRYEJ4TdXFM/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+063+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186839247525806818" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jakieś działo&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_taC4fUgtI/AAAAAAAAAxY/0opXxfQCkMQ/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+062+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_taC4fUgtI/AAAAAAAAAxY/0opXxfQCkMQ/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+062+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186838401417249490" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Młody artylerzysta&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Można było odpocząć w przyjemnym otoczeniu, choć rzuca się w oczy fakt, ze wszędzie tu są tłumy ludzi - na każdym kroku. No cóż, gęste zaludnienie wschodniej czesci Chin to sprawa wiadoma. Mimo tego, miasto jest zdecydowanie bardziej przestronne niż Hanoi - jest to kwestia głównie szerokich ulic i dużej ilości wolnej przestrzeni, co powoduje, że panuje tu przewiew i jest czym oddychać. Rozkład jazdy autobusów jest podany na przystankach. Zamiast motorków dominują samochody oraz motorowery z silnikiem elektrycznym. Miasto jest też czystsze i bardziej uporządkowane - nie ma przyzwolenia na parkowanie motorków czy samochodów w dowolnym miejscu, zastawianie chodnika i ulicy, nie mowiac już o wszechobecności straganów (oczywiście opisuję tu Hanoi). W Nanning jest porządek - owszem, stragany uliczne są, ale w wydzielonych miejscach; poza nimi, chodnik należy do pieszych, nie do "drobnego biznesu".&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_taCIfUgpI/AAAAAAAAAw4/1_43_R86F6o/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+031+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_taCIfUgpI/AAAAAAAAAw4/1_43_R86F6o/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+031+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186838388532347538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_thhofUhAI/AAAAAAAAAz4/5FgZL-bq8Gc/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+220+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_thhofUhAI/AAAAAAAAAz4/5FgZL-bq8Gc/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+220+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186846626279621634" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_thh4fUhBI/AAAAAAAAA0A/xjjoSVVEdTk/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+224+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_thh4fUhBI/AAAAAAAAA0A/xjjoSVVEdTk/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+224+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186846630574588946" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;    &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Kontrola&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;    &lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Żeby nie było tak różowo - choć nie mieliśmy okazji doświadczać bezwzględności chińskiego reżimu, rzuca się w oczy fakt istnienia silnej kontroli. Paszporty na granicy sprawdzano nam niemożebnie dokładnie i długo, spędziliśmy tam prawie 3 godziny! (z czego celnicy wietnamscy uwinęli się w 30 minut, a chińscy... szkoda gadac). Co więcej, kiedy wymienialismy pieniadze w banku, okazało się, że trzeba dopełnić całkiem poważnych formalności – wypełniać formularz z danymi osobowymi, a także okazać paszport... Widzieliśmy też wielki budynek rządowy oraz  imponujący plakat propagandowy naprzeciwko niego, sławiący trzech wodzów - Mao, Deng Xiaopinga i Hu Jintao.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_ta0ofUgyI/AAAAAAAAAyA/4yH5sQl-D1Y/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+121+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_ta0ofUgyI/AAAAAAAAAyA/4yH5sQl-D1Y/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+121+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186839256115741474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_tbUIfUg0I/AAAAAAAAAyQ/u18ADX0ukg0/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+128+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_tbUIfUg0I/AAAAAAAAAyQ/u18ADX0ukg0/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+128+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186839797281620802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;O skutkach &lt;/span&gt;&lt;a style="font-style: italic;" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wielki_Skok"&gt;Wielkiego Skoku&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; nie ma takich wielkich plakatów&lt;/span&gt; &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_tbT4fUgzI/AAAAAAAAAyI/0TE6jk39rgE/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+127+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_tbT4fUgzI/AAAAAAAAAyI/0TE6jk39rgE/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+127+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186839792986653490" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nikt nas nie zgarnął za szydzenie z "wielkich przywódców"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Niewątpliwie różne ponure rzeczy tu mają miejsce - ale w aspekcie pobieżnego kontaktu na linii cudzoziemcy - miejscowi handlarze, obsługa, infrastruktura, miasto Nanning jawi się bardzo sympatycznie, choć czuć siłę władzy. Kupno biletów powrotnych do Hanoi trwało 15 minut, angażowało trzech pracowników i wiązało się z wypełnieniem wielu druczków (co ciekawe, Chińczyk za nami kupujący bilet w tej samej kasie z pociągami  międzynarodowymi został obsłużony w minutę). Władza jest uprzejma, ale człowiek ma nieodparte wrażenie, że jeśli by coś narozrabiał w jednym miejscu w Chinach - to na  granicy będą o tym wiedzieć...  (Ciekawe, czy czytają tego bloga? :-) )&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Park&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W niedzielę pojechaliśmy do oddalonego o 6 km parku. Dużo przestrzeni, ładne krajobrazy i dobra infrastruktura zostawiły na nas dobre wrażenie.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_tbUYfUg2I/AAAAAAAAAyg/LzD3cTpsFWY/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+139+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_tbUYfUg2I/AAAAAAAAAyg/LzD3cTpsFWY/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+139+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186839801576588130" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Przed bambusowym mostem zbudowanym przez mniejszość Dong&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_tbUYfUg3I/AAAAAAAAAyo/d6ZdfUfEfos/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+144+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_tbUYfUg3I/AAAAAAAAAyo/d6ZdfUfEfos/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+144+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186839801576588146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_thKofUg8I/AAAAAAAAAzY/4HWVWrij_KE/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+168+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_thKofUg8I/AAAAAAAAAzY/4HWVWrij_KE/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+168+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186846231142630338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Widzieliśmy tam świątynię - ludzi kupowali kadzidła i modlili się. Dalej znajdowała się również Pagoda Feniksa, pozbawiona jednak elementów sakralnych i stanowiąca jedynie ładny punkt widokowy. Widać też było restaurowane, czy może odbudowywane świątynie - nie wiemy na ile te budynki sakralne, które zwiedziliśmy były zniszczone w czasie &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Rewolucja_kulturalna"&gt;Rewolucji Kulturalnej&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_thKIfUg4I/AAAAAAAAAy4/Sq0SusOn8bk/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+154+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_thKIfUg4I/AAAAAAAAAy4/Sq0SusOn8bk/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+154+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186846222552695682" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_thKIfUg5I/AAAAAAAAAzA/XgayIil34VQ/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+155+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_thKIfUg5I/AAAAAAAAAzA/XgayIil34VQ/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+155+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186846222552695698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_thKYfUg6I/AAAAAAAAAzI/tptmin5G7UA/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+160+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_thKYfUg6I/AAAAAAAAAzI/tptmin5G7UA/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+160+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186846226847663010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_thKYfUg7I/AAAAAAAAAzQ/PoYFmPTOOFI/s1600-h/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+164+%28Large%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_thKYfUg7I/AAAAAAAAAzQ/PoYFmPTOOFI/s400/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+164+%28Large%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5186846226847663026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pagoda Feniksa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Język&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Aby widzieć poprawnie znaki chińskie w tej części trzeba mieć zainstalować &lt;a href="http://pl.wikibooks.org/wiki/Aneks/Obs%C5%82uga_znak%C3%B3w_wschodnioazjatyckich"&gt;obsługę znaków wschodnio-azjatyckich&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pewną tradycją naszych wyjazdów jest niesystematyczne rozgryzanie lokalnego języka przy pomocy przewodnika oraz napisów. Bywa to pożyteczne, choć z reguły służy tylko zaspokojeniu ciekawości, np. interesujące było odkrycie w Finlandii, że estoński rdzeń "kesk" - centrum (np. "kesklinn" - centrum miasta) ma swój odpowiednik w fińskim "keskus", a często powtarzające się słowo "matka" znaczy po prostu "podróż". Stąd intrygujące "matkakeskus" to odpowiednik angielskiego "travel center" a hasło w autobusie: "hyvää matkaa" - szczęśliwej podróży (deklinacji fińskiej nie rozgryźliśmy)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Przed przyjazdem do Chin nauczyliśmy się rozpoznawania podstawowych znaków jak&lt;br /&gt;狗肉 - psie mięso - aby wiedzieć, czego unikać&lt;br /&gt;厕所 - toaleta&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-size:10;"&gt;男&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; - męski (mężczyzna)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-size:10;"&gt;女&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; - żeński (kobieta)&lt;br /&gt;南宁 - Nanning&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem zorientowaliśmy się co znaczy:&lt;br /&gt;出口 - wyjście&lt;br /&gt;入口 - wejście&lt;br /&gt;牛肉 - wołowina&lt;br /&gt;广西 - Guangxi&lt;br /&gt;北京 - Pekin&lt;br /&gt;&lt;span lang="zh-Hans"&gt;台北 - Tajpej&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mieliśmy trochę zabawy ze znajdywaniem &lt;a href="http://www.chiny.pl/ziti.php"&gt;fragmentów jednych znaków w innych&lt;/a&gt;, albo słów składających się ze znaków, które widzieliśmy w innych słowach. Czasami musieliśmy znajdywać części wspólne dwóch zdań po chińsku. Raz w knajpie serwującej "western food" -jak głosił szyld po angielsku - dostaliśmy menu z sokami po chińsku. Próba znalezienia części wspólnej z listą soków z naszego przewodnika wiele nie dała (kelnerka zaś angielskiego oczywiście nie znała). Na szczęście nazwy ulic są podane w transkrypcji, choć tylko przy głównych skrzyżowaniach. Niestety, w przeciwieństwie do Hanoi, rzadko kiedy podawane były numery domów. Znajomość pierwszego znaku z nazwy naszego hotelu - 万兴酒店 - pomogła nam go znaleźć, bo na neonie nie było nazwy w transkrypcji. Raz się przydała podstawowa znajomość liczb, gdy kelnerka w kawiarni pokazała ile mamy zapłacić za 2 duże piwa: 十 czyli dziesięć juanów (3,3 zł).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie nauczyliśmy się wymowy liczb w lokalnym dialekcie, a że bardzo mało ludzi znało angielski - porozumiewanie było utrudnione, ale możliwe. Prawdopodobnie ze względu na nie-turystyczny charakter miasta, znajomość obcych języków była bardzo ograniczona. Na szczęście w kasie międzynarodowej można się było po angielsku dogadać, poza tym trochę było napisów po angielsku (zdecydowanie więcej niż w Warszawie, pomijając reklamy) i trochę po wietnamsku. Powszechne było też zapisywanie nazw w języku mniejszości Zhuang.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Wyjazd&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jadący z Pekinu pociąg do Hanoi ruszał o 21:16. Nie wiedząc gdzie mamy oczekiwać, pokazaliśmy pracownikowi kolei bilet. Zaprowadził nas na właściwe miejsce, do luksusowej poczekalni, gdzie inni podróżni siedząc w bardzo eleganckich fotelach i oglądając film oczekiwali na pociąg. Podczas drogi powrotnej ponownie strona chińska bardzo długo sprawdzała nasze paszporty. Za to gdy o drugiej nad ranem po zatrzymaliśmy się po stronie wietnamskiej w Đồng Đăng - mogliśmy sobie przypomnieć, do czego wracamy. Krzesełka w poczekalni były tak ustawione, że z jednej strony trzeba było się przeciskać - choć wystarczyłoby umieścić je pół metra dalej. Po poczekalni kręciła się jakaś zaprzyjaźniona z pracownikami suka. Podczas składania paszportów złożyliśmy też karteczki uprawniające nas do zakupów w sklepie wolnocłowym. Normalnie część z nich jest odrywana i gromadzona, ale tym razem celnicy po postemplowaniu oddali nam je w całości. Widzieliśmy, że jakaś pani je zbiera, ale nie chciało nam się ruszać, ona do nas nie podeszła, więc karteczki nam zostały. Wezwano nas też do okienka kwarantanny, gdzie pani przykładała każdemu do ucha na dwie sekundy termometr. Ta "usługa" była chyba obowiązkowa (choć nikt nam nie sprawdzał otrzymanych karteczek), ale płatna. 2000đ (30 gr) to nie jest dużo, ale np. nasz współpasażer - Japończyk nie miał dongów, więc zapłaciliśmy za niego. W poczekalni znajdowało się stanowisko ze sprzedażą artykułów spożywczych i wymianą walut. Chciałem wymienić moje ¥50, ale po usłyszeniu ceny - 60.000đ tylko parsknąłem śmiechem. Mój banknot &lt;a href="http://finance.yahoo.com/currency/convert?amt=50&amp;amp;from=CNY&amp;amp;to=VND&amp;amp;submit=Convert"&gt;wart był&lt;/a&gt; 115.000đ.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W pociągu wietnamskim źle się spało, klimatyzator głośno chodził, a wagonem strasznie rzucało. Dodatkowo pani kontrolerka obudziła nas półtorej godziny przed dojazdem do Hanoi, po czym kilka razy przychodziła do nas żądając a to podania poduszki, a to pościeli czy też zerwania firanek. Współpasażer Nowozelandczyk żartował, że ta "scary woman" zaraz zażąda od niego oddania T-shirta. Wcześniej, zanim pociąg ruszył, pasażer z innego przedziału przyszedł do nas z problemem, że ta kobieta chce od niego jakichś pieniędzy, ale on nie wie ile i za co. Pewnie nieopatrznie przyjął od niej jakieś "free beer". W każdym razie, cały wagon miał o godzinę snu mniej, ale przynajmniej pani kontrolerka szybciej uwinęła się z robotą.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po przybyciu na dworzec w Hanoi dopadli nas jacyś naganiacze do taksówek i hoteli - mimo, że trzeba mieć bilet, aby wejść na peron. Po wyjściu z poczekalni było jeszcze gorzej, ale udało się nam ich ominąć i pójść do taksówki, która za nami nie krzyczała - wyznajemy zasadę, że jeśli ktoś nagania, to pewnie jest do oszust. Po powrocie do domu włączyliśmy klimatyzację i poszliśmy spać. Jak twierdzi nasza &lt;a href="http://www.bbc.co.uk/weather/5day.shtml?world=2219"&gt;prognoza pogody&lt;/a&gt;, dziś przy wilgotności 72% temperatura wynosi 36 stopni, pociesza nas jedynie myśl, że w Nanning ma być gorzej.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Więcej zdjęć na: &lt;a href="http://picasaweb.google.pl/g.szymanska/Nanning"&gt;http://picasaweb.google.pl/g.szymanska/Nanning&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://blog.czajka.art.pl/2008/03/chiny-kilka-bardzo-luznych-refleksji.html"&gt;Ciekawy wpis o Chinach i Tybecie&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-5281130725804165333?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=5d091185215e8da8&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=90c9150c4676fcc4&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/5281130725804165333/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=5281130725804165333' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/5281130725804165333'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/5281130725804165333'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/04/nanning-1.html' title='Nanning 1'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R_tZoYfUgkI/AAAAAAAAAwQ/4nwLAHPyFQ8/s72-c/Nanning+kwiecie%C5%84+2008+009+%28Large%29.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-7066496791684973925</id><published>2008-03-28T23:56:00.000-07:00</published><updated>2008-03-28T11:02:07.672-07:00</updated><title type='text'>Nanning 0</title><content type='html'>Ten wpis, nieco wbrew tytułowi, nie będzie o wyjeździe do Nanning - bo jedziemy tam dopiero za tydzień. Na razie dużo emocji dostarczają nam same przygotowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Udajemy się do Nanning, bo z powodu braku tanich połączeń do Chin zdecydowaliśmy się na podróż pociągiem, a Nanning - stolica prowincji &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kuangsi"&gt;Guangxi&lt;/a&gt; było pierwszym dużym miastem przez który pociąg do Pekinu przejeżdża.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby kupić bilet na pociąg - trzeba uprzednio mieć wystawioną wizę do Chin. Dlatego w czwartek 20 marca pojechaliśmy do ambasady. Strona internetowa ambasady była dostępna tylko w wersji chińskiej, więc nie nie wiedzieliśmy w jakich godzinach urząd jest czynny. Na miejscu okazało się, że tylko do godziny 11 - więc był już zamknięty. Przyjechaliśmy następnego dnia o godzinie 10. Staliśmy blisko godzinę w kolejce na terenie ambasady, przed wejściem do budynku. Nie było przewidzianych krzeseł dla oczekujących, ale można było oprzeć się o barierkę. Kolejka nie posuwała się do przodu, zastanawialiśmy się, czy nie należało tego jednak załatwiać przez biuro podróży. Wtedy moglibyśmy iść do domu, tylko uprzednio w ramach wyładowania frustracji byśmy jeszcze rozrzucili ulotki o Tybecie (których oczywiście nie mieliśmy). W końcu weszliśmy do środka. Złożyliśmy nasze paszporty i formularz wizowy w języku chińskim i angielskim, ściągnięty ze strony ambasady Chin w USA. Wietnamczycy składali formularze z podpisami po chińsku i wietnamsku, więc obawialiśmy się, że nasze niekonwencjonalne papiery mogą spowodować problemy, ale na szczęście przyjęli je od nas.  Dostaliśmy - jak się miało okazać - bardzo cenną rzecz: kwitek uprawniający do odbioru paszportów w środę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W poniedziałek wieczorem jechaliśmy sobie motorkiem, gdy nagle ktoś wyszarpnął Grażynie torebkę. W takich momentach człowiek jest zdezorientowany i potrzebuje kilka sekund na zorientowanie się co się stało. Jak tylko dotarło do mnie, że zostaliśmy okradzeni, ruszyłem w pościg za złodziejami, ale oni byli zbyt daleko. Wydaje mi się, że skręcili na najbliższym skrzyżowaniu w lewo, ale zmieniły się już światła, z przeciwka zaczęły jechać autobusy - nie było szans ich dogonić. Tamci byli, niestety, profesjonalistami. Wykorzystali fakt, że umiejscowienie torby między nami było dla mnie niewygodne, więc Grażyna trzymała ją z boku. Pojechaliśmy czym prędzej do domu, żeby jak najszybciej zablokować karty. Wpadliśmy na górę i korzystając ze skype'a zadzwoniliśmy na infolinię mBanku i Citibanku. Pani z teleserwisu przeraziła się, słysząc, jak Grażyna mówi do mnie, że straciła 50 tysięcy. Trzeba było wyjaśnić, że w lokalnej walucie to jest odpowiednik 7 złotych. Wydawało nam się, że nic cennego nie było w torbie: telefon Grażyna zapomniała wziąć z domu, pendrive też został, kwitek od krawca ja miałem, dowód osobisty i tak do wymiany. O kwitku z ambasady przypomnieliśmy sobie dopiero potem, ale nie doceniliśmy jego kluczowego znaczenia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy w środę pojechaliśmy do ambasady strażnik - Wietnamczyk, zresztą najprawdopodobniej z południa - po opisaniu po wietnamsku przez Grażynę naszej sytuacji, wpuścił nas do środka. Okazało się jednak, że nic nie możemy załatwić. Pani w okienku odbioru paszportów stwierdziła: nie ma kwitka - nie ma paszportów, i odesłała nas do okienka składania wniosków o wizę. Odczekaliśmy swoje, ale urzędnik stwierdził tylko, że powinniśmy przynieść zaświadczenie z ambasady polskiej i od policji wietnamskiej. Nie dał się przekonać, że policja nie wystawi parze białasów nie legitymujących się żadnym dokumentem zaświadczenia, że nazywają się tak i tak i skradziono im kwitek z ambasady. To, że my to my mogli wywnioskować ze zdjęć na paszporcie i wniosku wizowym, ale to też ich nie przekonało. Można by powiedzieć, że odesłali nas z kwitkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pojechaliśmy do polskiej ambasady, gdzie wreszcie spotkaliśmy się ze zrozumieniem. Przedstawiliśmy naszą sprawę panu pełniącemu obowiązki konsula, który wziął od nas nasze dane, zadzwonił do konsula chińskiego i przez 10 minut próbował go przekonać (po chińsku!), żeby wydali nam jakoś te paszporty na podstawie pisma konsula. Stanęło jednak na tym, że ambasador Polski musi wystosować notę dyplomatyczną od ambasady Polski do ambasady Chin. Ale ambasador wyjechał, przez co sprawa musiała zostać odłożona do czasu jego powrotu. Pan pocieszył nas, że paszport jest własnością rządu RP, więc muszą go w końcu oddać. Podziękowaliśmy i pojechaliśmy do domu. Nie wyglądało to dobrze - zwłaszcza, że zaczęliśmy się obawiać, czy złodzieje nie wykorzystają sytuacji i nie odbiorą sami naszych paszportów. Wydawało nam się to mało prawdopodobne, że zorientowali się co to jest i że będą chcieli go wykorzystać - ale obawiam się, że gdyby chcieli, to by mogli pójść do ambasady, pokazać nasz kwitek i nie niepokojeni wyjść z naszymi paszportami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan z polskiej ambasady zadzwonił jednak jeszcze tego samego dnia i przekazał nam, że strona chińska zgodziła się, że wystarczy im zaświadczenie od niego o tym, że jesteśmy obywatelami Polski. Następnego dnia znów poszliśmy po zaświadczenie do ambasady polskiej, aby je zanieść do ambasady Chin. Trochę Grażyna musiała ich przekonywać, ale dostaliśmy paszporty z powrotem. Co miłe - wizy były bezpłatne. Nadal nie rozumiem jednak, po co im było to pismo, skoro wyłuszczony na piśmie fakt, że Jan Matusiewicz i Grażyna Szymańska urodzeni tego a tego dnia są obywatelami Polski, był zawarty w paszportach, którymi dysponowali. A przy tym sporządzić samemu takie pismo to nie problem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem pojechaliśmy na dworzec kupić bilety. Miłe było to, że w kasie międzynarodowej pani mówiła po angielsku - na Dworcu Centralnym w Warszawie nie zawsze cudzoziemiec może liczyć na taki luksus. Bilet do Nanning dla jednej osoby kosztował 758.000 đ (107 zł). Nie mieliśmy wystarczającej ilości pieniędzy, żeby kupić dwa, więc zapytaliśmy, gdzie jest najbliższy bankomat (kartą oczywiście nie można było płacić). Pani nie wiedziała (pewnie cudzoziemcy noszą zwykle całą potrzebną gotówkę przy sobie), więc poszliśmy szukać bankomatu. Pierwszy przyjmował tylko MasterCard, 2 następne nie działały. Stwierdziliśmy, że wrócimy wieczorem zahaczając o bankomat w pobliżu domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy przyjechaliśmy wieczorem okazało się, że kasa jest nieczynna. Dowiedzieliśmy się, że jest czynna "rano". Udało nam się też (po angielsku!) dowiedzieć, że rano - znaczy do 17. Przyjechaliśmy następnego dnia (czyli dzisiaj) o godzinie 12:20. Kasa była zamknięta - dowiedzieliśmy się od pani kasjerki, że zostanie otwarta o 13:30 (ciekawe, czy ktoś poza nami czuł potrzebę powieszenie kartki z rozkładem czasowym okienka). Odpowiedź na pytanie, czy jutro jest otwarta nie była jasna, ale wyglądało na to, że nie. Stwierdziliśmy, że nie ma co jechać do domu i pojechaliśmy do Pepperoni Pizza, skąd wróciliśmy na 13:30. Kasjerka w zaawansowanej ciąży nas przyjęła, sprawdziła nasze paszporty i zaczęła ręcznie wypisywać bilet. Obok stało coś, co wyglądało na połączenie drukarki z kalkulatorem, oraz komputer na którym cały czas wyświetlał się jakiś kolorowy wykres kołowy. Pani musiała wykonać jakieś telefony (pewnie synchronizacja dostępu do unikatowego zasobu jakim są miejsca w pociągu - żeby na innym dworcu nie sprzedał ktoś biletu na to samo miejsce) , kazała nam usiąść i w międzyczasie przyjmowała innych klientów. W końcu, po blisko godzinie dostaliśmy bilety i paszporty. Mamy się zjawić przynajmniej 10 minut przed odjazdem pociągu, ale nie jesteśmy do końca pewni gdzie, bo kasjerka mówiła, że na hali odjazdów - ale profesjonalna kartka ze schematyczną mapką, którą sobie wzięliśmy wskazywała na inny, pobliski dworzec. Informacji nie było, pewnie też zrobiła sobie jakąś przerwę. Tamten dworzec był pustawy. Pewnie skończy się na próbie generalnej - czyli przyjechaniu we wtorek o 18:30 celem empirycznego przekonania się, skąd ten pociąg rusza.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-7066496791684973925?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/7066496791684973925/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=7066496791684973925' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/7066496791684973925'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/7066496791684973925'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/03/nanning-0.html' title='Nanning 0'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-4687194660379071947</id><published>2008-03-24T22:12:00.000-07:00</published><updated>2008-03-24T08:12:34.506-07:00</updated><title type='text'>Przedmieścia 2</title><content type='html'>Sobotni dzień (15.03) był zabawny. Chcieliśmy iść na basen, ale okazało się, że praktycznie jest to niemożliwe. W Hanoi mamy bowiem do dyspozycji albo baseny odkryte (a tego dnia w południe było jakieś 20 stopni i mżawka), albo kryte – miejskie o niepewnym standardzie higienicznym, za to ostrych standardach moralnych (dziewczyny pływają tam w podkoszulkach – a ja (Grażyna mówi) nie chciałam narażać się na gwizdy i zaczepki). Ewentualnie można pójść za 17 dolarów (!) do hotelu Hilton. No i nic z tego nie wyszło, poczekamy chyba na wiosnę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zjedliśmy w ramach śniadania chleb z poprzedniego dnia z serem i dżemem (super). A ja na mapie Hanoi znalazłam, jak mi się wydawało, ciekawe miejsce. Na obrzeżach miasta, daleko za politechniką, na południu, jeszcze tam nie byliśmy. Park Yên Sở – kilka jeziorek i dużo zieleni. Na stronach internetowych znalazłam informację, że można nawet grać w tenisa. Wprawdzie nie umiemy grać w tenisa i nie mamy rakiet - ale i tak nas to zachęciło. Wyruszyliśmy w drogę, nie biorąc ze sobą aparatu - jako że uznaliśmy, że niczego ciekawego do fotografowania nie będzie.&lt;br /&gt;I tak jechaliśmy najpierw tłoczną Bạch Mai, mijając jakiś ślub, potem szosą o wyglądzie nieco podmiejskim, wzdłuż jakiegoś syfnego kanałku... im dalej, tym brudniej. Coraz więcej pyłu, kurzu, spalin. W końcu zobaczyliśmy po lewej wielkie, niezbyt atrakcyjne zbiorniki wodne, otoczone nielicznymi, utopionymi w kurzu bananowcami. Pojechaliśmy jeszcze dalej i skręciliśmy w drogę, która miała prowadzić bezpośrednio do parku. Była całkowicie zawalona tirami i samochodami transportowymi. Wszędzie dookoła leżał gruz i różnorodne materiały budowlane. Jechaliśmy szybciej niż samochody, gdyż podobnie jak inni motocykliści mogliśmy sunąć poboczem. Popatrzyłam raz jeszcze na mapę – no tak, tutaj w planach jest budowa nowego mostu. I najwyraźniej właśnie ten most budują. A park? W miejscu, gdzie powinien być, widzieliśmy przerzedzone, przysypane gruzem drzewka, podmokłe tereny i brudnawe bajorka. Hm. Doszłam do wniosku, że postanowiono poświęcić park na rzecz wybudowania mostu. Ach, okrutne macki industrializacji. Powstało pytanie, co robić dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postanowiliśmy skręcić w drogę otaczającą „park” od zachodu. Droga okazała się być trasą krajową nr 1  - a w zasadzie, jej nową nitką. Słowem, autostrada. Całkiem nowoczesna, z dobrą nawierzchnią, bez dziur, szeroka,  z 2 pasami ruchu i – chwała Bogu – pustawa. Janek grzał motorkiem 55 na godzinę. I w zasadzie mieliśmy jeden problem – nie było żadnych zjazdów z drogi, żadnych możliwości zawrócenia. Na drogowskazach widniał napis „Thanh Hóa 140 km”, więc żartowałam, że najwyżej dojedziemy tam. Albo przynajmniej do Ninh Bình, to po drodze.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R90TSzxMbxI/AAAAAAAAAuk/cEdLtzS9IyQ/s1600-h/DSC00258.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R90TSzxMbxI/AAAAAAAAAuk/cEdLtzS9IyQ/s400/DSC00258.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178316360401055506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R90TTjxMbzI/AAAAAAAAAu0/pTpc6VmMcKg/s1600-h/DSC00261.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R90TTjxMbzI/AAAAAAAAAu0/pTpc6VmMcKg/s400/DSC00261.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178316373285957426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R90TTTxMbyI/AAAAAAAAAus/91JIp_sbzP4/s1600-h/DSC00259.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R90TTTxMbyI/AAAAAAAAAus/91JIp_sbzP4/s400/DSC00259.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178316368990990114" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po jakimś czasie, bynajmniej nie krótkim – już tak z 30 km od centrum Hanoi pewnie – znak zjazdu się pojawił. No to żeśmy zjechali. Po prawej stronie mieliśmy jakieś małe miasteczko, ale do zwiedzania zniechęciła nas sugestywna, „psia” restauracja (tak, tak, serwująca psie mięso), reklamująca się przy samym wjeździe. Teraz dylemat –pojechać w lewo, czy w prawo? Zdecydowaliśmy się jechać w stronę Rzeki Czerwonej; może uda się odbić w jakąś boczną drogę, i wrócić do Hanoi alternatywną trasą? (Nie muszę dodawać, że nie mieliśmy adekwatnej mapy).&lt;br /&gt;Początkowo jechaliśmy betonową drogą, na której dwa motorki się miną, ale dla samochodu będzie już za wąska. Taka droga biegła wzdłuż autostrady w kierunku Hanoi. My jednak postanowiliśmy trochę pozwiedzać i tak zaczęło się kluczenie po wsi i polach ryżowych. Przedtem jeszcze zwiedziliśmy jakąś przydrożną pagodę – całkiem interesującą, albowiem przed świątynią było kilka posągów psów, kolorowych, pewnie z tworzywa czy pomalowanego gipsu,  ale i kamiennych. A oprócz tego – dwa żywe psy, wielkości i koloru podobnego do posągów; jeden się bał, a drugi – szczeniak – chciał się bawić. Była tam też jakaś para, dziewczyna zamieniła z nami parę zdań po angielsku.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R90QuzxMbsI/AAAAAAAAAt8/-O_DBScBKF4/s1600-h/DSC00262.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R90QuzxMbsI/AAAAAAAAAt8/-O_DBScBKF4/s400/DSC00262.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178313542902509250" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R90QvTxMbtI/AAAAAAAAAuE/Veodfi8sZpY/s1600-h/DSC00265.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R90QvTxMbtI/AAAAAAAAAuE/Veodfi8sZpY/s400/DSC00265.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178313551492443858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R90QvTxMbuI/AAAAAAAAAuM/B5MTEkQZisE/s1600-h/DSC00270.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R90QvTxMbuI/AAAAAAAAAuM/B5MTEkQZisE/s400/DSC00270.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178313551492443874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A potem błądziliśmy na wąziuteńkich ścieżkach pomiędzy ryżowiskami. Udało się nam nie wpaść do wody na żadnym z zakrętów. Ludzie gapili się na nas jak na ufo, jakby nigdy do tej pory nie widzieli na swoim polu pary białasów na motorku, a ja plułam sobie w brodę, że nie wzięliśmy aparatu. W końcu obraliśmy drogę boczną, biegnącą  wzdłuż krajówki, i skierowaliśmy się z powrotem ku Hanoi. Zajęło nam to trochę, zwłaszcza, że w pewnym momencie droga gdzieś odbiła i znów zaczęło się błądzenie. Obserwowaliśmy sobie ot takie sobotnie popołudnie: dzieciaki szkolne i nastolatki włóczyły się tu i tam, ktoś coś naprawiał. Ludzie pracowali na polach w dużej mierze bez użycia specjalistycznych narzędzi – pani brodziła w wodzie i wyrywała kłosy ręcznie; ludzie nawadniali pole przelewając wodę jakąś wielką chochlą z pobliskiego rowu melioracyjnego.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R90vADxMb0I/AAAAAAAAAvY/PuEHzzYtkkA/s1600-h/DSC00280.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R90vADxMb0I/AAAAAAAAAvY/PuEHzzYtkkA/s400/DSC00280.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178346824604086082" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R90vATxMb1I/AAAAAAAAAvg/z6UcCcKZEto/s1600-h/DSC00281.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R90vATxMb1I/AAAAAAAAAvg/z6UcCcKZEto/s400/DSC00281.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178346828899053394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R90QvzxMbvI/AAAAAAAAAuU/4jHQ-Eif1Wk/s1600-h/DSC00285.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R90QvzxMbvI/AAAAAAAAAuU/4jHQ-Eif1Wk/s400/DSC00285.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178313560082378482" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ptactwo w pobliżu autostrady&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W końcu trafiliśmy do Hanoi od strony huyện Thanh Trì. Straszny korek nas czekał przed wjazdem na Giải Phong (czyli główną drogę wyjazdową na południe, biegnącą przy dworcu kolejowym i dworcu autobusowym Giáp Bát). Samochody skręcające w bok zakorkowały drogę motorkom jadącym prosto, które korkowały przejazd pojazdom z tyłu...Na skrzyżowaniu stał jakiś policjant, ale nic nie próbował zdziałać. Dojechaliśmy w końcu do centrum i do Pepperoni na Bảo Khánh, gdzie załapaliśmy się na promocję „2 pizze w cenie jednej”. Strasznie byliśmy zmęczeni i bolały nas tyłki – 3 godziny jazdy bez przerwy, jakby nie było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R90QwDxMbwI/AAAAAAAAAuc/2PJdDCQCEEI/s1600-h/DSC00286.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R90QwDxMbwI/AAAAAAAAAuc/2PJdDCQCEEI/s400/DSC00286.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178313564377345794" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Billboard na polu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;A na końcu wyjaśnienie zagadki parku Yên Sở - parku, którego nie było. Otóż, park jest – ale w budowie. Przywykliśmy już do tego, że na mapie są narysowane  elementy, które się dopiero buduje, np. mosty. Zwykle wówczas występuje dopisek "planned" -  którego w tym wypadku nie było. Park buduje malezyjskie przedsiębiorstwo (za grubą kasę). Jego otwarcie w 2010 ma być jednym z elementów uświetniających tysiąclecie Thăng Long-Hà Nội. Będzie wypasiony, eleganckie jeziorka, parki tematyczne, sklepy, hotel pięciogwiazdkowy i w ogóle. No cóż, to już nie za naszej kadencji.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-4687194660379071947?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/4687194660379071947/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=4687194660379071947' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/4687194660379071947'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/4687194660379071947'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/03/przedmiecia-2.html' title='Przedmieścia 2'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R90TSzxMbxI/AAAAAAAAAuk/cEdLtzS9IyQ/s72-c/DSC00258.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-6818189748142119826</id><published>2008-03-19T07:34:00.000-07:00</published><updated>2008-03-19T07:38:24.544-07:00</updated><title type='text'>Szkoła 2</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;(znów mówi Grażyna):&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Od czasu poprzedniego wpisu, na naszych zajęciach zaszła pewna istotna zmiana. Otóż, na prośbę koleżanki Asi, vicedean – czyli thầy Chính – zmienił nam nauczycielkę. Panią Nhung zastąpiła pani Ngọc. Panią Ngọc można bez wątpienia okreslić jako osobę ekscentryczną. Jest zawsze wesoła, uśmiechnięta i mocno odleciana; wydaje się, że nie docierają do niej żadne negatywne bodźce. Dała się zapamiętać, kiedy przychodząc do nas na zastępstwo w zeszłym semestrze, przyniosła kolorowanki i kredki. Pokolorowanie owoców oraz rysunku przedstawiającego kuchnię, miało nam pomóc w utrwaleniu w pamięci nazw kolorów. Niewątpliwie utrwaliła nam się w pamięci ta lekcja – tak zresztą jak i kolejna, gdzie przy okazji zapoznawania się ze zwyczajami dotyczącymi święta Tết, rysowaliśmy drzewka brzoskwiniowe i kumkwatowe. Rysowanie, jak dla mnie, jest czynnością bardzo odprężającą, a ponadto pozwala wprawić się w stan kompatybilny z nastrojem nauczycielki: mianowicie, lekką głupawkę. Obecnie, lekcje z panią Ngọc wyglądają bardziej standardowo i całkiem mi odpowiadają: przerabiamy nieco łatwiejszy materiał, sporo mówimy, a przede wszystkim, na zajęciach panuje rozluźniona atmosfera, co mi osobiście bardzo pomaga, zwłaszcza w swobodnym wypowiadaniu się. &lt;/p&gt;    &lt;p class="MsoNormal"&gt;Dziś jednak, jak – teoretycznie – w każdą środę, czekały nas zajęcia z thầy Chínhem. Teoretycznie, gdyż vicedeana częściej na naszych zajęciach nie ma, niż jest. Częstokroć albo przysyła na zajęcia kogoś innego, albo w ogóle nie przychodzi, oczywiście bez uprzedzenia.&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;Dzisiaj thầy Chính jednakże przybył. Wszedł do klasy, gdzie siedziało czworo studentów, i zadał sakramentalne pytanie: ilu dzisiaj jest studentów w klasie?&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Nie dało się nijak zafałszować rzeczywistości, więc odpowiedzieliśmy, że czworo.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Padło dalej zadane ze śmiertelną powagą pytanie: gdzie są pozostali studenci?&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Grażyna postąpiła lekkomyślnie i odpowiedziała: dwoje jest na wycieczce (jakoś podświadomie licząc chyba na to, że skoro wśród owej dwójki jest Asia, ulubienica thầy Chínha, która do tej pory przez cały rok nie opuściła ani jednych zajęć, to nie będzie sprawy).&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Jednakże thầy Chính się wściekł. I zaczął wykrzykiwać: są na wycieczce bez pozwolenia! Żeby wyjechać na wycieczkę, trzeba mieć pozwolenie! &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Grażyna, wpadając w lekką irytację, stwierdziła zgodnie z prawdą, że studentki uprzedzały o przyszłej nieobecności panią Ngọc. Na to thầy Chính wkurzył się jeszcze mocniej i powiedział, że pani Ngọc nie ma żadnej władzy, a władny do zezwalania studentom na jakiekolwiek wycieczki, jest wyłącznie on.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Koleżanka spytała, czemu w zasadzie nauczyciel pyta nas o to, jak ma się sprawa z nieobecnymi studentami – przecież każdy jest dorosły i odpowiada za siebie. Uzyskała odpowiedź, że jesteśmy grupą polską. I jako grupa z Polski, powinniśmy wiedzieć, co robią inni członkowie grupy z Polski. Co więcej, powinniśmy za nich odpowiadać – bo grupa to grupa.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Mocno podirytowana, stwierdziłam, iż studentki nie wiedziały, iż istnieje konieczność uzyskiwania jakichkolwiek pozwoleń, bo w Polsce nie ma tego zwyczaju. Jak można było się tego spodziewać, usłyszałam: Jesteście w Wietnamie. Skoro zaś jesteście w Wietnamie, musicie przestrzegać reguł wietnamskich. Gdy będziecie w Polsce, możecie postępować po polsku. A tu jest Wietnam – i to kończy dyskusję.&lt;/p&gt;    &lt;p class="MsoNormal"&gt;Cały smaczek owej konkluzji thầy Chínha tkwi w tym, iż owe „wietnamskie reguły”, do których mamy się stosować – nie są regułami wyeksplikowanymi. To nie jest tak, jak w Polsce, kiedy to prowadzący zajęcia ustala mniej lub bardziej klarowne reguły, których studenci powinni przestrzegać, aby zaliczyć zajęcia. W naszej wietnamskiej szkole, całość ustaleń dotyczących zajęć sprowadzała się do kwestii terminów i godzin, padły też jakieś ogólniki na temat egzaminu. Kwestia nieobecności nie była w ogóle poruszana. Słowem, powinniśmy niejako z natury wiedzieć, jak się w tej kwestii zachować – bo jest to sprawa oczywista, element powszechnie podzielanej wiedzy potocznej. Co więcej, nie zostały – również dzisiaj – określone żadne formalne sankcje za nieodpowiednie zachowanie w kwestii nieobecności. Najpoważniejszą sankcją jest to, że thầy Chính się wnerwił. &lt;/p&gt;    &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;O czym to wszystko świadczy? Relacja nauczyciel – uczeń wydaje się tu być relacją osobową, w małym stopniu sformalizowaną. Stąd kontrola społeczna opiera się w dużym stopniu na sankcjach emocjonalnych. U nas oczekuje się raczej wykluczenia emocji; nauczyciel – a już z pewnością nauczyciel akademicki - może uczniowi nie przestrzegającemu wymogów postawić zły stopień; raczej nie będzie mu robił wyrzutów. W Wietnamie zaś -&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;przerabiając ćwiczenia z podręcznika często natrafiamy na zdania typu: Nauczyciel nie lubi ucznia, bo uczeń jest samolubny i zarozumiały. (Nie widziałam do tej pory rzecz jasna zdania: uczeń nie lubi nauczyciela &lt;span style="font-family:Wingdings;"&gt;&lt;span style=""&gt;:-&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;) ).&lt;/p&gt;    &lt;p class="MsoNormal"&gt;Relacja ta jest również w oczywisty sposób hierarchiczna; „u nas” też zresztą ma ona hierarchiczny charakter. Jednakże, „u nas”, jak w przypadku każdej władzy, także i przy władzy nauczycielskiej wskazuje się na konieczność ograniczeń jej potencjalnie absolutystycznego charakteru. Istnieją rozmaite regulaminy i rozporządzenia, określające ramy działania wszystkich stron. Jeśli regulamin zezwala studentom na dwie nieobecności, nauczyciel nie ma prawa im owych nieobecności odmawiać. Z drugiej strony, nauczyciel jest formalnie zobowiązany do obecności na zajęciach, i jego niezapowiedziana absencja jest postrzegana jako coś niewłaściwego. Tutaj zaś, tego rodzaju ograniczenia władzy nauczyciela nad uczniem nie istnieją. Słowem, szkoła nie przeszła procesu weberowskiej racjonalizacji, gdzie nauczyciel staje się pewnego rodzaju urzędnikiem, działającym w ramach obowiązujących przepisów.&lt;/p&gt;    &lt;p class="MsoNormal"&gt;Przed przyjazdem do Wietnamu, nigdy nie sądziłam, że będę tęsknić za ową formalną biurokratyzacją Zachodu; za istnieniem określonych reguł działania, reguł, w których wszyscy aktorzy są na pewnym fundamentalnym poziomie równi. Tak, tęsknie za swoistą bezosobowością Zachodu – za ideą, nie zrealizowaną do końca, ale obecną „u nas” tysiąc razy mocniej niż w Wietnamie - że rację w dyskusji ma ten, którego argumenty są bardziej przekonywające, nie zaś ten, którego pozycja w hierarchii jest wyższa. „U nas” nie do pomyślenia jest instytucja społeczna, w którym jedna strona z racji swojej zwierzchniej pozycji ma całkowity monopol na władzę, prawdę i moralną wyższość. No, może poza Kościołem katolickim z chwalebnym wyjątkiem niektórych zakonów &lt;span style="font-family:Wingdings;"&gt;&lt;span style=""&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; Całkiem możliwe, że&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;idealizuję ten aspekt Zachodu – tak jednakże jawi się on z wietnamskiej perspektywy. &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-6818189748142119826?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/6818189748142119826/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=6818189748142119826' title='4 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/6818189748142119826'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/6818189748142119826'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/03/szkoa-2.html' title='Szkoła 2'/><author><name>Grażyna Szymańska-Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02628987365664057993</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-8748397250762032750</id><published>2008-03-16T00:12:00.000-07:00</published><updated>2008-03-16T07:39:26.176-07:00</updated><title type='text'>Kuala Lumpur 4 - przyroda</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Rośliny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Roślinność w Kuala Lumpur na pierwszy rzut oka wydaje się być podobna do tej z Hanoi - wśród drzew dominują różnego rodzaju palmy, w tym bananowce. Na temat drugiego rzutu ciężko jest mi się wypowiadać, bo nie mam wykształcenia botanicznego. Może ktoś lepiej znający się na rzeczy oceni na podstawie załączonych zdjęć drzew. Ja zauważam raczej to, że z powodu dużej temperatury i wilgotności roślinność jest bardzo bujna. Zieleń jest tak intensywna jakby ktoś ją w Photoshopie poprawił (żeby nie było - wszystkie zdjęcia są oryginalne, bez retuszowania :) ).&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zRCjxMbQI/AAAAAAAAAqc/tF1iiiemwyY/s1600-h/PICT0048+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zRCjxMbQI/AAAAAAAAAqc/tF1iiiemwyY/s400/PICT0048+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178243513460747522" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zRCzxMbSI/AAAAAAAAAqs/IHaUgikENaI/s1600-h/PICT0415+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zRCzxMbSI/AAAAAAAAAqs/IHaUgikENaI/s400/PICT0415+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178243517755714850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zRDDxMbTI/AAAAAAAAAq0/8r0pFwe_Vxw/s1600-h/PICT0417+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zRDDxMbTI/AAAAAAAAAq0/8r0pFwe_Vxw/s400/PICT0417+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178243522050682162" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-f864f4bd15e10ae9" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v9.nonxt3.googlevideo.com/videoplayback?id%3Df864f4bd15e10ae9%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D557E5C93FDE62DA0B9D69758B171B3766CDD162C.65E2B094D319EA3B819A28DF77CEDBEBAD1C1329%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Df864f4bd15e10ae9%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3Djj8rpP6HT0nA2bOwqVTBawL69Y8&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v9.nonxt3.googlevideo.com/videoplayback?id%3Df864f4bd15e10ae9%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D557E5C93FDE62DA0B9D69758B171B3766CDD162C.65E2B094D319EA3B819A28DF77CEDBEBAD1C1329%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Df864f4bd15e10ae9%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3Djj8rpP6HT0nA2bOwqVTBawL69Y8&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Miłym elementem było to, że w środku miasta, naokoło wieży telewizyjnej, znajdował się rozległy park z dobrymi oznaczeniami i jasno wytyczoną ścieżką. Trochę nas zaniepokoiły tabliczki o możliwości napotkania niebezpiecznych zwierząt jak skorpion czy skolopendra, ale żadnego nie zauważyliśmy. Zresztą pewnie z nimi jest jak z ciężarówkami podczas jazdy motorem - też nie chcą konfrontacji z tobą.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zcojxMboI/AAAAAAAAAtc/bzWffDUtx38/s1600-h/PICT0277+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zcojxMboI/AAAAAAAAAtc/bzWffDUtx38/s400/PICT0277+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178256260923682434" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Zwierzęta&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Drugiego dnia pobytu poszliśmy do ogrodu zoologicznego dla ptaków zwanego Bird's Park. Bilety kosztowały relatywnie dużo: 35 RN (27 zł) za osobę, ale warto było. Ogród składał się z około 7 sektorów otoczonych siatką i oddzielonych podwójnymi drzwiami, stanowiącymi swego rodzaju śluzę zapobiegającą przedostawaniu się ptaków z jednej części do drugiej. Większość ptaków chodziła bądź latała sobie w swoich sektorach, choć niektóre były w klatkach - w tym niestety orły, którym przydałoby się więcej przestrzeni. I tak jednak warunki w klatkach sprawiały lepsze wrażenie niż np. w&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Grutas_Park"&gt; Grutas Park&lt;/a&gt; na Litwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pierwszym sektorze znajdowały się różne małe ptaki. Niektóre z nich chętnie siadały ludziom na głowach i rękach i sprawiały bardzo sympatyczne wrażenie:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zSXzxMbUI/AAAAAAAAAq8/lgjAyJq-apc/s1600-h/PICT0085+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zSXzxMbUI/AAAAAAAAAq8/lgjAyJq-apc/s400/PICT0085+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178244978044595522" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;A oprócz tego potrafiły się wkurzyć za niemożność zabrania obrączki i podziobać do krwi:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zTrzxMblI/AAAAAAAAAtE/fzd1AXnwbKk/s1600-h/PICT0194+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zTrzxMblI/AAAAAAAAAtE/fzd1AXnwbKk/s400/PICT0194+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178246421153607250" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Sam ogród był bardzo ładny:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zS5TxMbZI/AAAAAAAAArk/NiIwhoUl3CM/s1600-h/PICT0108+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zS5TxMbZI/AAAAAAAAArk/NiIwhoUl3CM/s400/PICT0108+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178245553570213266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zS5jxMbaI/AAAAAAAAArs/aM2JD_hfPxw/s1600-h/PICT0110+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zS5jxMbaI/AAAAAAAAArs/aM2JD_hfPxw/s400/PICT0110+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178245557865180578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zSXzxMbVI/AAAAAAAAArE/pqbmNdrBGVw/s1600-h/PICT0086+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zSXzxMbVI/AAAAAAAAArE/pqbmNdrBGVw/s400/PICT0086+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178244978044595538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Różne ptaki:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zS5zxMbdI/AAAAAAAAAsE/PXho9d0oQLQ/s1600-h/PICT0147+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zS5zxMbdI/AAAAAAAAAsE/PXho9d0oQLQ/s400/PICT0147+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178245562160147922" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zSYDxMbWI/AAAAAAAAArM/La3P_QZ9eZc/s1600-h/PICT0089+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zSYDxMbWI/AAAAAAAAArM/La3P_QZ9eZc/s400/PICT0089+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178244982339562850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zSYTxMbYI/AAAAAAAAArc/vs2r9L5pDBA/s1600-h/PICT0106+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zSYTxMbYI/AAAAAAAAArc/vs2r9L5pDBA/s400/PICT0106+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178244986634530178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zSYTxMbXI/AAAAAAAAArU/_aba2v7S_HY/s1600-h/PICT0099+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zSYTxMbXI/AAAAAAAAArU/_aba2v7S_HY/s400/PICT0099+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178244986634530162" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zTrjxMbiI/AAAAAAAAAss/R8JLy5gUoVs/s1600-h/PICT0172+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zTrjxMbiI/AAAAAAAAAss/R8JLy5gUoVs/s400/PICT0172+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178246416858639906" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ten ptak sztywnością przypomina papugę z Monty Pythona&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zTSDxMbeI/AAAAAAAAAsM/VAg6PPBgIxs/s1600-h/PICT0150+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zTSDxMbeI/AAAAAAAAAsM/VAg6PPBgIxs/s400/PICT0150+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178245978771975650" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przeganianie konkurenta, paw bardziej zwracał uwagę na niego...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zcnTxMbmI/AAAAAAAAAtM/xiIPyBjIJVw/s1600-h/PICT0139+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zcnTxMbmI/AAAAAAAAAtM/xiIPyBjIJVw/s400/PICT0139+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178256239448845922" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;...niż na samicę&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zTrjxMbjI/AAAAAAAAAs0/Ji4zXtn56Pg/s1600-h/PICT0175+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zTrjxMbjI/AAAAAAAAAs0/Ji4zXtn56Pg/s400/PICT0175+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178246416858639922" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Długo trwało zanim paw zechciał odwrócić się do nas przodem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zTSTxMbfI/AAAAAAAAAsU/rYxkVHhPfc0/s1600-h/PICT0153+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zTSTxMbfI/AAAAAAAAAsU/rYxkVHhPfc0/s400/PICT0153+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178245983066942962" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wylęgarnia dla ptaków&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zTSTxMbgI/AAAAAAAAAsc/EvBDpKG_jDg/s1600-h/PICT0163+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zTSTxMbgI/AAAAAAAAAsc/EvBDpKG_jDg/s400/PICT0163+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178245983066942978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-9a0c470a37e1da08" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v18.nonxt8.googlevideo.com/videoplayback?id%3D9a0c470a37e1da08%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D4755486A90166A3157FE40EF6ABF7B6881588A0B.2964E77247E3744F68C9E84A13A34CC24213358C%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D9a0c470a37e1da08%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DXYezycZEqDThOZw2tC3o99jMK5E&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v18.nonxt8.googlevideo.com/videoplayback?id%3D9a0c470a37e1da08%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D4755486A90166A3157FE40EF6ABF7B6881588A0B.2964E77247E3744F68C9E84A13A34CC24213358C%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D9a0c470a37e1da08%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DXYezycZEqDThOZw2tC3o99jMK5E&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieplanowaną atrakcją były małpy. Pierwszy raz zobaczyliśmy je koło ogrodu dla ptaków, na ścieżce między poszczególnymi sektorami. Potem się okazało, że wykorzystawszy dziurę w poszyciu jednego z sektorów przeszły też na teren samego ogrodu. Małpy sprawiały wrażenie bardzo ludzkie - ten sposób poruszania się, używania rąk. Głównie bawiły się między sobą bądź próbowały zwrócić na siebie naszą uwagę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zS5jxMbbI/AAAAAAAAAr0/T1SU1SczvZs/s1600-h/PICT0122+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zS5jxMbbI/AAAAAAAAAr0/T1SU1SczvZs/s400/PICT0122+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178245557865180594" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zdnzxMbpI/AAAAAAAAAtk/JzPhxHGKs3M/s1600-h/PICT0299+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zdnzxMbpI/AAAAAAAAAtk/JzPhxHGKs3M/s400/PICT0299+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178257347550408338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Małpy w parku koło wieży telewizyjnej&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-a4996100eb494ce7" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v12.nonxt5.googlevideo.com/videoplayback?id%3Da4996100eb494ce7%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D22867C86A90806C3C2CF06AF25A7438C340A20E1.18036C4FE1B236DD16FBBA217582F566BB39551A%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Da4996100eb494ce7%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3Da0k_FNTJkFDXBfZW_iHMDegfqjM&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v12.nonxt5.googlevideo.com/videoplayback?id%3Da4996100eb494ce7%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D22867C86A90806C3C2CF06AF25A7438C340A20E1.18036C4FE1B236DD16FBBA217582F566BB39551A%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Da4996100eb494ce7%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3Da0k_FNTJkFDXBfZW_iHMDegfqjM&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Małpy koło Bird's Park&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Małpki zajmowały się też grzebaniem w śmietniku.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zS5jxMbcI/AAAAAAAAAr8/Kw784pxrzNg/s1600-h/PICT0128+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zS5jxMbcI/AAAAAAAAAr8/Kw784pxrzNg/s400/PICT0128+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178245557865180610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zdpjxMbqI/AAAAAAAAAts/Jyq7aXRILio/s1600-h/PICT0302+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zdpjxMbqI/AAAAAAAAAts/Jyq7aXRILio/s400/PICT0302+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178257377615179426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czteroliterowy skrót nie dotyczy chyba policji, choć kto wie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-782a807ab22670a2" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v15.nonxt5.googlevideo.com/videoplayback?id%3D782a807ab22670a2%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D20E5C6B879E51717D2DCF4C065C53E2E730C534.1E1329609E6FC597E6FEAD60C9854C8DB4AA66A1%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D782a807ab22670a2%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DPiC-dWRMNZ2d9J4zCgzcDBJm0No&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v15.nonxt5.googlevideo.com/videoplayback?id%3D782a807ab22670a2%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D20E5C6B879E51717D2DCF4C065C53E2E730C534.1E1329609E6FC597E6FEAD60C9854C8DB4AA66A1%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D782a807ab22670a2%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DPiC-dWRMNZ2d9J4zCgzcDBJm0No&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Małpia zabawa w kosza&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zdwTxMbrI/AAAAAAAAAt0/5r8cVFjsF9Q/s1600-h/PICT0312+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zdwTxMbrI/AAAAAAAAAt0/5r8cVFjsF9Q/s400/PICT0312+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178257493579296434" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jakiś wolno żyjący gryzoń&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Widzieliśmy potem sklep ze zwierzętami. Biednie wyglądały te psy zamknięte w takich klatkach, choć chyba nie zmniejszało to obrotów sklepu.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zRCzxMbRI/AAAAAAAAAqk/AIIENK0GNGM/s1600-h/PICT0205+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zRCzxMbRI/AAAAAAAAAqk/AIIENK0GNGM/s400/PICT0205+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178243517755714834" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zcnzxMbnI/AAAAAAAAAtU/O5sw9eeQXmA/s1600-h/PICT0203+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zcnzxMbnI/AAAAAAAAAtU/O5sw9eeQXmA/s400/PICT0203+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178256248038780530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więcej zdjęć na: &lt;a href="http://picasaweb.google.pl/g.szymanska/Przyroda"&gt;http://picasaweb.google.pl/g.szymanska/Przyroda&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-8748397250762032750?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=782a807ab22670a2&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=9a0c470a37e1da08&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=a4996100eb494ce7&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=f864f4bd15e10ae9&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/8748397250762032750/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=8748397250762032750' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/8748397250762032750'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/8748397250762032750'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/03/kuala-lumpur-4.html' title='Kuala Lumpur 4 - przyroda'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9zRCjxMbQI/AAAAAAAAAqc/tF1iiiemwyY/s72-c/PICT0048+%28Large%29.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-2044152992835556653</id><published>2008-03-08T20:56:00.000-08:00</published><updated>2008-03-13T10:15:38.538-07:00</updated><title type='text'>Przedmieścia 1</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=";font-family:times new roman;font-size:130%;"  &gt;(Tu mówi Grażyna:)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:times new roman;font-size:130%;"  &gt;Biorąc pod uwagę podstawowe dane, jak liczba mieszkańców i powierzchnia, Hanoi jawi się jako całkiem spory ośrodek miejski. W porównaniu z Warszawą, Hanoi ze swoimi 3,4 milionami mieszkańców (moje rodzinne miasto - jedynie 1,7 miliona) i 920 km kwadratowych powierzchni (Warszawa - 512 km2), wypada całkiem imponująco. Myliłby się jednak ten, który spodziewałby się odnaleźć w stolicy Wietnamu rozległe miasto z licznymi osiedlami domów wielorodzinnych czy wysoką zabudową. Otóż, sekret imponującego rozmiaru Hanoi tkwi w tym, iż do administracyjnego obszaru miasta włączone są rozległe obszary wiejskie. Oprócz dziewięciu dzielnic wewnętrznych, które zasadniczo - choć z pewnymi wyjątkami - wyglądają miejsko, do Hanoi przynależy również 5 tak zwanych huyện - dzielnic zewnętrznych, które z miejską przestrzenią nie mają nic, a nic wspólnego, a składają się po prostu ze zbioru wsi i centralnego ośrodka administracyjnego. Jadąc po terenie owych huyện, można zobaczyć drogowskazy w rodzaju "&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Hà Nội 15 km". &lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:times new roman;font-size:130%;"  &gt;Przy czym to właśnie tereny huyện zajmują większość ogólnej powierzchni miasta. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:times new roman;font-size:130%;"  &gt;Słowem, dokonano sprytnego zabiegu administracyjnego - albowiem w rzeczywistości miejskie tereny zajmują w Hanoi dość niewielką powierzchnię. Jak wynika z opisu Janka poniżej - wystarczy od ścisłego centrum miasta, w którym mieszkamy, oddalić się motorkiem na jakieś 15 minut odległości, aby znaleźć się w zupełnie innym otoczeniu:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;We wtorek wieczorem postanowiliśmy zobaczyć, jak wygląda Hanoi po drugiej stronie Rzeki Czerwonej. Wyruszyliśmy z domu, gdy było już po zmroku i wkrótce wjechaliśmy na most Long Biên, przeznaczony tylko dla pociągów i jednośladów.  Jechaliśmy po pasie o szerokości może 3,5 m, mając czarną toń rzeki po lewej stronie i pędzący pociąg pełen białasów po prawej. Gdy most się skończył, odbiliśmy w lewo. Miejskie zabudowania wkrótce się skończyły i jechaliśmy ciemną asfaltową drogą położoną na wale przeciwpowodziowej, widząc po lewej stronie czarną rzekę a po prawej budynki w oddali. Co jakiś czas omiatał nas blask świateł jadącej z naprzeciwka ciężarówki. Powietrze było zimne i świeże, a nad głowami zobaczyliśmy gwiazdy, Orion świecił wyraźnie, gwiazda której w zasnutym smogiem Hanoi trudno jest dostrzec. Tereny po których jechaliśmy były słabo zaznaczone na mapie, i w pewnym momencie zatrzymaliśmy się przy posterunku policji. Wtedy pojawił się jakiś podpity Wietnamczyk i zaczął zagadywać do nas. Widząc, że chcemy jechać dalej, ostrzegł mnie, żebym nie wiózł dziewczyny po tak kiepskiej drodze. Zignorowaliśmy jego zalecenie i ruszyliśmy dalej. Mieliśmy mało benzyny, dlatego zdecydowaliśmy się zrobić pętlę i powrócić do Hanoi drugim mostem. Pobłądziliśmy jednak, gdyż ulica, którą chcieliśmy jechać, nie była prostym odcinkiem tylko skomplikowaną strukturą złożoną z wielu bocznych uliczek. Błądziliśmy  wśród rozległych zakładów koncernu naftowego  Petronimex widząc majaczące w ciemności dźwigi, zbiorniki i wieżyczki strażnicze, aż w końcu dotarliśmy do ślepego zaułka z wielkim socrealistycznym plakatem namalowanym na murze naprzeciwko. Cofnęliśmy się i w końcu dojechaliśmy do stacji benzynowej. Zatankowaliśmy, ale najpierw nie chcieli od nas pieniędzy 30.000đ (4,5 zł) za bak benzyny, a potem właściciel zaproponował mi wymianę żon, na co się oczywiście nie zgodziłem :). Po chwili rozmowy pojechaliśmy dalej. Po drodze mijaliśmy liczne, oświetlone na czerwonoróżowo burdele, czasem określane jako "Nhà Nghỉ" (dom odpoczynku), a czasem kryjące się pod szyldem "Karaoke". Wróciliśmy bez przeszkód przez most Chương Dương. Miłe to było. Coś było pociągającego w owych przedmieściach: świeże (no, powiedzmy) powietrze, przestrzeń, ciszej nieco - i ludzie inni, zadziwieni naszą obecnością - a nie traktujący nas jak chodzące portfele.&lt;br /&gt;Zachęceni ciekawą wyprawą pojechaliśmy wczoraj na piknik, który najlepiej niech opisze Grażyna:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;p style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=";font-family:Times New Roman;font-size:130%;"  &gt;"Wczoraj, dnia 8 marca, wyruszyliśmy na planowaną wycieczkę. Najpierw  jednak trzeba było coś zjeść. Udaliśmy się do bun cha na Hàng  Mành, ale tłok nas zniechęcił – i tak trafiliśmy do skoligaconej  z nią bun cha na Đường Thanh. Okazało się, że tam jest smaczniej,  a cena ta sama (choć nie dało się pani wytłumaczyć, że chcemy  tylko kotleciki, a nie tłuste skwarki). Całkiem zadowoleni, pojechaliśmy  do piekarni na phố Huế, wypróbowanej kiedyś przez Janka, aby zaopatrzyć  się w zapasy na piknik. Piekarnia jest rewelacyjna; imituje europejską  piekarnię plus sklep z „europejskimi” produktami. Można dostać  dobry(!), na poły ciemny (!), chleb z ziarnami (!), za jedynie 18  tysięcy (!!!). Kupiliśmy też serek „krówka śmieszka”, masło  w opakowaniach jednorazowych i dwa małe francuskie dżemy, i jakieś  ciastka... Pycha. Ale oczywiście potrzebny nam był jeszcze nóż.  Zajechaliśmy więc do centrum handlowego Tràng Tiền, gdzie nabyliśmy  tenże plus dwie maseczki do jazdy na motorze (okazały się dziadowskie  – nie przepuszczały powietrza i nie dało się w tym jechać) oraz  puszkę oliwek. Full wypas. No i w końcu – a była już 1:15 –  wyruszyliśmy.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OAzjxMamI/AAAAAAAAAlU/qu39huCBDyM/s1600-h/PICT0018+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OAzjxMamI/AAAAAAAAAlU/qu39huCBDyM/s400/PICT0018+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175622020042091106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center; font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Wjazd na ekskluzywne osiedle mieszkaniowe koło mostu &lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:Times New Roman;font-size:130%;"  &gt;Thăng  Long&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=";font-family:Times New Roman;font-size:130%;"  &gt;Pojechaliśmy z rozmachem do  trasy prowadzącej nad rzeką, i pruliśmy przed siebie Âu Cơ i jej  przedłużeniem. Po jakimś czasie zaczął rysować się most Thăng  Long, którym mieliśmy przejechać. Nie zrobiłam zdjęcia, bo trudno  to było ująć, ale widok był imponujący! Most jest niesamowicie  wysoki, dwupoziomowy – na dole jedzie pociąg, na górze samochody.  Mieliśmy problem z wjechaniem na niego – wjazd był daleko od wybrzeża,  chwilę pobłądziliśmy. Janek sunął nawet 60 km na godzinę. No  i tak sobie pojechaliśmy, niby zgodnie z planem – skręciliśmy z  trasy w lewo. A potem błądziliśmy i błądziliśmy &lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:Wingdings;font-size:130%;"  &gt;J&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:Times New Roman;font-size:130%;"  &gt; Wokół nas najpierw widniały jakieś  fabryki, zakłady, industrialna budowa. Ale była to – w przeciwieństwie  do tego, z czym mamy do czynienia na co dzień – zabudowa luźna. Widać  było przestrzeń! A nawet – zieleń, głównie w postaci ryżowisk  i bananowców wyrastających tu i ówdzie. Domy zbudowane w pewnym odstępie  od siebie, niższe i szersze. Mnóstwo pyłu i dymu, brudno. A  że dziś wilgotność była spora, wszędzie rozpościerała się brudnawa  mgła. Pomiędzy zakłady i przemysłowe budynki powciskane były ryżowe  poletka. Niektóre całkiem zalane wodą, z innych wyrastały już bujne  żywozielone kłosy. Widzieliśmy mnóstwo pracujących ludzi. Taki  typowy widoczek – pochylony człowieczek w jasnym trójkątnym kapeluszu  na tle zalanego wodą pola. Było też sporo krów, a także pojawiały  się bawoły! Nastawiłam się na robienie zdjęć tym drugim. Droga  była dość zapchana pojazdami, sporo ciężarówek mijaliśmy –  w końcu to dość zindustrializowana okolica. Kiedy zatrzymywaliśmy  się na chwilę, ludzie gapili sie na nas tak, jak można by było tego  oczekiwać – ot, Murzyni zaplątani gdzieś między Zielonką a Kobyłką.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OBcjxManI/AAAAAAAAAlc/KOpOgiXK9KQ/s1600-h/PICT0032+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OBcjxManI/AAAAAAAAAlc/KOpOgiXK9KQ/s400/PICT0032+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175622724416727666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OCGjxMapI/AAAAAAAAAls/NNzGd5ei5ZI/s1600-h/PICT0047+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OCGjxMapI/AAAAAAAAAls/NNzGd5ei5ZI/s400/PICT0047+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175623445971233426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OCJTxMaqI/AAAAAAAAAl0/2jEPodeAczM/s1600-h/PICT0049+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OCJTxMaqI/AAAAAAAAAl0/2jEPodeAczM/s400/PICT0049+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175623493215873698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OBoDxMaoI/AAAAAAAAAlk/G48aYxeBGoE/s1600-h/PICT0043+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OBoDxMaoI/AAAAAAAAAlk/G48aYxeBGoE/s400/PICT0043+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175622921985223298" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=";font-family:Times New Roman;font-size:130%;"  &gt;No i zabłądziliśmy – wiedzieliśmy,  że aby dojechać do „jeziora”, zaznaczonego na mapie, powinniśmy  gdzieś odbić w lewo. Wprawdzie zdawaliśmy sobie sprawę, że owo  jezioro będzie dość syfnym zbiornikiem (jaki inny może być w tak  brudnej okolicy), ale zawsze lepiej posiedzieć nad wodą, niż na środku  drogi. Odbijaliśmy więc „na ślepo” w jakieś polne drogi, co  kończyło się tym, że dojeżdżaliśmy do jakichś gospodarstw i  na tym – plus kilku zdziwionych spojrzeniach miejscowych – się  kończyło. W końcu wjechaliśmy w pewną szeroką, asfaltową drogę,  która jednak rychło się skończyła – dalej biegła jedynie wąska,  piaszczysta ścieżka. Janek – wbrew moim obiekcjom– zdecydował  się nią pojechać. No i już wkrótce wywaliliśmy się na zakręcie,  tyle było piachu (ale przynajmniej nie wpadliśmy do rowu). Miejscowi  chłopcy mieli z nas wiele uciechy. Otrzepaliśmy się, i Janek zdecydował,  że jedziemy tą dróżką dalej – ja stwierdziłam, że okej, nie  wierzę, aby to miało sens, ale jest śmiesznie przynajmniej :-)&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:Times New Roman;font-size:130%;"  &gt;  Mijaliśmy co chwila zdumionych ludzi, aż w końcu, jakimś cudem,  dojechaliśmy do asfaltowej drogi.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-24edeb913ded5a65" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v19.nonxt7.googlevideo.com/videoplayback?id%3D24edeb913ded5a65%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D81A4475B85C086931218C6FE5A869E053A875AA1.83D030A4D3C30368410FE838A742A87BCBEBC242%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D24edeb913ded5a65%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DQgwA9wK6e0HaslxUnpTqC42q_kQ&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v19.nonxt7.googlevideo.com/videoplayback?id%3D24edeb913ded5a65%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D81A4475B85C086931218C6FE5A869E053A875AA1.83D030A4D3C30368410FE838A742A87BCBEBC242%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D24edeb913ded5a65%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DQgwA9wK6e0HaslxUnpTqC42q_kQ&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=";font-family:Times New Roman;font-size:130%;"  &gt;Podążając nią, dotarliśmy w  końcu do „jeziora”. Okazało się ono być rzeczywiście zbiornikiem  brudnym (przy śluzie oddzielającej od siebie fragmenty jeziora, widniała tabliczka: hồ &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;sâu&lt;/span&gt; cấm tắm – jezioro złe, zakaz kąpieli),   ale wcale nie brzydkim i nie śmierdzącym. Początkowo zatrzymaliśmy się na jakimś prowizorycznym boisku, gdzie opadła  nas kupa dzieciaków. Podjechaliśmy nieco dalej i zrobiliśmy sobie  piknik pod małym sadem palmowym (chyba były to kokosy, ale głowy  nie dam). Było zdecydowanie ciepło (siedziałam w bluzce na ramiączkach)  i bardzo miło. Jakiś rybak pływał sobie łódką tuż obok nas,  a z tyłu – ale z pewnego oddalenia – pokrzykiwały coś dzieciaki.  Spałaszowaliśmy chlebek – bardzo dobry, z serkiem, oliwkami i dżemem.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OEZzxMazI/AAAAAAAAAm4/FuUQMp_tfcE/s1600-h/PICT0058+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OEZzxMazI/AAAAAAAAAm4/FuUQMp_tfcE/s400/PICT0058+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175625975706970930" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;Chleb!!!&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OCqzxMauI/AAAAAAAAAmQ/rsTuPYB_6Qo/s1600-h/PICT0057+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OCqzxMauI/AAAAAAAAAmQ/rsTuPYB_6Qo/s400/PICT0057+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175624068741491426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;Piknik&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OEdDxMa1I/AAAAAAAAAnI/ZlnOehU3IJY/s1600-h/PICT0083+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OEdDxMa1I/AAAAAAAAAnI/ZlnOehU3IJY/s400/PICT0083+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175626031541545810" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;Krowy nad jeziorem&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OFWTxMa2I/AAAAAAAAAnQ/AAInKPQ_HEY/s1600-h/PICT0085+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OFWTxMa2I/AAAAAAAAAnQ/AAInKPQ_HEY/s400/PICT0085+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175627015089056610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;Gaj&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=";font-family:Times New Roman;font-size:130%;"  &gt;  Po jakiejś godzinie zmyliśmy się, aby wracać inną drogą. Nie obyło  się bez błądzenia, a nawet pytania o drogę.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OJ0TxMbFI/AAAAAAAAApI/qAdWnEp1dtg/s1600-h/PICT0104+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OJ0TxMbFI/AAAAAAAAApI/qAdWnEp1dtg/s400/PICT0104+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175631928531643474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;Pasterz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=";font-family:Times New Roman;font-size:130%;"  &gt; Zwiedziliśmy jeszcze  przydrożny cmentarz, na którym spokojnie pasły się duży bawół  i mała krowa. Wyglądało to doprawdy pięknie, Janek stwierdził,  że bawoły wyglądają jak z powieści fantasy (wyjaśnienie Janka: trochę tak, jakby ktoś kreując świat fantastyczny chciał umieścić jakiś odpowiednik krowy, ale nie potrafił wymyślić nic bardzo oryginalnego)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OH9TxMbBI/AAAAAAAAAoo/hQZTr6j4DbA/s1600-h/PICT0126+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OH9TxMbBI/AAAAAAAAAoo/hQZTr6j4DbA/s400/PICT0126+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175629884127210514" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OT9DxMbNI/AAAAAAAAAqE/JOdpIDwnPPQ/s1600-h/PICT0112+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OT9DxMbNI/AAAAAAAAAqE/JOdpIDwnPPQ/s400/PICT0112+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175643073971776722" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OFYTxMa3I/AAAAAAAAAnY/UXHY6iJhY_8/s1600-h/PICT0110+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OFYTxMa3I/AAAAAAAAAnY/UXHY6iJhY_8/s400/PICT0110+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175627049448794994" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=";font-family:Times New Roman;font-size:130%;"  &gt;Wróciliśmy przez  huyện Đông Anh, mostami Cầu  Duống i Cầu Chương Dương. I gdy znowu zaczęło robić się miejsko,  upewniłam się w tym, że lubię przedmieścia. Choć w zasadzie trudno powiedzieć, czemu. W huyện Đông Anh nie było specjalnie ładnie: zanieczyszczenie jak na Górnym Śląsku, płasko jak na Mazowszu, żadnych lasów, woda niezdatna do kąpieli. Chyba wystarczyło to, że wokół nas pojawiło sie choć troche wolnej przestrzeni, której w centrum Hanoi bardzo brakuje. No i również to, iż otoczenie, w którym wczoraj przebywaliśmy było jakoś takie niespreparowane, kompletnie nieturystyczne, nienachalne. Autentyczne, słowem :-) Nikt nie próbował nam nic sprzedać, ludzie zajmowali siê tu własnymi sprawami, białas był dla nich swoistą atrakcją, na którą reagowali dość życzliwym zainteresowaniem, a nie potencjalnym źródłem dochodu. Co za ulga.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=";font-family:Times New Roman;font-size:130%;"  &gt;"&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OQxzxMbKI/AAAAAAAAApw/M_Y9Cmsq8d8/s1600-h/PICT0135+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OQxzxMbKI/AAAAAAAAApw/M_Y9Cmsq8d8/s400/PICT0135+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175639582163365026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;Facet z jajami&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9ORMDxMbLI/AAAAAAAAAp4/rppb8UKCKiY/s1600-h/PICT0140+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9ORMDxMbLI/AAAAAAAAAp4/rppb8UKCKiY/s400/PICT0140+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175640033134931122" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;Facet z mieczykami&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OH9zxMbCI/AAAAAAAAAow/ihKPFFY4i2c/s1600-h/PICT0134+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OH9zxMbCI/AAAAAAAAAow/ihKPFFY4i2c/s400/PICT0134+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175629892717145122" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;W dymie z wypalanych traw&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OH-jxMbDI/AAAAAAAAAo4/_Fsh-E570SY/s1600-h/PICT0149+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OH-jxMbDI/AAAAAAAAAo4/_Fsh-E570SY/s400/PICT0149+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175629905602047026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;Powrót do Hanoi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OIBTxMbEI/AAAAAAAAApA/k6hy3A3uuE8/s1600-h/PICT0156+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OIBTxMbEI/AAAAAAAAApA/k6hy3A3uuE8/s400/PICT0156+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175629952846687298" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;Pofrancuski most Long Bien (w nie najlepszej kondycji)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;Więcej zdjęć na &lt;a href="http://picasaweb.google.pl/g.szymanska/WycieczkaNaPrzedmieCia"&gt;http://picasaweb.google.pl/g.szymanska/WycieczkaNaPrzedmieCia&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/g.szymanska/WycieczkaNaPrzedmieCia"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-2044152992835556653?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=24edeb913ded5a65&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/2044152992835556653/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=2044152992835556653' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/2044152992835556653'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/2044152992835556653'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/03/przedmiecia-1.html' title='Przedmieścia 1'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9OAzjxMamI/AAAAAAAAAlU/qu39huCBDyM/s72-c/PICT0018+%28Large%29.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-3999611453625618120</id><published>2008-03-06T06:09:00.000-08:00</published><updated>2008-03-06T08:02:39.063-08:00</updated><title type='text'>Tết 2</title><content type='html'>W wigilię święta Tết, czyli nowego roku księżycowego, poszliśmy do pani Phương. Czekały tam na nas dwie Japonki, o których wspominałem w poprzednim poście.  Na kolację nasza gospodyni przygotowała lẩu - czyli gorący kociołek. Gotowanie szło sprawnie, zwłaszcza od kiedy okazało się, że Japonki rozumieją chińskie znaki na podgrzewaczu elektrycznym. Wrzucaliśmy kolejne rodzaje jedzenia, dowiedziałem się że nie należy próbować otwierać zamkniętej małży, bo skoro się nie otworzyła podczas gotowania to znaczy, że jest niejadalna. Potem pojechaliśmy na Bờ Hồ,  gdzie miały być fajerwerki, ale z powodu tłumów i zamknięcia części ulic dla pojazdów mieliśmy duże problemy z przejazdem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-3414152ccfca592b" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v10.nonxt3.googlevideo.com/videoplayback?id%3D3414152ccfca592b%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D3761C0840FC560215792F34E5F1F79E17D442EDE.4E7974D0B9E34DFFED2D29C294846CAAB80A1F52%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D3414152ccfca592b%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DP2YL4YW1UxygWXRk1cY1quIMGsE&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v10.nonxt3.googlevideo.com/videoplayback?id%3D3414152ccfca592b%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D3761C0840FC560215792F34E5F1F79E17D442EDE.4E7974D0B9E34DFFED2D29C294846CAAB80A1F52%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D3414152ccfca592b%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DP2YL4YW1UxygWXRk1cY1quIMGsE&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;W końcu udało nam się dotrzeć do domu, gdzie zostawiliśmy motor. Skierowaliśmy się na Bờ Hồ i po 5 minutach byliśmy na miejscu.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8__7gzWKEI/AAAAAAAAAi0/q6OJB9mBaQQ/s1600-h/PICT0248+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8__7gzWKEI/AAAAAAAAAi0/q6OJB9mBaQQ/s400/PICT0248+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5174635894754650178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8__8AzWKFI/AAAAAAAAAi8/U0d6VO21k0Y/s1600-h/PICT0249+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8__8AzWKFI/AAAAAAAAAi8/U0d6VO21k0Y/s400/PICT0249+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5174635903344584786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Widzieliśmy mnóstwo ludzi i trochę myszy, na szczęście głównie na obrazkach. Dało się zaobserwować przygotowane ofiary do spalenia:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9ABvAzWKHI/AAAAAAAAAjM/2uVrFdC5PKc/s1600-h/PICT0247+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9ABvAzWKHI/AAAAAAAAAjM/2uVrFdC5PKc/s400/PICT0247+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5174637879029540978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I sam moment palenia (po północy)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-dbfc89e52e493d2e" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v19.nonxt3.googlevideo.com/videoplayback?id%3Ddbfc89e52e493d2e%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D411450252A5227FE8666FE17DBC2D8FA54291057.7F467AED4EB7E58C99A964071F9AFD3C75720E25%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Ddbfc89e52e493d2e%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DWvpUjbTPjlmfMAk4SvktenXdujE&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v19.nonxt3.googlevideo.com/videoplayback?id%3Ddbfc89e52e493d2e%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D411450252A5227FE8666FE17DBC2D8FA54291057.7F467AED4EB7E58C99A964071F9AFD3C75720E25%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Ddbfc89e52e493d2e%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DWvpUjbTPjlmfMAk4SvktenXdujE&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Piękną rzeczą był startujący lampion. Podpięta pochodnia ogrzewa powietrze, co powoduje, że lampion leci do góry.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8__8QzWKGI/AAAAAAAAAjE/DIi6OevDpV8/s1600-h/PICT0254+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8__8QzWKGI/AAAAAAAAAjE/DIi6OevDpV8/s400/PICT0254+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5174635907639552098" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-7ae44bc8565f6585" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v14.nonxt2.googlevideo.com/videoplayback?id%3D7ae44bc8565f6585%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D2867D8A107B435AAC04F0B563464476CA166C18E.15C8AA781C79172C564D9AEF6993DA8690F087BD%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D7ae44bc8565f6585%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3D91zJNX6c84_O0fZ6MChiDQuBnig&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v14.nonxt2.googlevideo.com/videoplayback?id%3D7ae44bc8565f6585%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D2867D8A107B435AAC04F0B563464476CA166C18E.15C8AA781C79172C564D9AEF6993DA8690F087BD%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D7ae44bc8565f6585%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3D91zJNX6c84_O0fZ6MChiDQuBnig&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;O północy rozpoczęły się fajerwerki, a łączność komórkowa siadła zupełnie. Fajerwerki - całkiem pokaźne - skończyły się po kwadransie, z telefonu dało się normalnie korzystać po 2 godzinach, co było o tyle irytujące, że umówiliśmy się z naszą wietnamską koleżanką i nie mogliśmy się odnaleźć.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9AUiQzWKII/AAAAAAAAAjU/h9ZQRs1eWxo/s1600-h/PICT0263+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R9AUiQzWKII/AAAAAAAAAjU/h9ZQRs1eWxo/s400/PICT0263+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5174658550707136642" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróciliśmy do domu jako ostatni z domowników, a ja żałowałem tylko, że święto Tết nie jest obchodzone w Polsce, w związku z czym następnego dnia trzeba normalnie pracować.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-3999611453625618120?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=3414152ccfca592b&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=7ae44bc8565f6585&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=dbfc89e52e493d2e&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/3999611453625618120/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=3999611453625618120' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/3999611453625618120'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/3999611453625618120'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/03/tt-2_06.html' title='Tết 2'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8__7gzWKEI/AAAAAAAAAi0/q6OJB9mBaQQ/s72-c/PICT0248+%28Large%29.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-1263230043699879007</id><published>2008-03-01T19:16:00.000-08:00</published><updated>2008-03-03T09:17:45.861-08:00</updated><title type='text'>Różnice kulturowe 1</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Od kiedy przyjechałem do Hanoi, staram się uchwycić na czym polega różnica kulturowa między Polską a Wietnamem. Wietnam jest krajem znacznie starszym niż Polska, o ponad dwutysiącletniej tradycji. Pierwsze królestwa wietnamskie powstały w 3 wieku przed naszą erą. Bardzo silne piętno odcisnęły Chiny i konfucjanizm. Równocześnie Wietnam podlegał wpływom z południa i buddyzmowi, który najpierw przyszedł z Indii, a potem z Chin. Obecnie na kulturę wpływa dodatkowo westernizacja kraju i jego gwałtowny rozwój. Mieszkamy na północy, gdzie podobno jest inaczej niż na Południu, w Sajgonie. Pewne rzeczy udało mi się wyłapać i postaram się je przedstawić, choć raczej w formie konkretnych historii i hipotez niż gotowych wniosków, na które jest za wcześnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W wigilię święta Tết pojechaliśmy do pani Phương, gdzie zjedliśmy kolację z dwiema Japonkami: Aki i Haruną - studentkami wietnamistyki, które uczą się tego języka u pani Phương. Rozmowa toczyła się głównie po wietnamsku, gdyż tylko ja nie znałem tego języka, ale czasami też po angielsku, gdyż Japonki trochę tym językiem władały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wtedy zdumiała mnie jedna rzecz: jakże prości są Japończycy w kontakcie. Jakże łatwo się z nimi rozmawia, nawet gdy występuje pewna bariera językowa. Było w tych Japonkach coś bardzo swojskiego, czego nie czuje się u większości Wietnamczyków. Trudno uchwycić o co dokładnie chodzi, ale rozmowa z tymi Wietnamczykami, którzy nie byli nigdy w Europie i nie pracują w zachodnich korporacjach, jest zawsze sztywna. Człowiek ma wrażenie, że granice tego o czym można rozmawiać są ściśle określone i poza to się nie wyjdzie. Pamiętam moją rozmowę z pewną znajomą Wietnamką na temat kasków motorowych. Wspomniała, że kaski są problemem dla wietnamskich chłopców - bo psują im fryzurę. Odpowiedziałem, że w Polsce mężczyźni nie przywiązują aż takiej wagi do wyglądu zewnętrznego jak tutaj, i że sam byłem zdziwiony, gdy podczas przymierzania kasków sprzedawca podsuwał mi lusterko, abym zobaczył jak w nim wyglądam - mi wystarczało spojrzenie na kask z zewnątrz. Otrzymałem odpowiedź, że kaski są różne, bardziej i mniej rozbudowane, i można sobie dobrać. Nastąpiło zejście z tematu - rozmowa o różnicach kulturowych nie wchodziła najwyraźniej w grę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z Japonkami rozmawiało się inaczej. Powiedziałem, że oglądałem trochę anime, jak nagrodzony Oscarem &lt;a href="http://anime.tanuki.pl/strony/anime/24/rec/24"&gt;Spirited Away&lt;/a&gt; czy &lt;a href="http://anime.tanuki.pl/strony/anime/13/rec/13"&gt;Grobowiec Świetlików&lt;/a&gt;, i że moi znajomi oglądają więcej np. &lt;a href="http://anime.tanuki.pl/strony/anime/192/rec/1067"&gt;Hikaru no Go&lt;/a&gt;. Mogłem powiedzieć, że mają własny &lt;a href="http://www.blogger.com/www.tanuki.pl"&gt;portal z recenzjami anime&lt;/a&gt;, ale i tak Japonki były bardzo zaciekawione i entuzjastyczne, że w Polsce ogląda się japońskie filmy animowane. Śmieszną rzeczą są "pohukiwania", które wydawały do okazywania emocji, coś co w języku polskim jest wyrażane przez słowa w rodzaju "acha", "ojej". Można też było żartować z nimi np. na temat, że w Wietnamie podstawowym narzędziem kuchennym są nożyczki (do krojenia makaronu, rozcinania mięsa, itp.). Wietnamczycy albo są poważni - albo ich rozmowa polega na czymś, co można by określić mianem beztroskiej pogawędki, wypełnionej chichotem i żartami. Wymiana porozumiewawczych spojrzeń? Grażynie  zdarzyło się to zaledwie raz. Japonki w pewnym momencie zapytały mnie, dlaczego siedzę na kanapie "po japońsku", na kolanach. Moje wyjaśnienia, że kanapa jest dla mnie za niska i przez to trochę niewygodna przy normalnym siedzeniu, spotkały się z zaciekawieniem i zrozumieniem. Myślę, że Wietnamczyk by powiedział mi co najwyżej, żebym tak nie siedział, bo to jest niewygodne. Przypomina mi się reakcja naszych domowników, gdy po raz pierwszy zobaczyli, że ich kot leży na naszym łóżku. Chcieli go spłoszyć - choć zaprzestali gdy powiedziałem, że to jest ok, że on tak leży. W Polsce spodziewałbym się raczej zagadania: "widzę, że lubicie naszego kota", ewentualnie "czy nie boicie się, że zabrudzi wam pościel?".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie gdy Grażyna miała jechać na wieś - mimo wielu twierdzeń w rodzaju "nie mogę jechać, bo muszę w piątek pracować" czy "dobrze, że jest zasięg, bo będę do Grażyny codziennie dzwonić" wszyscy nasi rozmówcy uznali, że ja jako mąż z nią jadę, bo widocznie tak jest przyjęte.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawa interakcja miała też miejsce wczoraj. Po zjedzeniu lunchu postanowiliśmy zakosztować głównej atrakcji jeziora Hồ Tây, a mianowicie łabędzi. Łabędzie to rowery wodne w kształcie tychże. Wypożyczyliśmy jednego i wypłynęliśmy na środek jeziora oddalając się od innych, które kręciły się przy brzegu. Zrobiło się cicho i spokojnie, przestaliśmy słyszeć odgłosy ulicy. Planowaliśmy dopłynąć do przeciwległego brzegu, gdy w pewnym momencie usłyszeliśmy odgłos motorówki. Kierowca wskazał nam gestem, że mamy zawrócić. Cóż zrobić - zaczęliśmy płynąć do przystani i po chwili przystanęliśmy, żeby odpocząć. Spowodowało to, że po 5 minutach motorówka pojawiła się ponownie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8reJxfktaI/AAAAAAAAAiI/MzteS2efVfQ/s1600-h/DSC00225.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8reJxfktaI/AAAAAAAAAiI/MzteS2efVfQ/s400/DSC00225.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5173191381474391458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8reKRfktbI/AAAAAAAAAiQ/siER_8vJwsE/s1600-h/DSC00228.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8reKRfktbI/AAAAAAAAAiQ/siER_8vJwsE/s400/DSC00228.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5173191390064326066" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może w przydługim regulaminie po wietnamsku było coś na temat tego, gdzie można pływać a gdzie nie - ale po co taki zakaz? Na jeziorze było pusto, nie chodziło o ryzyko, że się z innym wodnym pojazdem zderzymy, zresztą poza łabędziami prawie nic tam nie pływa. Czyżby obawa, że im tego łabędzia ukradniemy, że po drugiej stronie jeziora czeka na nas wspólnik, pewnie też biały, z ciężarówką na którą załadujemy cenny łup? Może się bali, że podpłyniemy gdzieś, wyjdziemy na brzeg i zostawimy łabędzia - ale w Polsce, chociażby na Wigrach, można wynająć łódkę i pływać gdzie się chce - a nie tylko po arbitralnie wyznaczonym obszarze. Płaciliśmy za godziny: 50.000đ (7,5zł), więc im dłużej byśmy się poruszali po jeziorze, tym lepiej z punktu widzenia wynajmujących. Widzieliśmy pewną nieprzyzwoicie zachowującą się parę: korzystając z oddalenia od innych łodzi namiętnie się całowali; może chodzi o zapobieżenie dalej idącemu pogwałceniu moralności (choć i tak w Wietnamie młodzi ludzie to robią). Myślę, jednak, że po prostu nie można się poruszać poza jakiś wyznaczony obszar - bo tak jest chyba bardziej naturalnie, niż gdyby ograniczeniem był po prostu brzeg jeziora. To byłoby chyba zbyt swobodne, gdyby można było pływać gdzie się chce - i to jeszcze samotnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli pewne rzeczy robi się tak, to nie potrzeba uzasadnienia, czemu nie można robić inaczej. I jeśli ktoś chce to zrobić inaczej (np. Grażyna pojechać na wieś bez męża, za to z kolegą) to nie przyjmuje się tego do wiadomości. Do tego dochodzi brak możliwości porozmawiania o tym, jak jest w Polsce a jak u Wietnamie. Można porozmawiać o różnicach klimatu i o tym, że owoce są inne, ale jakaś refleksja nad kulturą nie wchodzi w grę. Dlaczego? Czy ten temat jest obraźliwy? Mam nadzieję, że przynajmniej ten post nie jest. A może to trochę tak, jakby chrześcijanin i muzułmanin rozmawiali o tym, co jest dobre a co złe według ich religii. Może problemem z taką rozmową jest, że podważa ona oczywistość norm?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A oto co do powiedzenia na ten temat ma Grażyna:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;"Wietnam, jako kraj, na który w biegu historii silny wpływ wywierały Chiny, zaliczany bywa do kręgu kultury konfucjańskiej. Owo określenie jest w odniesieniu do Wietnamu zaledwie częściowo słuszne. Wielu autorów zajmujących się różnymi aspektami kultury wietnamskiej przedstawia ją raczej w kategoriach ścierania się dwóch przeciwstawnych tendencji. Jako owe przeciwstawne tendencje wymieniane są: &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;ul style="font-family: arial;"&gt;&lt;li&gt;&lt;span&gt;hierarchiczny konfucjanizm, przyniesiony z Chin, kontrastowany z bardziej egalitarnymi, "rodzimymi" tradycjami ludowymi&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;ul style="font-family: arial;"&gt;&lt;li&gt;&lt;span&gt;bądź też element yin ścierający się z elementem yang (cokolwiek by to nie miało znaczyć);&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;ul style="font-family: arial;"&gt;&lt;li&gt;&lt;span&gt; albo też patrylinearny i męskocentryczny system pokrewieństwa (znów import z Chin) versus wpływy matrycentryczne i matrylinearne, ponoć obecne w Wietnamie przed epoką chińskiej okupacji (na co dowodem mają być obecnie jeszcze istniejące systemy matrylinearne wśród austronezyjskich mniejszości etnicznych typu Rade &lt;/span&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Rade_%28grupa_etniczna%29" target="_blank" onclick="return top.js.OpenExtLink(window,event,this)"&gt;http://pl.wikipedia.org/wiki&lt;wbr&gt;/Rade_%28grupa_etniczna%29&lt;/a&gt;&lt;span&gt; - dość to pokrętne)&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Czytając wpis Janka, myślę sobie, że jednak można dość trafnie wyjaśniać zaobserwowane zjawiska w kategoriach kultury konfucjańskiej. Otóż, system filozoficzny wykształcony w Chinach, a kojarzony z imieniem Konfucjusza, postuluje istnienie sztywnej struktury społecznej, ze ściśle określonym układem ról i pozycji. Dobrze funkcjonujące społeczeństwo powinno być uporządkowane w myśl określonej hierarchii - pięciu powinności &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://www.tpjwlkp.republika.pl/nihon/religia/konfu.html" target="_blank" onclick="return top.js.OpenExtLink(window,event,this)"&gt;http://www.tpjwlkp.republika&lt;wbr&gt;.pl/nihon/religia/konfu.html&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; . Pożądany stan rzeczy występuje wtedy kiedy "król jest królem, a minister ministrem; ojciec jest ojcem, a syn jest synem". &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Kiedy zapytałam siedemnastoletnią koleżankę podczas zwiedzania Świątyni Literatury, gdzie można odczytać umieszczone na ścianach liczne konfucjańskie maksymy, czy nadal w Wietnamie wyznaje się te zasady, odpowiedziała - nie, to już przeszłość. Jednakże wydaje mi się, że przynajmniej jedna cecha wiązana z konfucjanizmem trzyma się w Wietnamie mocno: sztywne określenie ról społecznych.&lt;/span&gt;&lt;script&gt;&lt;!-- D(["mb","\u003cbr\u003e\n\n\u003cbr\u003eKonieczność definiowania ról społecznych pojawia się w Wietnamie przy jakiejkolwiek werbalnej interakcji. Otóż, w języku wietnamskim istnieje niezwykle skomplikowany system form zwracania się do siebie. To, co w języku polskim załatwiane jest poprzez zaimki osobowe \u0026quot;ja\u0026quot; i \u0026quot;ty\u0026quot; (ewentualnie w uprzejmej wersji \u0026quot;pan\u0026quot; i \u0026quot;pani\u0026quot;), w języku wietnamskim posiada dziesiątki odpowiedników. W zależności od tego, kim jestem ja, i kim jest mój rozmówca - od tego, w jakim obydwoje jesteśmy wieku, w jakiej relacji, i jakiej płci - powinnam zastosować odmienne określenie. Większość z owych określeń to terminy pokrewieństwa: do pani sprzedawczyni w studenckiej kantynce zwracam się per cô (dosłownie - ciocia - siostra ojca młodsza od ojca), do kelnera w restauracji - em (młodszy brat/siostra), do naszej pani gospodyni - chị (starsza siostra).  Chcąc przeprowadzić z kimś rozmowę - nawet taką najbanalniejszą, o pogodzie, czy cenie danego towaru - najpierw musimy wybrać odpowiednie formy zwracania się do siebie. Czy ten pan to bác (wujek - starszy brat ojca, określenie nacechowane głębokim szacunkiem), czy może ông (dziadek)? Czy ta dziewczyna jest starsza ode mnie (wówczas mówię chị), czy może jednak młodsza (em)? I tak dalej. Bywa to męczące i konfundujące, podobno również dla samych Wietnamczyków, jak zapewniała mnie koleżanka, która spędziła kilka lat w Polsce.\u003cbr\u003e\n\n\u003cbr\u003ePowoduje to, iż w każdej z nawiązanych interakcji, występujemy tu w danego rodzaju rolach. Jeśli w danej relacji ja występuję jako em, a moja rozmówczyni jako chị (starsza siostra), to ja powinnam być wobec niej uprzejmiejsza, nie wypada mi się wykłócać o pewne rzeczy - ona jest osobą stojącą wyżej w hierarchii, choć może być między nami zaledwie rok różnicy wieku. Kiedy w Polsce dyskutuję z osobą dajmy na to 50-letnią, w zasadzie jesteśmy na podobnych pozycjach - obydwie będziemy zwracać się do siebie per \u0026quot;pani\u0026quot;. Tu w Wietnamie zaś, ja będę cháu (siostrzenica, wnuczka), ona zaś - bác, wielce szanowaną ciocią. To doprawdy wiele zmienia.",1] );  //--&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Konieczność definiowania ról społecznych pojawia się w Wietnamie przy jakiejkolwiek werbalnej interakcji. Otóż, w języku wietnamskim istnieje niezwykle skomplikowany system form zwracania się do siebie. To, co w języku polskim załatwiane jest poprzez zaimki osobowe "ja" i "ty" (ewentualnie w uprzejmej wersji "pan" i "pani"), w języku wietnamskim posiada dziesiątki odpowiedników. W zależności od tego, kim jestem ja, i kim jest mój rozmówca - od tego, w jakim obydwoje jesteśmy wieku, w jakiej relacji, i jakiej płci - powinnam zastosować odmienne określenie. Większość z owych określeń to terminy pokrewieństwa: do pani sprzedawczyni w studenckiej kantynce zwracam się per cô (dosłownie - ciocia - siostra ojca młodsza od ojca), do kelnera w restauracji - em (młodszy brat/siostra), do naszej pani gospodyni - chị (starsza siostra).  Chcąc przeprowadzić z kimś rozmowę - nawet taką najbanalniejszą, o pogodzie, czy cenie danego towaru - najpierw musimy wybrać odpowiednie formy zwracania się do siebie. Czy ten pan to bác (wujek - starszy brat ojca, określenie nacechowane głębokim szacunkiem), czy może ông (dziadek)? Czy ta dziewczyna jest starsza ode mnie (wówczas mówię chị), czy może jednak młodsza (em)? I tak dalej. Bywa to męczące i konfundujące, podobno również dla samych Wietnamczyków, jak zapewniała mnie koleżanka, która spędziła kilka lat w Polsce.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Powoduje to, iż w każdej z nawiązanych interakcji, występujemy tu w danego rodzaju rolach. Jeśli w danej relacji ja występuję jako em, a moja rozmówczyni jako chị (starsza siostra), to ja powinnam być wobec niej uprzejmiejsza, nie wypada mi się wykłócać o pewne rzeczy - ona jest osobą stojącą wyżej w hierarchii, choć może być między nami zaledwie rok różnicy wieku. Kiedy w Polsce dyskutuję z osobą dajmy na to 50-letnią, w zasadzie jesteśmy na podobnych pozycjach - obydwie będziemy zwracać się do siebie per "pani". Tu w Wietnamie zaś, ja będę cháu (siostrzenica, wnuczka), ona zaś - bác, wielce szanowaną ciocią. To doprawdy wiele zmienia.&lt;/span&gt;&lt;script&gt;&lt;!-- D(["mb","\u003cbr\u003e\n\n\u003cbr\u003eSłowem, interakcje w Wietnamie mają tendencję do \u0026quot;sztywniejszego\u0026quot; przebiegu niż interakcje w naszym kręgu kulturowym. Zdaje się, że istnieje pewien zasób możliwych zachowań, dopuszczalnych w odniesieniu do osoby, występującej jako twoja \u0026quot;starsza siostra\u0026quot; czy \u0026quot;ciocia młodsza od ojca\u0026quot;. Poza te ramy zwykle się nie wykracza. Choć oczywiście istnieją wyjątki - zawsze występują jednostki wyłamujące się z systemu. No i wszak nie bez przyczyny pisze się wiele o owych niekonfucjańskich elementach kultury Wietnamu, a w Polsce wydano nawet książkę \u0026quot;Tradycja niekonfucjańska\u0026quot; pod redakcją pani Teresy Halik (której zresztą nigdzie nie udało mi się dostać, ale może czytelnicy z Poznania coś na ten temat wiedzą?)\u003cbr\u003e\n\n",0] ); D(["ce"]);  //--&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Słowem, interakcje w Wietnamie mają tendencję do "sztywniejszego" przebiegu niż interakcje w naszym kręgu kulturowym. Zdaje się, że istnieje pewien zasób możliwych zachowań, dopuszczalnych w odniesieniu do osoby, występującej jako twoja "starsza siostra" czy "ciocia młodsza od ojca". Poza te ramy zwykle się nie wykracza. Choć oczywiście istnieją wyjątki - zawsze występują jednostki wyłamujące się z systemu. No i wszak nie bez przyczyny pisze się wiele o owych niekonfucjańskich elementach kultury Wietnamu, a w Polsce wydano nawet książkę "Tradycja niekonfucjańska" pod redakcją pani Teresy Halik (której zresztą nigdzie nie udało mi się dostać, ale może czytelnicy z Poznania coś na ten temat wiedzą?)"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co o nas sądzą napotkani Wietnamczycy? Pewnie wydajemy im się dziwni, może trochę zepsuci i nieokrzesani, mili - choć nie potrafiący się właściwie zachować. Mam nadzieję, że do czegoś jeszcze dojdę i napiszę post "Różnice kulturowe 2".&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-1263230043699879007?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/1263230043699879007/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=1263230043699879007' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/1263230043699879007'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/1263230043699879007'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/03/tt-2.html' title='Różnice kulturowe 1'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8reJxfktaI/AAAAAAAAAiI/MzteS2efVfQ/s72-c/DSC00225.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-5520578124331614081</id><published>2008-02-28T07:13:00.001-08:00</published><updated>2008-02-28T09:07:26.099-08:00</updated><title type='text'>Szkoła</title><content type='html'>Dzisiejszy wpis jest autorstwa mojego, czyli Grażyny. Janek udostępnił mi możliwość publikowania postów na swoim blogu, dzięki czemu mogę podzielić się z wami moimi refleksjami z uczęszczania na uczelnię w Hanoi.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jako że przebywam w Wietnamie na tak zwanym stypendium rządowym, w ramach owego&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;stypendium przysługuje mi udział w kursie języka wietnamskiego. Choć to stwierdzenie jest źle sformułowane – z punktu widzenia jednostki prowadzącej nasz kurs, raczej - muszę chodzić na lekcje, bo jeśli nie będę, to zawiadomią ambasadę, a ta odbierze mi stypendium. Owa różnica perspektyw zdecydowanie daje się we znaki.  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;Kurs na który uczęszczam, prowadzony jest przez &lt;i style=""&gt;Khoa Tiếng Việt và Văn Hóa Việt Nam cho Người Nước Ngoại&lt;/i&gt; (wydział języka wietnamskiego i kultury wietnamskiej dla cudzoziemców). Jednostka ta przynależy do uniwersytetu (&lt;i style=""&gt;TĐH Quốc Gia&lt;/i&gt;), ale mieści się w jednym z budynków politechniki (&lt;i style=""&gt;Bách Khoa&lt;/i&gt;). Powoduje to sporo zabawnych nieporozumień, a także przysparza okazji do podróżowania na uczelnię autobusem wypełnionym młodymi chłopakami, którzy nijak nie chcą ustępować miejsca – nie żeby mi, oczywiście, ale starszym osobom. Zawsze jako pierwsza do ustąpienia wskazywana jest dziewczyna; chłopak będzie twardo siedział. Ale to taka mała dygresja.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_4RmvDZSW3bQ/R8bY66PuTsI/AAAAAAAAB8U/p0V8-Rm4kEw/s1600-h/uczelnia12.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_4RmvDZSW3bQ/R8bY66PuTsI/AAAAAAAAB8U/p0V8-Rm4kEw/s400/uczelnia12.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5172059728660811458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoBodyText"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mój wydział - adres i telefon, gdyby ktoś się poczuł zachęcony opisem :-)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;Nasze zajęcia odbywają się trzy razy w tygodniu. Z tego dwa razy mamy zajęcia z panią nauczycielką Nhung, a raz – z panem wicedziekanem Chính (popularnie zwanym vicedeanem). W największym skrócie mogę powiedzieć: zajęcia z panią Nhung są zdecydowanie najgorszymi zajęciami, na jakie uczęszczałam kiedykolwiek (a pewną konkurencję mają). &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;Podstawową przyczyną tego stanu rzeczy jest fakt, że pani Nhung zna język angielski w stopniu co najwyżej podstawowym. Sprawia to, iż nie jest nam w stanie wytłumaczyć znaczenia nowych słów pojawiających się podczas przerabiania podręcznika. W praktyce wygląda to więc tak, iż w czasie lekcji student pyta o znaczenie danego słowa. Pani wówczas albo panikuje, zaczyna się denerwować, i udaje że nie zrozumiała pytania – albo, w optymistycznym wariancie, zagląda do słownika. Zwykle pokazuje nam palcem znaczenie słowa, nie odczytując go - albowiem zrozumienie jej wymowy przysparza kolejnych trudności.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;Równie trudne, a może nawet trudniejsze, jest tłumaczenie gramatyki. Pani Nhung po prostu więc przestała nam ją tłumaczyć. Zamiast tego, w ramach prowadzenia lekcji zapisuje nam na tablicy jakieś ćwiczenie, a sama zasiada do papierkowej roboty typu wypełnianie skomplikowanych protokołów, spełniających rolę listy obecności. Zadane nam ćwiczenie ma zaś sprawdzać znajomość konstrukcji gramatycznych, które według naszego podręcznika, mają zostać wprowadzone dopiero za jakiś czas (nie wspominając już o tym, że ćwiczenie zawiera liczne nowe słowa). Pani jednak nie wyznaje najwyraźniej zasady, że najpierw powinno się wytłumaczyć nowy materiał z gramatyki, a później dopiero zadawać do niego ćwiczenia. Nawet w sumie rozumiem jej awersję do tłumaczenia nam czegokolwiek – z jej znajomością angielskiego i talentami dydaktycznymi, po prostu nie jest w stanie tego dokonać.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;Innym mocnym punktem lekcji jest przerabianie ćwiczeń z podręcznika. Otóż ćwiczenia te robimy w szaleńczym tempie, metodą „każdy student czyta jeden przykład”. Gdy ktoś próbuje się zastanowić dłużej niż trzy sekundy, pani zaczyna się denerwować i rozwiązuje przykład sama. Jedynym sposobem poradzenia sobie z tym jest stosowanie systemu odliczeniowego – próbuję ogarnąć co n-ty przykład (gdzie n to liczba studentów), który to akurat ja będę czytać, co oczywiście powoduje, że nie starcza uwagi na słuchanie przykładów czytanych przez innych. Proponowaliśmy pani, aby na ćwiczenia zostawiała nam więcej czasu, czy wręcz – aby zadawała nam je do domu, ale oczywiście, jak wszystkie nasze prośby i uwagi, pozostało to bez efektu.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_4RmvDZSW3bQ/R8bozqPuTtI/AAAAAAAAB8c/mshhIDFUmpk/s1600-h/PICT0030+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_4RmvDZSW3bQ/R8bozqPuTtI/AAAAAAAAB8c/mshhIDFUmpk/s400/PICT0030+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5172077196292804306" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoBodyText"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Na "korytarzu" uczelni z Asią (jesienią, gdy było jeszcze ciepło...)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;To wszystko nie byłoby jeszcze specjalnie frustrujące – no cóż, zdarzają się słabi nauczyciele (aczkolwiek nauczyciel wykładający język wietnamski na wydziale dla cudzoziemców, nie znający przy tym języka angielskiego przynajmniej na poziomie średniozaawansowanym, jest jednak pewnym ewenementem. Mieliśmy kiedyś zastępstwo z panią sekretarką, i zajęcia były o niebo lepsze, niż zazwyczaj). Tym, co czyni całość sytuacji szczególnie ciężką do zniesienia, jest podejście, które my w Polsce kojarzymy jedynie z poziomem szkoły – podstawowej, gimnazjum czy liceum. Chodzi o kwestię relacji nauczyciel – student, czy – trafniej będzie napisać&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;- nauczyciel – uczeń.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;Wiele napisano na temat istotnej roli edukacji w społeczeństwie i kulturze Wietnamu. Nauczyciele zasadniczo cieszą się wysoką pozycją społeczną i prestiżem. System więzi pomiędzy uczniami i nauczycielami jest o wiele bardziej rozbudowany – nie kończy się, jak u nas, na dość bezosobowej interakcji w ramach klasy szkolnej. Uczniowie odwiedzają – czy przynajmniej, tradycyjnie odwiedzali – swoich nauczycieli w domach w czasie święta Tet, a także październikowego dnia nauczyciela. Uczniowie zawsze winni są nauczycielowi posłuszeństwo i szacunek. Lekcje posiadają w niewielkim stopniu charakter interaktywny, nie oczekuje sie od ucznia indywidualnej aktywności czy kreatywności – a raczej tego, iż będzie pilnie słuchał nauczyciela, a następnie przyswajał i odtwarzał przekazywaną przezeń wiedzę.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;No cóż. Będąc polskim studentem, lub wręcz osobą, która na proces studiowania spogląda już z drugiej strony barykady – trudno jest się pogodzić z tym, iż na lekcjach języka wietnamskiego jest się ponownie spychanym do szkolnej ławki. Nasza nauczycielka szczególnie często zwykła się denerwować na kwestie naszych nieobecności. Owszem, studenci z zajęć zrywają się dość często, jak to studenci. Jednakowoż przynajmniej dla mnie – osoby, która na te zajęcia bez wyjątku chodzi, no, chyba że akurat wyjedzie do Kuala Lumpur :-) -&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;wysłuchiwanie z ust nauczycielki wygłaszanych z groźną miną stwierdzeń typu:&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;    &lt;/div&gt;&lt;ul style="text-align: justify;"&gt;&lt;li&gt;Dlaczego nie było cię w szkole wczoraj? Co robiłeś w tym czasie?&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;ul style="text-align: justify;"&gt;&lt;li&gt;Dlaczego przychodzicie częściej na zajęcia nauczyciela Chính, a moje opuszczacie? (Mogłabym wyjaśnić pani, dlaczego, ale nie sądzę, aby panią ta odpowiedź ucieszyła...)&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;ul style="text-align: justify;"&gt;&lt;li&gt;Jeśli nie będziecie chodzić na zajęcia, to doniesiemy o tym ambasadzie, i zabiorą wam stypendium! (biorąc pod uwagę sprawność komunikacji na linii uczelnia-ambasada, groźba ta jest czysto abstrakcyjna)&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;ul style="text-align: justify;"&gt;&lt;li&gt;Jeśli nie będziecie chodzić na zajęcia, to napiszemy do waszych uczelni w Polsce, i będziecie mieli problemy! (jak wyżej),&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;jest dosyć frustrujące. Szczególnie ta ostatnia groźba mnie powaliła- myślę, że w Instytucie Socjologii będą istotnie wstrząśnięci faktem, iż mgr Grażyna Szymańska-Matusiewicz opuściła w semestrze zimowym dwa dni zajęć z języka wietnamskiego w Hanoi.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_4RmvDZSW3bQ/R8boz6PuTuI/AAAAAAAAB8k/pen2VyRPTRU/s1600-h/PICT0034+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_4RmvDZSW3bQ/R8boz6PuTuI/AAAAAAAAB8k/pen2VyRPTRU/s400/PICT0034+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5172077200587771618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoBodyText"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_4RmvDZSW3bQ/R8bp0aPuTvI/AAAAAAAAB8s/U1gRaQrQKJY/s1600-h/uczelnia17+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_4RmvDZSW3bQ/R8bp0aPuTvI/AAAAAAAAB8s/U1gRaQrQKJY/s400/uczelnia17+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5172078308689334002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center;" class="MsoBodyText"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kot z kantynki, gdzie sprzedają CIEPŁE napoje&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Trudno mi pozbyć się posiadanego dotychczas podejścia, że zajęcia na uczelni są pewnego rodzaju wspólnym przedsięwzięciem, realizowanym zarówno przez wykładowcę, jak i studentów. Wykładowca określa pewne ramy, w których studenci się poruszają; gdy przekraczają te ramy, mogą spotkać ich sankcje. Sam również jednak posiada określone zobowiązania – na czele z przygotowaniem się do zajęć, a także pojawianiem się na zajęciach, lub przynajmniej odwoływaniem ich z wyprzedzeniem, jeśli się nie mogą odbyć. W Wietnamie sprawa wygląda zaś tak, iż zobowiązania ma jedynie uczeń – w dodatku nie są one ściśle określone. Uczeń po prostu ma się uczyć i ma nie opuszczać lekcji. Działania ucznia mają być niejako procesem spłacania długu wdzięczności nauczycielowi za to, iż ten obdarza go dobrodziejstwem nauki. Tak więc, nie mamy prawa mieć do pani Nhung pretensji, iż nie pojawiła się w ogóle na zajęciach, nikogo nie uprzedzając; nie mamy też prawa wymagać, żeby nauczycielka tłumaczyła nam gramatykę, i tak dalej. Tak wygląda borykanie się z różnicami kulturowymi w praktyce.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Trochę chyba tylko szkoda na to wszystko rządowej kasy. Prawda jest taka, iż wśród osób obecnie uczęszczających na zajęcia większość to studenci filologii wietnamsko-tajskiej z Poznania, którzy to, czego teraz "się uczymy", kiedyś już przerabiali - nic nowego to w ich zasób wiedzy to nie wnosi. A ja tyle się nauczę, co sama w domu. Ale jako że nikogo to nie obchodzi, pewnie ów stan rzeczy się utrzyma.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;" class="MsoNormal"&gt;Aby zakończyć optymistycznym akcentem, powiem tylko, że thấy Chính, czyli vicedean, to zupełnie inna bajka. Przynajmniej raz w tygodniu uczęszczanie na zajęcia z języka wietnamskiego jest trochę mniej frustrujące :)&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-5520578124331614081?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/5520578124331614081/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=5520578124331614081' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/5520578124331614081'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/5520578124331614081'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/02/szkoa.html' title='Szkoła'/><author><name>Grażyna Szymańska-Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02628987365664057993</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_4RmvDZSW3bQ/R8bY66PuTsI/AAAAAAAAB8U/p0V8-Rm4kEw/s72-c/uczelnia12.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-653352872196615234</id><published>2008-02-27T05:51:00.000-08:00</published><updated>2008-04-12T02:06:57.200-07:00</updated><title type='text'>Kuala Lumpur 3</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Architektura&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Architektura, jaka jest, każdy widzi. Zdjęcia dobrze pokazują wygląd KL z jego mieszanką starych świątyń i nowoczesnych wieżowców. Petronas Towers - najwyższy podwójny wieżowiec świata - pięknie wyglądał w nocy, ale wiele innych brył też jest ciekawych. Mieliśmy okazję obejrzeć miasto z tarasu widokowego na wieży telewizyjnej i wyglądało to imponująco.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V2QBx0wCI/AAAAAAAAAfw/oooXFltdZ9M/s1600-h/PICT0283+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V2QBx0wCI/AAAAAAAAAfw/oooXFltdZ9M/s400/PICT0283+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171669764832280610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V2Qhx0wDI/AAAAAAAAAf4/_iZez1CDiKs/s1600-h/PICT0287+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V2Qhx0wDI/AAAAAAAAAf4/_iZez1CDiKs/s400/PICT0287+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171669773422215218" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V2Qxx0wEI/AAAAAAAAAgA/cdlT3SNJOVQ/s1600-h/PICT0289+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V2Qxx0wEI/AAAAAAAAAgA/cdlT3SNJOVQ/s400/PICT0289+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171669777717182530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Po lewej - kawałek niższej zabudowy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Dobrym pomysłem było przejście się na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;city&lt;/span&gt; nocą - niektóre budowle wyglądają jeszcze efektowniej.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8WBCRx0wPI/AAAAAAAAAhY/koIaN38THY4/s1600-h/PICT0211+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8WBCRx0wPI/AAAAAAAAAhY/koIaN38THY4/s400/PICT0211+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171681623236985074" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8WBChx0wRI/AAAAAAAAAho/NsZ-Kc_4t6U/s1600-h/PICT0224+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8WBChx0wRI/AAAAAAAAAho/NsZ-Kc_4t6U/s400/PICT0224+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171681627531952402" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Petronas Towers nocą&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8WBChx0wQI/AAAAAAAAAhg/RiKNAdz8W7U/s1600-h/PICT0215+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8WBChx0wQI/AAAAAAAAAhg/RiKNAdz8W7U/s400/PICT0215+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171681627531952386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8WBCxx0wSI/AAAAAAAAAhw/3n7N7m51k_w/s1600-h/PICT0313+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8WBCxx0wSI/AAAAAAAAAhw/3n7N7m51k_w/s400/PICT0313+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171681631826919714" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;W tle - wieża telewizyjna&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8WBCBx0wOI/AAAAAAAAAhQ/q-I2otSk8XU/s1600-h/PICT0053+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8WBCBx0wOI/AAAAAAAAAhQ/q-I2otSk8XU/s400/PICT0053+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171681618942017762" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Na pierwszym planie - obudowana rura biegnąca wzdłuż mostu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Jedzenie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Nie mieliśmy okazji zbadać oferty gastronomicznej Kuala Lumpur tak dokładnie, jak to robimy w przypadku Hanoi. Nie próbowaliśmy np. potraw kuchni chińskiej. Jedliśmy za to dania w lokalach hinduskich i hindusko-muzułmańskich, starając się wybierać te z dużą ilością miejscowych w środku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W piątek po przylocie poszliśmy do dzielnicy Little India. Ponieważ nie znaleźliśmy lokalu polecanego przez przewodnik Lonely Planet, postanowiliśmy poszukać innego. Naszą uwagę przykuła tablica (zdjęcie poniżej) na której w dwóch alfabetach podana była nazwa lokalu - Vasantha Bhavan.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V6shx0wGI/AAAAAAAAAgQ/sEL3VLRf5Bc/s1600-h/PICT0030+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V6shx0wGI/AAAAAAAAAgQ/sEL3VLRf5Bc/s400/PICT0030+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171674652505063522" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Weszliśmy do środka budynku, po schodach na górę. W dużej sali tylko 2 stoliki były obsadzone, w tym jeden przez rodzinę hinduską. Zamówiliśmy 2 razy danie o nazwie Dhosa - coś w rodzaju naleśnika z kurczakiem, płacąc za smaczny posiłek dla 2 osób z 3 sokami owocowymi 15 RM (11,75 zł).&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V6sRx0wFI/AAAAAAAAAgI/ltIysWygA24/s1600-h/PICT0029+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V6sRx0wFI/AAAAAAAAAgI/ltIysWygA24/s400/PICT0029+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171674648210096210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Podczas następnych dni próbowaliśmy podobnych dań. Czasami był to kurczak pieczony Tandoori, jak na zdjęciu poniżej. Najczęściej zamawialiśmy jako dodatek Nan - bardzo dobry chleb hinduski. Grażyna, gdy tylko było można zamawiała lassi - napój jogurtowy. Mi bardziej smakował lime juice - czyli lemoniada, bardzo dobra na ten upał. Dostarczany napój był ciepły, ale po chwili się oziębiał, gdy kostki lodu się zaczynały rozpuszczać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Średnio płaciliśmy około 20 RM (15 zł) za posiłek. Komfortowe było to, że nie musieliśmy się pytać o cenę potraw, która z reguły była gdzieś napisana, bo mieliśmy poczucie, że podadzą taką cenę jak dla miejscowych. Tak zresztą zawsze było. Poza tym kelnerzy z reguły przynosili rachunek, zanim zdążyliśmy skończyć posiłek, przez co mogliśmy szybciej wyruszyć w dalszą drogę.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V6sxx0wHI/AAAAAAAAAgY/C3FLkWKZ1dE/s1600-h/PICT0057+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V6sxx0wHI/AAAAAAAAAgY/C3FLkWKZ1dE/s400/PICT0057+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171674656800030834" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V6tBx0wII/AAAAAAAAAgg/9P7fg08zgIs/s1600-h/PICT0058+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V6tBx0wII/AAAAAAAAAgg/9P7fg08zgIs/s400/PICT0058+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171674661094998146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Muzułmanka" w niekoszernej knajpie budziła zdumienie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V6tRx0wJI/AAAAAAAAAgo/YikOdh9Dc-0/s1600-h/PICT0349+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V6tRx0wJI/AAAAAAAAAgo/YikOdh9Dc-0/s400/PICT0349+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171674665389965458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ostatni posiłek w restauracji tajskiej&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Toalety&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ten aspekt podróży jest rzadko kiedy opisywany, a zasługuję według mnie na pewną dozę uwagi. Mimo, że KL sprawia wrażenie bardziej zwesternizowanego niż Hanoi, częściej można było spotkać toaletę kucaną. Niewątpliwie jednak jest to bardziej higieniczne rozwiązanie niż te, które znamy z Polski. Poza tym, podobnie jak w Wietnamie, podstawowym sposobem higieny był krótki wąż służący do podmywania się (używa się tego chyba podobnie jak bidetu), a papier toaletowy nie zawsze był dostępny. Dodatkowo aura wokół niektórych toalet sięgającą wielu metrów skłaniała do wniosku, że w Polsce ta kwestia jest lepiej rozwiązana. Choć jest to też kulturowo uwarunkowane - podobno dla Hindusów nasza metoda z wykorzystaniem papieru toaletowego jest obrzydliwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwa razy spotkalismy się z ciekawymi toaletami. Raz było na łodzi wiozącej nas na Pulau Ketam - wyspie na palach, którą jeszcze opiszę. Toaleta składała się z gołej muszli klozetowej usadowionej dość wysoko i rury, która ciągle tłoczyła w nią wodę morską.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga ciekawa toaleta to była nowoczesna budka, która po wrzuceniu 0,4 RM (30 gr) otwierała się ukazując wnętrze z licznymi wygodami jak np. podpórką dla niepełnosprawnych czy rozkładanym stołem do przewijania niemowląt. Co ciekawe toalety były dwie: jedna z siedzeniem, a jedna kucana. Widać, że oba podejścia traktowane są jako równorzędne.  Drzwi się zamykało i otwierało przyciskiem, oprócz tego był osobny przycisk alarmu. Deska klozetowa sama chowała się w ścianę i wysuwała się wyczyszczona, z resztkami płynu do mycia. Po 15 minutach drzwi wejściowe się same otwierały. Są pomysły, aby podobne chyba przybytki zainstalować w Warszawie (cena jednego miałaby wynosić w przeliczeniu ponad 1 mln złotych).&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V2Phx0wBI/AAAAAAAAAfo/nQFXJNqki1A/s1600-h/PICT0266+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V2Phx0wBI/AAAAAAAAAfo/nQFXJNqki1A/s400/PICT0266+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171669756242346002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V2PRx0wAI/AAAAAAAAAfg/kvD3lAsMng8/s1600-h/PICT0264+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V2PRx0wAI/AAAAAAAAAfg/kvD3lAsMng8/s400/PICT0264+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171669751947378690" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Nightlife&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;W przeciwieństwie do Hanoi, gdzie mało co jest czynne po godzinie 22, w KL życie nocne kwitnie. Któregoś dnia postanowiliśmy się rozerwać. Widzieliśmy wiele klubów nocnych, niektóre z selekcją i opłatą za wejście rzędu 30 RM. W końcu poszliśmy do jednego pubu. Wypiliśmy tam piwo i kilka drinków. Każdy z napojów kosztował około 16 RM (12zł), więc taniej niż w Warszawie, choć zdecydowanie drożej niż w Hanoi, gdzie drink kosztuję często tyle samo lub niewiele więcej niż napój bezalkoholowy.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V7_Bx0wKI/AAAAAAAAAgw/iwTTcWAwwTc/s1600-h/PICT0243+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V7_Bx0wKI/AAAAAAAAAgw/iwTTcWAwwTc/s400/PICT0243+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171676069844271266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V7_Rx0wLI/AAAAAAAAAg4/lFHqYeg5Zqg/s1600-h/PICT0244+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V7_Rx0wLI/AAAAAAAAAg4/lFHqYeg5Zqg/s400/PICT0244+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171676074139238578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V7_hx0wMI/AAAAAAAAAhA/9WdRw0vXPOI/s1600-h/PICT0249+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V7_hx0wMI/AAAAAAAAAhA/9WdRw0vXPOI/s400/PICT0249+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171676078434205890" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V7_xx0wNI/AAAAAAAAAhI/CS_TIyGI-aI/s1600-h/PICT0251+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V7_xx0wNI/AAAAAAAAAhI/CS_TIyGI-aI/s400/PICT0251+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171676082729173202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając widzieliśmy przechadzające się po chodniku trzy panie ubrane tak, żeby nikt nie miał wątpliwości, że są w pracy i na czym ta praca polega. Wracając do hotelu (było po 1) mineliśmy na Jalan Cheng Lock kilka otwartych punktów gastronomicznych. Metro zamykają podobno o północy, ale i tak można było odnieść wrażenie, że Kuala Lumpur żyje całą dobę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-653352872196615234?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/653352872196615234/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=653352872196615234' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/653352872196615234'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/653352872196615234'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/02/kuala-lumpur-3.html' title='Kuala Lumpur 3'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8V2QBx0wCI/AAAAAAAAAfw/oooXFltdZ9M/s72-c/PICT0283+%28Large%29.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-2017782848276189210</id><published>2008-02-24T16:00:00.000-08:00</published><updated>2008-02-25T20:28:53.339-08:00</updated><title type='text'>Kuala Lumpur 2</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Przylot&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Przylot do Kuala Lumpur odbył się bez problemów. Najbardziej kłopotliwe było oczywiście złapanie taksówki na lotnisko w Hanoi (trudno oczekiwać, aby z centrum miasta był zorganizowany jakiś publiczny transport na lotnisko odległe o 30km). Dwie pierwsze taksówki z ofertami - 280.000đ i 300.000đ odrzuciliśmy, ale w trzeciej, którą złapaliśmy po 5 minutach czekania taksówkarz jako orientacyjną cenę podał 220.000đ (33zł). Wyszło o 10.000đ drożej, ale i tak byliśmy bardzo zadowoleni. Spisałem sobie jego numer telefonu, ale niestety jest to numer do korporacji, a nie konkretnego taksówkarza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mieliśmy przydzielonych miejsc w samolocie linii AirAsia, ale nie był to problem, bo i tak był on w połowie pusty. Gdy wyszliśmy - uderzyło nas gorące powietrze. Było ze 20 stopni więcej niż w Hanoi - bardzo przyjemne uczucie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W KL planowaliśmy pojechać autobusem do centrum, ale okazało się, że jest inny, jadący na China Town (9 RM - 7zł za osobę). Kierowcy mówili po angielsku, autobus - oczywiście klimatyzowany - wysadził nas 5 minut drogi od hotelu. Byliśmy bardzo zadowoleni.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8A_oRx0vwI/AAAAAAAAAdg/0PwqgvWWdtM/s1600-h/PICT0006+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8A_oRx0vwI/AAAAAAAAAdg/0PwqgvWWdtM/s400/PICT0006+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5170202333421027074" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Autobus z lotniska na Chinatown&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;Klimat&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; Klimat jest dość monotonny, ale za to przyjemny, bo zarówno równikowy jak i oceaniczny. Maksymalna temperatura dnia to 31-33 stopni przez cały rok. Niekiedy pada mniej, niekiedy więcej; w czasie naszego pobytu nie załapaliśmy się na deszcz, ale myślę, że jest on nawet przyjemny. Gorąco powoduje, że człowiek szybko się męczy chodząc, ale wszystkie środki transportu są klimatyzowane. Momentami było nam w nich nawet za zimno, a do kina w pobliskim Singapurze podobno należy iść z kurtką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Transport&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Powiedzieć, że transport w Kuala Lumpur jest lepiej zorganizowany i nowocześniejszy niż w Hanoi to za mało. On przewyższa nawet ten w Warszawie. Nie żeby to było bardzo trudne, ale nie spodziewaliśmy się takiego stanu rzeczy. Jest kilka konkurujących ze sobą przewoźników, obsługujących zarówno transport kolejowy i autobusowy w mieście, jak i dojazd do miasta. To akurat rodzi pewne problemy, gdyż mają również oddzielną infrastrukturę: tory i dworce. Dlatego też chcąc skorzystać z danej linii, trzeba wpierw odnaleźć stację odpowiedniego przewoźnika.&lt;br /&gt;Rozwiązaniem, które byłoby chyba zbyt nowoczesne jak na Warszawę, są automaty do sprzedaży biletów do metra. Mogło by to spowodować, że w niedziele wieczorem nieprzewidujący turysta, który nie zaopatrzył się uprzednio w bilety, nie musiałby jechać na gapę. W KL na ekranie dotykowym wybiera się stację na którą chce się dojechać, można czasami wybrać ilość biletów, po czym wpłaca się banknoty i monety, a automat wydaje bilet i resztę. Bilet na sąsiednie stację kosztuje 1 RM (75gr) a każda następna zwiększa koszt o 0,1 RM (z reguły). Bilet jest potrzebny, aby przejść przez bramkę na peron oraz aby wyjść z niej peronu na stacji docelowej. Warto nadmienić, że tylko część jazdy odbywa się pod ziemią, często trasa wiedzie wiaduktami nad ulicami. Zastanawiam się, czy w Warszawie nie można by w niektórych dzielnicach puścić metra nad ziemią.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-4a758d2df46be34e" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v7.nonxt7.googlevideo.com/videoplayback?id%3D4a758d2df46be34e%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D4478F79F9E97032C95B3DE638B84826AE9949B40.210D511BFCEC819F7044F6E52E3D41CDA99E71A8%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D4a758d2df46be34e%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3D-uFKVR82LynUvwzMckmlE1D_2lA&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v7.nonxt7.googlevideo.com/videoplayback?id%3D4a758d2df46be34e%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D4478F79F9E97032C95B3DE638B84826AE9949B40.210D511BFCEC819F7044F6E52E3D41CDA99E71A8%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D4a758d2df46be34e%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3D-uFKVR82LynUvwzMckmlE1D_2lA&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jazda w kierunku stacji Masjid Jamek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-39028ad4c47b847c" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v23.nonxt8.googlevideo.com/videoplayback?id%3D39028ad4c47b847c%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D17B00FBA1D06CEC628817262F36FB8C4CCDA55F6.325FE035347C6E4A8D87E201BC118BD15EA88B2B%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D39028ad4c47b847c%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DEDf-e_0vBln4SZY7BFT9uYsuXVo&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v23.nonxt8.googlevideo.com/videoplayback?id%3D39028ad4c47b847c%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D17B00FBA1D06CEC628817262F36FB8C4CCDA55F6.325FE035347C6E4A8D87E201BC118BD15EA88B2B%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D39028ad4c47b847c%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DEDf-e_0vBln4SZY7BFT9uYsuXVo&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wjazd na stację KL Sentral&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Transportu autobusem nie testowaliśmy, za to zdarzyło nam się 3 razy wziąć taksówkę. Za pierwszym razem z dworca kolejowego do parku z ptakami - zapytaliśmy kierowcę, ile weźmie, a ten nas odesłał do kasy na dworcu, gdzie kupiliśmy... bilet na taksówkę. Ciekawe rozwiązanie - cena taryfy jest ustalana centralnie. Z tym kwitkiem podeszliśmy do koordynatora stojącego przy postoju dla taksówek, a ten skierował nas do najbliższego pojazdu. Kierowca wziął kwitek i zawiózł nas na miejsce. Gdy wracaliśmy z powrotem do domu, kasa przy parku była już zamknięta i kierowca wziął tyle, ile się umówiliśmy (bodajże 15RM za około 15 min jazdę).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ruch na ulicach jest mniej ciekawy niż w Hanoi. Najwięcej jest samochodów, ale są też motorki. Nie zdecydowałem się wynająć motocykla na te kilka dni, za dużo byłoby z tym pewnie roboty, transport publiczny i taksówki są dobrze zorganizowane, a poza tym przy takiej ilości samochodów jeżdżenie motorem przestaje być przyjemne. Wolę ruch w Hanoi - i dotyczy to również sytuacji, gdy jest się pieszym. Tam człowiek po prostu przechodzi wolno przez ulicę w dowolnym momencie - a w KL trzeba czekać aż się zapali światło. Przy tym często jest tak, że samochody mają zielone światło, a piesi poruszający się w tym samym kierunku nie. W takich sytuacjach przechodziliśmy - ale nie byliśmy pewni, czy kierowcy się tego spodziewają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mieliśmy też często problemy w zorientowaniu się po jakiej ulicy idziemy. W Warszawie niebieskie tablice z nazwą ulicy i numerem domu skutecznie ułatwiają orientację. W Hanoi na prawie każdym sklepiku jest napisany adres z nazwą ulicy. W KL nazwy ulic były podane tylko przy skrzyżowaniach, a i tak nie przy wszystkich.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8BDuhx0v3I/AAAAAAAAAeY/X1CCkoccPaI/s1600-h/transport+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8BDuhx0v3I/AAAAAAAAAeY/X1CCkoccPaI/s400/transport+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5170206838841720690" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ulice za dnia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8BDuBx0v2I/AAAAAAAAAeQ/bMwfR1qGpug/s1600-h/t2+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8BDuBx0v2I/AAAAAAAAAeQ/bMwfR1qGpug/s400/t2+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5170206830251786082" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ulice nocą&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Stroje&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zróżnicowanie kulturowe Malezji sprawia, że można zobaczyć rozmaite style ubioru. Widzieliśmy 2 razy muzułmanki ubrane w czarny &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Nikab"&gt;nikab&lt;/a&gt; zakrywający całe ciało. Z reguły jednak nosiły one barwne, wzorzyste tudongi (regionalna odmiana hidżabu) i do tego albo długie, kolorowe tuniki z dopasowanymi kolorystycznie spódnicami,  albo strój zbliżony do europejskiego. Niektóre Hinduski nosiły sari. Widać też było chińskie dziewczyny w naprawdę krótkich spodenkach. Grażyna też zmieniała swój image. W sobotę ubrała się jak muzułmanka, bo chodziliśmy po meczetach, a następnego dnia udało mi się ją namówić na krótkie spodenki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielu mężczyzn nosiło europejskie ubrania, również garnitury (współczuję, w taką pogodę). Rzadko kiedy widziało się ich w krótkich spodenkach. Za to muzułmanie nosili często bardzo wzorzyste i kolorowe koszule, a  można było też spotkać mnicha buddyjskiego w jednokolorowej szacie.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8A_oxx0vzI/AAAAAAAAAd4/KSG9J0u8vRg/s1600-h/PICT0222+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8A_oxx0vzI/AAAAAAAAAd4/KSG9J0u8vRg/s400/PICT0222+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5170202342010961714" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sklep z męską odzieżą w Suria KLCC&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;Religia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Malezja jest krajem muzułmańskim, ale inne religie są też tam obecne. Ponieważ w Hanoi widzieliśmy tylko jeden meczet, więc w KL zwiedzanie postanowiliśmy zacząć od świątyń muzułmańskich. W sobotę poszliśmy najpierw do meczetu Little India położonego w dzielnicy o tej samej nazwie. Weszliśmy na dziedziniec świątyni - i tam musieliśmy się rozdzielić, gdyż mężczyźni modlili się po lewej, a kobiety po prawej stronie. Zdjąłem buty i uklęknąłem na posadzce między muzułmanami. Ich modlitwa polegała na klęczeniu i wykonywaniu różnych gestów, głównie pokłonów w kierunku, jak sądzę, Mekki. Po 5 minutach wyszedłem stamtąd i planowałem przejść na dziedziniec, ale siedzący tam muzułmanin wskazał mi, żebym poszedł na górę. Zrobiłem tak i dotarłem po schodach do dużej sali, gdzie jedynym rodzajem ozdób były łuki typowe dla architektury muzułmańskiej. Oczywiście żadnych obrazów, pusta sala z modlącymi się mężczyznami. Wyglądało to bardzo abstrakcyjnie i minimalistycznie, zwłaszcza po świątyniach konfucjańskich czy pagodach buddyjskich, które pełne są rzeźb, kadzideł i darów ofiarnych. Nastrój świątyni był jednak wyczuwalny. Druga klatka schodowa była zasłonięta, ale widziałem na niej muzułmanki idące na górę. Piętro wyżej była sala modlitw dla kobiet. Jak mi potem relacjonowała Grażyna, wiele kobiet zdejmowało hidżaby i przebierało się w specjalne białe szaty do modlitwy. Dało się też wyczuć dużo życzliwości i wsparcia między muzułmankami. Zszedłem na dół zgarniając przy okazji kilka ulotek po angielsku propagujących islam. Można było w nich zauważyć pewne poczucie przewagi nad religiami wschodnioazjatyckimi nastawionymi - zgodnie z ulotką - na zapewnienie pomyślności w życiu doczesnym poprzez palenie kadzideł i składanie ofiar.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem poszliśmy do meczetu Jamek (Masjid Jamek). Na wstępie zostaliśmy uprzedzeni, że nie możemy wejść do środka, pośród modlących się, bo mamy aparat fotograficzny. Obejrzeliśmy jednak meczet z zewnątrz, chodząc po parku świątynnym. Niektórzy znajdujący się na posadzce, gdzie odbywały się modlitwy, zajmowali się innymi czynnościami. Niektórzy spali, ktoś reperował spodnie. Widać, że co innego niż w kościołach katolickich jest traktowane jako właściwe zachowanie. Było wiele kranów z wodą do dokonywania ablucji, z czego też skorzystałem (było gorąco, więc zmoczenie głowy było sporą ulgą). Grażyna weszła nawet do pokoju modlitw.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8EiwBx0v4I/AAAAAAAAAeg/ZOlybb7nhKw/s1600-h/PICT0050+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8EiwBx0v4I/AAAAAAAAAeg/ZOlybb7nhKw/s400/PICT0050+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5170452055704518530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Widok na meczet Jamek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8EiwRx0v5I/AAAAAAAAAeo/R1Nb2e5A6-8/s1600-h/PICT0052+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8EiwRx0v5I/AAAAAAAAAeo/R1Nb2e5A6-8/s400/PICT0052+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5170452059999485842" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zbliżenie na meczet&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8EjVRx0v9I/AAAAAAAAAfI/iyShVrMgejs/s1600-h/PICT0060.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8EjVRx0v9I/AAAAAAAAAfI/iyShVrMgejs/s400/PICT0060.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5170452695654645714" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mężczyźni modlący się lub wykonujący inne czynności&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Następnego dnia zwiedziliśmy świątynię hinduistyczną. Wyglądała ona zupełnie inaczej niż meczet. Mnóstwo posągów, ofiary z owoców, ludzie przychodzący całymi rodzinami, bez podziału według płci. Nie wszyscy się modlili, choć większość tym się właśnie zajmowała. Widać był półnagich mężczyzn przeprowadzających obrzędy. Oprócz tego liczne figurki Ganeśa - boga o głowie słonia, czy wielorękiej bogini Lakszmi.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8Eiwhx0v7I/AAAAAAAAAe4/UioL83WFc8c/s1600-h/PICT0318+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8Eiwhx0v7I/AAAAAAAAAe4/UioL83WFc8c/s400/PICT0318+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5170452064294453170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Świątynia hinduistyczna&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8Eiwxx0v8I/AAAAAAAAAfA/Ki6mDAxcutA/s1600-h/PICT0322+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8Eiwxx0v8I/AAAAAAAAAfA/Ki6mDAxcutA/s400/PICT0322+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5170452068589420482" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lakszmi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8EjVhx0v-I/AAAAAAAAAfQ/1LhA1ETMzTk/s1600-h/PICT0326+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8EjVhx0v-I/AAAAAAAAAfQ/1LhA1ETMzTk/s400/PICT0326+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5170452699949613026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dary&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8EjVhx0v_I/AAAAAAAAAfY/csBWp1MFjqs/s1600-h/PICT0331+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8EjVhx0v_I/AAAAAAAAAfY/csBWp1MFjqs/s400/PICT0331+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5170452699949613042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kapłan?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8Eiwhx0v6I/AAAAAAAAAew/Apvxsblo3P0/s1600-h/PICT0314+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8Eiwhx0v6I/AAAAAAAAAew/Apvxsblo3P0/s400/PICT0314+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5170452064294453154" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kościół katolicki. W kraju z bardzo ograniczoną wolnością słowa&lt;br /&gt;drut kolczasty jest często spotykanym elementem ogrodzenia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W stacji metra spotkaliśmy się za to z automatem do ... chiromancji. Trzeba było przyłożyć rękę i wrzucić dwie monety po 20 sentów (15gr). Chciałem się nawet dowiedzieć, co elektroniczna maszyna sądzi o mojej przyszłości, zwłaszcza zawodowej, ale niestety urządzenie nie chciało przyjąć drugiej monety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8A_oxx0vyI/AAAAAAAAAdw/HhOrm0BDXro/s1600-h/PICT0073+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8A_oxx0vyI/AAAAAAAAAdw/HhOrm0BDXro/s400/PICT0073+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5170202342010961698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Automat do chiromancji&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Zdjęcia z naszych wędrówek po świątyniach znajdują się też &lt;a href="http://picasaweb.google.pl/g.szymanska/MeczetIWiTyniaHinduistyczna"&gt;tutaj.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Wylot&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Gdy z żalem opuszczaliśmy Kuala Lumpur postanowiliśmy pojechać super-szybkim i nowoczesnym pociągiem, który za podobną ceną jak taksówka (70 RM - 52zł za 2 osoby) zawiezie nas na lotnisko. Pociąg sprawił świetne wrażenie. Wygodne siedzenia, serwis informacyjny po angielsku wyświetlany na ekranie ciekłokrystalicznym.&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8A_pBx0v0I/AAAAAAAAAeA/tV2vq0eDovA/s1600-h/PICT0406+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8A_pBx0v0I/AAAAAAAAAeA/tV2vq0eDovA/s400/PICT0406+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5170202346305929026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8BDtxx0v1I/AAAAAAAAAeI/taW_-Xomeq0/s1600-h/PICT0408+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8BDtxx0v1I/AAAAAAAAAeI/taW_-Xomeq0/s400/PICT0408+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5170206825956818770" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-5d09aa8526f8f708" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v7.nonxt2.googlevideo.com/videoplayback?id%3D5d09aa8526f8f708%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D1836C1BB81146AFADD327283ACDE4C6D34DC99BE.D895E2E458693F2ADDC89C5CB19306A973B3B62%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D5d09aa8526f8f708%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DetgTUUBxhBTCkgGVhTtmmauHJUw&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v7.nonxt2.googlevideo.com/videoplayback?id%3D5d09aa8526f8f708%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D1836C1BB81146AFADD327283ACDE4C6D34DC99BE.D895E2E458693F2ADDC89C5CB19306A973B3B62%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D5d09aa8526f8f708%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DetgTUUBxhBTCkgGVhTtmmauHJUw&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pociąg na lotnisko&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-56dcaeb166c7ee4d" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v8.nonxt2.googlevideo.com/videoplayback?id%3D56dcaeb166c7ee4d%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D5C6A6EC23D440ADDBA5895D503DCC17BCD15F282.63021B9BBAF45C9506239DAA98C7B348E370104%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D56dcaeb166c7ee4d%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3D0KRVKyFEe0ft0HuqQwRNI5mIwU4&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v8.nonxt2.googlevideo.com/videoplayback?id%3D56dcaeb166c7ee4d%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D5C6A6EC23D440ADDBA5895D503DCC17BCD15F282.63021B9BBAF45C9506239DAA98C7B348E370104%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D56dcaeb166c7ee4d%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3D0KRVKyFEe0ft0HuqQwRNI5mIwU4&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Okolice KL z okna pociągu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Po 28 min byliśmy na terminalu głównym KLIA (Kuala Lumpur International Airport). Mieliśmy 1,5h do wylotu i zaczeliśmy się rozglądać, gdzie jest przejście do drugiego terminala. Obojgu nam się wydawało, że ten drugi terminal - specjalnie dla tanich linii lotniczych AirAsia - jest tuż obok głównego. Ponieważ nie było strzałek, więc postanowiliśmy dowiedzieć się tego w informacji. Tam nam powiedzieli, że można pojechać specjalnym autobusem, ale skoro mamy tak mało czasu, to lepiej, żebyśmy wzięli taksówkę. Przerażeni perspektywą niezdążenia, kupiliśmy w kasie bilet na taksówkę  (bodajże 38 RM - 29zł). Muzułmańska kasjerka wykłócała się z jakimś pasażerem mówiąc mu "I give you the ticket" (ech, ten brak zaznaczania czasu w językach malajo-polinezyjskich), ale obsłużyła nas. Pobiegliśmy do postoju taksówek, na szczęście jakaś już stała. Wrzuciliśmy rzeczy do bagażnika i pojechaliśmy. Taksówkarz zapytał nas, kiedy lecimy i rzeczywiście się spieszył. Nie wykonywał aż tak ryzykownych manewrów jak wietnamscy kierowcy autobusów, ale i tak wyprzedzał, gdy tylko mógł. Jechaliśmy około 10 minut po pięknej okolicy zastanawiając się, czy zdążymy.  Mieliśmy jakieś 1:15 do odlotu, gdy dotarliśmy na drugi terminal. Check-in, odprawa paszportowa, sprawdzanie bagażu podróżnego zajęło nam 15 min (!). W życiu nie mieliśmy takiego tempa - ale wynikało to też z braku kolejek. Mieliśmy godzinę do wylotu, gdy usadowiliśmy się przed bramką. Następne 30 min wytracaliśmy czas, w końcu bramki się otworzyły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W samolocie znów było dużo miejsc pustych, my się znaleźliśmy wśród grupy - sądząc po wieku - wietnamskich studentów . To było ciekawe doświadczenie. Wietnamczycy podeszli do lotu na luzie. Nie zapinali pasów, czasami przechodzili między siedzeniami, gdy wchodziliśmy w turbulencje i wyświetlał się międzykulturowo zrozumiały - jak mi się zawsze wydawało - znak "zapiąć pasy". Stewardesy kilkakrotnie przychodziły ich napominać. Raz stewardesa przyszła, gdyż nacisnęli przycisk wezwania pomocy. Chyba nie wpadli na to, do czego to służy - a przynajmniej próbowali sprawiać takie wrażenie. Ale najbardziej się popisali, gdy schodziliśmy do lądowania. Jest to najbardziej niebezpieczny moment lotu, nie można mieć włączonych żadnych urządzeń, nie tylko telefonów komórkowych (które zresztą należy mieć wyłączone podczas całego lotu). Schodzimy więc do lądowania, wszyscy są zapięci pasami, stewardesy też są poza zasięgiem wzroku. I co widzę? Młody Wietnamczyk siedzący za mną, korzystając widocznie z faktu, że stewardesy też siedzą i nie widzą co się dzieje, wyjął komórkę i coś na niej robi. Odwróciłem się i zacząłem go ostro opieprzać po angielsku (zastanawiałem się, czy mu jej po prostu nie zabrać). Nie pomogło, więc tym razem Grażyna zwróciła się do niego po wietnamsku każąc mu wyłączyć komórkę. Tym razem to zrobił (biały mówiący niespodziewanie po wietnamsku budzi najwyraźniej respekt), ale i tak w sąsiednim rzędzie inni Wietnamczycy robili coś na swoich komórkach. Nie wiem, czy zakłócili pracę urządzeń pokładowych, w każdym razie wylądowaliśmy szczęśliwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z powrotem jechaliśmy busikiem ($2 za osobę), który nas wysadził 15 min od domu. Dodarliśmy tam, przez większość czasu rozmawiając z pewnym 50-letnim na oko Kanadyjczykiem, który właśnie zwiedzał Azję południowo-wschodnią. Wracał z 3-tygodniowego pobytu w Malezji, a po Wietnamie wybierał się do Chin na kilka miesięcy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-2017782848276189210?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=39028ad4c47b847c&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=4a758d2df46be34e&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=56dcaeb166c7ee4d&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=5d09aa8526f8f708&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/2017782848276189210/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=2017782848276189210' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/2017782848276189210'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/2017782848276189210'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/02/kuala-lumpur-2.html' title='Kuala Lumpur 2'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R8A_oRx0vwI/AAAAAAAAAdg/0PwqgvWWdtM/s72-c/PICT0006+%28Large%29.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-7909221960166619150</id><published>2008-02-22T22:50:00.000-08:00</published><updated>2008-02-22T08:09:59.807-08:00</updated><title type='text'>Kuala Lumpur 1</title><content type='html'>Skuszeni ofertą Air Asia oraz chcąc wykorzystać bliskość geograficzną polecieliśmy na 5 dni (od 15.02 do 19.02) do stolicy Malezji - Kuala Lumpur. To 1,8 - milionowe miasto okazało się bardzo przyjaznym miejscem - gorącym, ciekawym, o infrastrukturze rozwiniętej nie gorzej niż w Warszawie, cenach niewiele większych niż w Hanoi, a różnorodności zbliżonej do Londynu czy Nowego Jorku. Najpierw przedstawię kilka podstawowych faktów o Malezji:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Podstawowe fakty&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Walutą Malezji jest ringgit - stosowany jest skrót RM. 1 RM = 0,75 zł. Malezja liczy sobie 27,5 mln mieszkańców. Jest położona na Półwyspie Malajskim i wyspie Borneo. Malajowie stanowią 62% ludności. Większość z nich praktykuje islam, który jest też religią państwową. 24% ludności jest chińskiego pochodzenia - ich przodkowie zostali sprowadzeni przez Brytyjczyków. Podczas swojego panowania sprowadzili oni też Hindusów, którzy stanowią obecnie 8% ludności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W samym Kuala Lumpur spośród 1,8 mln mieszkańców (7,2 mln w obszarze metropolitalnym) najwięcej jest ludzi pochodzenia chińskiego - 43% ponad Malajami i rodzimą populacją (Bumiputra) - 38% oraz Hindusami - 10%. Cudzoziemców jest około 10%.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Język&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oficjalny język Malezji - Bahasa Melayu - jest bardzo podobny do Bahasa Indonesia - urzędowego języka Indonezji, uznawanego za jeden z najprostszych języków świata. Różnice są między nimi w części słownictwa i wymowie - malezyjska jest podobno trudniejsza i bardziej zróżnicowana, ale i tak jest nieporównywalnie prostsza niż wymowa wietnamska. Nie ma czasów, zamiast nich tylko stosowane czasami słowa znaczące "już", "wczoraj", "jutro" precyzujące czas, gdy nie wynika on z kontekstu. Nie ma deklinacji ani koniugacji. Liczba mnoga tworzona jest przez powtórzenie, np. "burung burung" znaczy "ptaki". Wymowa jest zbliżona do polskiej, co jest dużą ulgą po języku wietnamskim, w którym są np. 3 rodzaje głoski "o" a każda może potencjalnie wystąpić w 6 tonach, co daje 18 różnych fonemów, które trzeba umieć rozróżnić i wyartykułować. Poza tym w malezyjskim wiele słów pochodzi z angielskiego, ale jest zapisywanych fonetycznie, np. sentral, buku (od book), kolej (od college). Dodatkowo na skutek obecności mniejszości hinduskiej mówiącej po angielsku oraz konieczności istnienia języka kontaktowego pomiędzy różnymi grupami etnicznymi, prawie wszystkie napisy występują w wersji nie tylko malajskiej, ale i angielskiej (nierzadko dochodzi wersja chińska, ewentualnie w innych językach). Przy tym, są one poprawne, np. w kawiarniach z bezpłatnym bezprzewodowym internetem widnieje napis "Free Wi-Fi" (bezpłatne Wi-Fi) zamiast najczęściej spotykanego w Hanoi "Wi-Fi free" (wolny od Wi-Fi) Dodatkowo praktycznie z każdym można się po angielsku porozumieć. Pod tym względem sytuacja jest nawet lepsza niż w np. Danii, choć tam ludzie mówili ze znacznie poprawniejszym akcentem. Tu miałem momentami problemy ze zrozumieniem, choć Grażynie szło znacznie lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R72sSxx0vtI/AAAAAAAAAdE/T7A4P5ZNDyw/s1600-h/PICT0220+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R72sSxx0vtI/AAAAAAAAAdE/T7A4P5ZNDyw/s400/PICT0220+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5169477385891135186" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Napisy na drzwiach w Suria KLCC&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Hotele&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Mieszkaliśmy w około 70-pokojowym hotelu China Town Inn na Jalan (ulicy) Petaling (na zdjęciu poniżej)&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R72oPBx0vmI/AAAAAAAAAcM/IS_lKlNsST0/s1600-h/PICT0021+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R72oPBx0vmI/AAAAAAAAAcM/IS_lKlNsST0/s400/PICT0021+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5169472923420114530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Grażyna na tle wejścia do naszej ulicy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; Recepcjonistka - Malajka - z którą mieliśmy do czynienia była bardzo miła, oprócz niej widywaliśmy na recepcji jeszcze dwoje pracowników - też chyba Malajów. Któregoś razu wydawało mi się, że jest jeszcze jeden recepcjonista, ale jak się okazało była to znajoma pani, która po prostu obcięła się na łyso. Zapytanie o przyczynę wydawało mi się nie na miejscu, zrezygnowałem też ze skomentowania "You look beautiful". Taki komentarz skierowała zaś ona w kierunku Grażyny, gdy ta w sobotę rano zeszła na dół w hidżabie i długiej sukni (zwiedzaliśmy tego dnia meczety, więc ubraliśmy się tak, żeby nas wpuścili - niemniej jednak, o ile widok białej muzułmanki może dziwić, o tyle jeszcze bardziej konfundujące jest jeśli ta osoba raz nosi odpowiedni strój, a raz nie.)&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Za pokój typu "deluxe" płaciliśmy $32 za noc. Pokój był niewielki, ale miał łazienkę i co najważniejsze - klimatyzator, który choć stukotał, to zapewniał świeże powietrze, zwłaszcza, gdy zamknęło się okno. Okno miało wychodzić na nocny targ (Grażyna doczytała się tego po złożeniu rezerwacji), więc kiedy zobaczyliśmy, że jest zakryte przez jakiś kontener to nie zmartwiliśmy się, bo choć widoków nie było, to za dnia się napatrzyliśmy - a przynajmniej w nocy było cicho. Niestety przez to w pokoju było ciemno, jedna schowana w suficie lampa oraz lampka nocna z pokrowcem pochłaniającym większość światłą nie zapewniały dobrych warunków do czytania. Najlepsza widoczność była w łazience - świetlówka jest może mało eleganckim źródłem światła, ale w tym momencie nam to nie przeszkadzało, zwłaszcza że w Wietnamie przyzwyczailiśmy się, że ten rodzaj oświetlenia jest odpowiedni nawet dla świątyni. Pamiętając wygląd naszej łazienki w Hanoi nie zdziwił nas też brak kabiny prysznicowej. To że woda rozlewała się na całą łazienkę, przez co robiło się błoto (tym większe, że w pokoju brakowało wycieraczki) nie było dużym problemem, gdyż pokój był codziennie sprzątany. Każdego dnia po powrocie widzieliśmy też nasze kurtki wyjęte zza otworu między ramą łóżka i materacami. Zastanawiałem się, czy nie napisać kartki (osoba sprzątająca hotele pewnie zna angielski) lub nie zgłosić na recepcji, że z powodu skrzypienia łóżka przy ocieraniu materaca o jego ramę odsuwamy te 2 elementy od siebie i wkładamy kurtki celem zapobieżenia ponownego przysunięcia się materaca.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R72oPBx0vnI/AAAAAAAAAcU/oltsn8OPpKg/s1600-h/PICT0041+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R72oPBx0vnI/AAAAAAAAAcU/oltsn8OPpKg/s400/PICT0041+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5169472923420114546" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nasz pokój, Grażyna gotowa na wyprawę do meczetów&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R72sUBx0vvI/AAAAAAAAAdU/gkLhB1Y-4yg/s1600-h/PICT0405+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R72sUBx0vvI/AAAAAAAAAdU/gkLhB1Y-4yg/s400/PICT0405+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5169477407365971698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Łazienka&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Na dole w recepcji można było kupić butelkę wody za 2 RM (1,5 zł) - czyli za tyle, ile na ulicy. Miłe było to, że nie zdzierali przy okazji. Cena 1 RM (75gr) za 10 minut korzystania z internetu na jednym z 2 komputerów koło recepcji nie byłą tak korzystna, ale może służyła też ograniczaniu zajętości tego cennego zasobu. Tak czy inaczej któregoś razu wychodząc na wieczorny posiłek nie mogliśmy skorzystać z internetu, bo para nordyckich z wyglądu białasów okupowała 2 komputery. Wracając do hotelu po przynajmniej 1,5 godziny zastaliśmy ich w takim samym stanie. Uznaliśmy, że korzystali z internetu przez ten cały czas, choć być może robili w tym czasie inne rzeczy (było w tych dwóch mężczyznach coś takiego, że określanie ich jako "pary" wydało nam się uzasadnione)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Zakupy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obok naszego hotelu na znajdował się słynny Night Market - Nocny Targ. Zajmował on całą szerokość ulicy Jalan Petaling. Codziennie przechodząc koło niego byłem wielokrotnie nagabywany przez pracujących tam Chińczyków. Władali oni językiem angielskim zdecydowanie lepiej niż Wietnamczycy z Hanoi, przez co zaczepki były znacznie bardziej różnorodne. Zamiast monotonnego "Hello", "Taxi, sir", "Moto, sir" słyszałem znacznie bardziej rozbudowane konstrukcje w rodzaju "Friend, you need a watch", "I have something for you, my friend".  Owym "friend" często towarzyszyło "przyjacielskie" poklepywanie, chwytanie za ramie, takie tam. Normalna rzecz w kontaktach między mężczyznami, jak można było wywnioskować patrząc na grupki rozmawiających malajskich mężczyzn, z których np. dwoje obejmowało się ramionami. W każdym razie wyrafinowane techniki marketingowe handlarzy z Jalan Petaling niewiele dawało, bo po prostu staraliśmy się jak najszybciej przemykać. Poza jakąś wodą do picia kupiłem tam tylko ostatniego dnia skórzany (mam nadzieję :) ) portfel, z którego przynajmniej na razie jestem zadowolony. Negocjacje najlepiej opisze Grażyna, która stała z boku i mogła wszystko obserwować:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Wkroczyliśmy na zapełnioną straganami Jalan Petaling. Janek skierował się ku pierwszemu z brzegu stoiska ze skórzanymi i nieskórzanymi drobiazgami. Handlarz spał z głową opartą na rękach, ale w momencie naszego przybycia został natychmiast obudzony przez kolegę z sąsiedniego stoiska. Poderwał się z miejsca, wyjął ze stosiku leżących na stole portfeli pierwszy lepszy i zaczął zachwalać: "My friend, skórzany, prawdziwa skóra, jedna przegródka, druga przegródka, dobry".&lt;br /&gt;Janek na to: ile?&lt;br /&gt;Handlarz: super doskonały, prawdziwa skóra, itp.&lt;br /&gt;Janek ponownie: ile?&lt;br /&gt;Handlarz: mam też takie, tanie, super tanie, ale nie prawdziwa skóra.&lt;br /&gt;Janek: ile???&lt;br /&gt;Handlarz wziął do ręki kalkulator i wystukał liczbę (choć obydwie strony doskonale porozumiewały się po angielsku): 135.&lt;br /&gt;Janek: Ooo nie, nie ma mowy, strasznie drogo (bo i rzeczywiście była to kosmiczna cena - 100 złotych za portfel z bazaru). Janek odwrócił się i zaczął odchodzić od stoiska, handlarz wyrwał się za nim i złapał go za rękę. Ja zaczęłam chichotać.&lt;br /&gt;Handlarz: Poczekaj! Ja mówię135, ale ty mówisz swoją cenę.&lt;br /&gt;Skonfundowany Janek naprawdę już chciał stamtąd uciec, ale się nie dało, handlarz przyciągnął go do stoiska i wcisnął do ręki kalkulator:&lt;br /&gt;Handlarz: Pisz, ile! No już!&lt;br /&gt;Janek: (zrezygnowany): 30.&lt;br /&gt;Handlarz: 100.&lt;br /&gt;I tak stanęło na 45. Janek sięgnął do portfela, ale niestety - miał tylko banknot 50 ringitów. Ucieszony  handlarz zaczął powtarzać: fifty, fifty. Janek na to: forty five. Na co handlarz zmienił strategię. Uśmiechnął się słodko i pogłaskał Janka po ramieniu ze słowami:  "You are very beautiful".&lt;br /&gt;W tym momencie Janek uznał, że czas się stamtąd zmyć,  i wręczył mu owe 50. Ja nie mogłam przestać się chichotać. Przypominały mi się barwne opisy malezyjskiego społeczeństwa wyczytane w bardzo dobrej książce Diny Zaman "I am Muslim", zakupionej w opisanej przez Janka księgarni. Autorka twierdzi, że zachowania homoseksualne, praktykowane obok heteroseksualnych, są swego rodzaju normą wśród Malajów. Muszę powiedzieć, że ilekroć przechodziliśmy ulicą Jalan Petaling, Janek zyskiwał nie mniej niż ja pochlebnych spojrzeń od malajskich handlarzy :)&lt;br /&gt;"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka rzeczy udało nam się kupić, głównie ubrania, Grażyna kupiła sobie tusz do rzęs (chyba). W przeciwieństwie do Hanoi, gdzie wszyscy są podobnej budowy i koloru skóry, tutaj występowała taka różnorodność, że łatwo było dobrać coś dla siebie. Ostatniego dnia, obrotna, muzułmańska&lt;br /&gt;handlarka w sklepie w centrum handlowym na Jalan Cheng Lock dobrała i sprzedała Grażynie dwa staniki za 95 RM (71 zł). Cena nie była może powalająca, ale Grażyna stwierdziła potem, że wygodniejszych w życiu nie miała.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R72oOxx0vlI/AAAAAAAAAcE/QDJHGp18shM/s1600-h/PICT0019+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R72oOxx0vlI/AAAAAAAAAcE/QDJHGp18shM/s400/PICT0019+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5169472919125147218" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Po lewej - centrum handlowe na Jalan Cheng Lock&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Centrum handlowe Suria&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Duże wrażenie zrobiło na nas centrum handlowe Suria KLCC (Kuala Lumpur City Center - oficjalny skrót jest w języku angielskim). Przypominał znacznie bardziej Arkadię czy Złote Tarasy z Warszawy niż Vincom Tower z Hanoi. Na przykład na jednym poziomie widoczna była wspólna przestrzeń dla wielu restauracji z różnymi rodzajami jedzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R72oPhx0vpI/AAAAAAAAAck/BJY96NRLp-8/s1600-h/PICT0217+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R72oPhx0vpI/AAAAAAAAAck/BJY96NRLp-8/s400/PICT0217+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5169472932010049170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Największe wrażenie w Surii zrobiła na nas księgarnia sieci &lt;a href="http://www.kinokuniya.com/"&gt;Kinokuniya&lt;/a&gt; na 4-tym piętrze.  Można tam było znaleźć książki po chińsku , malajsku i angielsku, przy czym angielskich było ze 2 razy więcej niż wszystkich książek w największym znanym mi Empiku na Marszałkowskiej. Były osobne działy przeznaczone np. na mangę.  Nie wiem, czy w Empiku można znaleźć chociaż jeden przewodnik po Malezji; w tamtej księgarni książki do nauki polskiego zajmowały całą półkę. Podobnie przewodniki o Polsce (przy czym znajdywały się między książkami o Amsterdamie i Holandii).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R72sThx0vuI/AAAAAAAAAdM/ggmVFr0jtw4/s1600-h/PICT0346+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R72sThx0vuI/AAAAAAAAAdM/ggmVFr0jtw4/s400/PICT0346+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5169477398776037090" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R72sSxx0vtI/AAAAAAAAAdE/T7A4P5ZNDyw/s1600-h/PICT0220+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Jednak niektórych książek wcale nie było dużo więcej, np. fantastyka zajmowała raptem 3 regały, widać nie jest aż tak popularna jak np. książki kucharskie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R72oPRx0voI/AAAAAAAAAcc/oaIYirDRlaU/s1600-h/PICT0216+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R72oPRx0voI/AAAAAAAAAcc/oaIYirDRlaU/s400/PICT0216+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5169472927715081858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Podejście do niektórych książek jest uwarunkowane kulturowo&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Dalszą część naszej podróży do Malezji opiszę później. Zdjęcia można obejrzeć &lt;a href="http://picasaweb.google.pl/g.szymanska/KualaLumpurCity"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-7909221960166619150?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/7909221960166619150/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=7909221960166619150' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/7909221960166619150'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/7909221960166619150'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/02/kuala-lumpur-1.html' title='Kuala Lumpur 1'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R72sSxx0vtI/AAAAAAAAAdE/T7A4P5ZNDyw/s72-c/PICT0220+%28Large%29.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-4345059705408465841</id><published>2008-02-14T06:00:00.000-08:00</published><updated>2008-03-01T19:26:27.263-08:00</updated><title type='text'>Tết 1</title><content type='html'>7 lutego Wietnamczycy obchodzili początek nowego roku według kalendarza księżycowego - czyli  święto Tết. Jest to tutaj najważniejsze święto,  w wielu aspektach podobne do naszego Bożego Narodzenia. Nowy rok jest rokiem myszy, bądź szczura, różnie się to tłumaczy - bo wietnamskie słowo chuột oznacza chyba wszystkie gryzonie, w tym np. chomika (choć pewnie kapibarę już nie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przygotowania było widać kilka dni wcześniej. Na ulicy Hàng Quạt można było zobaczyć wiele figurek z myszami, w tym najbardziej dla nas intrygującą myszkę Mickey wiozącą kapustę pekińską. Rozumiem, że Mickey, koncern Disneya zdawał się momentami sponsorować te święta, ale czemu kapusta? Nikt nam tego nie potrafił wytłumaczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R7RRvxx0vTI/AAAAAAAAAYc/CjxNMEYdlcA/s1600-h/PICT0047.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R7RRvxx0vTI/AAAAAAAAAYc/CjxNMEYdlcA/s400/PICT0047.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5166844553758817586" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R7RRxhx0vVI/AAAAAAAAAYs/MMak8IEVl1o/s1600-h/PICT0050+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R7RRxhx0vVI/AAAAAAAAAYs/MMak8IEVl1o/s400/PICT0050+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5166844583823588690" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R7RRxBx0vUI/AAAAAAAAAYk/AhbNuoV-z5k/s1600-h/PICT0049+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R7RRxBx0vUI/AAAAAAAAAYk/AhbNuoV-z5k/s400/PICT0049+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5166844575233654082" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z okazji święta, do domu została zakupiona imponująca ilość ciastek bánh chưng&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R7RRyRx0vWI/AAAAAAAAAY0/oknHf-GWj9E/s1600-h/PICT0130+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R7RRyRx0vWI/AAAAAAAAAY0/oknHf-GWj9E/s400/PICT0130+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5166844596708490594" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na ulicach sprzedawano mnóstwo ozdób:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R7RRyhx0vXI/AAAAAAAAAY8/YiVPnhpw0pU/s1600-h/PICT0137+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R7RRyhx0vXI/AAAAAAAAAY8/YiVPnhpw0pU/s400/PICT0137+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5166844601003457906" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Drzewka kumkwatowe pelnią rolę centralnej świątecznej ozdoby - coś jak nasza choinka. Widywało się je powszechnie, też przed świątyniami:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R7RWGBx0vYI/AAAAAAAAAZE/NH1nEWMSo4w/s1600-h/PICT0024+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R7RWGBx0vYI/AAAAAAAAAZE/NH1nEWMSo4w/s400/PICT0024+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5166849334057418114" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przed Tết poszliśmy na nocny targ kwiatowy (zasadniczo):&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R7RW8Bx0vZI/AAAAAAAAAZM/XSAhQCaQ26k/s1600-h/PICT0017+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R7RW8Bx0vZI/AAAAAAAAAZM/XSAhQCaQ26k/s400/PICT0017+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5166850261770354066" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R7RX3xx0vcI/AAAAAAAAAZk/L_-FFx7qFjw/s1600-h/PICT0020+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R7RX3xx0vcI/AAAAAAAAAZk/L_-FFx7qFjw/s400/PICT0020+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5166851288267537858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R7RW8Rx0vbI/AAAAAAAAAZc/YaGKakWqKOQ/s1600-h/PICT0024+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R7RW8Rx0vbI/AAAAAAAAAZc/YaGKakWqKOQ/s400/PICT0024+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5166850266065321394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Poniżej - nasza wędrówka po targu:&lt;br /&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-86e68b79736e5c6d" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v22.nonxt2.googlevideo.com/videoplayback?id%3D86e68b79736e5c6d%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D3BD9C665C6E71985AD13863E04088D789172EC1E.5D086F2ED33C96ED881E05D13FA90030DEB1A419%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D86e68b79736e5c6d%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3D52YvIG0SVTQYoPj4zHs7Qm24C4w&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v22.nonxt2.googlevideo.com/videoplayback?id%3D86e68b79736e5c6d%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D3BD9C665C6E71985AD13863E04088D789172EC1E.5D086F2ED33C96ED881E05D13FA90030DEB1A419%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D86e68b79736e5c6d%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3D52YvIG0SVTQYoPj4zHs7Qm24C4w&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więcej zdjęć na &lt;a href="http://picasaweb.google.pl/g.szymanska/WiToTT"&gt;http://picasaweb.google.pl/g.szymanska/WiToTT&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pogłębiony opis święta Tết: &lt;a href="http://www.paucisverbis.com/251"&gt;http://www.paucisverbis.com/251&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-4345059705408465841?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=86e68b79736e5c6d&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/4345059705408465841/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=4345059705408465841' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/4345059705408465841'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/4345059705408465841'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/02/tt-1.html' title='Tết 1'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R7RRvxx0vTI/AAAAAAAAAYc/CjxNMEYdlcA/s72-c/PICT0047.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-974618743869913315</id><published>2008-02-10T14:00:00.000-08:00</published><updated>2008-02-09T22:59:47.197-08:00</updated><title type='text'>Transport 2</title><content type='html'>&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;/span&gt;Z każdą próbą znalezienia aktualnego przystanku linii autobusowej, jak również z każdą sytuacją, gdy nie było realnej alternatywy wobec jechania taksówką, rosła nasza potrzeba dysponowania własnym motorem.  Mieliśmy jednak pewien problem: gdzie będzie można go trzymać. Wydawało nam się, że w sionce nie ma miejsca, skoro i tak w salonie często stoją dwa z trzech motorów. Zastanawialiśmy się nad rozwiązaniem. Okazało się jednak, że dla naszych gospodarzy nie jest to problem. Nie tylko pozwolili nam trzymać motor, ale nasz gospodarz zaoferował, że mnie pouczy jeździć na nim. Bardzo byłem mu wdzięczny, bo w przeciwnym wypadku, nie wiem, gdzie bym się mógł tego nauczyć. Wiadomo przy tym, że oferowanie swojego motocykla na potrzeby nauki może być ryzykowne. Nigdy wcześniej nie jeździłem na motorze, więc miałem pewny obawy, czy dam sobie radę, zwłaszcza wobec chaotyczności ruchu w Hanoi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwa dni później, w sobotę 26 stycznia nasz gospodarz zawiózł mnie  na przedmieścia Hanoi na duży plac. Wyjaśnił mi w jaki sposób obsługuje się motor. Interface (czemu stosować to pojęcie tylko do informatyki?) okazał się być prostszy niż w samochodzie. W prawej ręce reguluje się gaz, jest tam też hamulec. Zapalanie silnika odbywa się przez dodanie gazu i naciskanie przycisku na prawej rączce lub kopanie wajchy na dole motoru. Do tego 3 lub 4 biegi + luz, przełącza się je na puszczonym gazie, lewą nogą, za pomocą 2 pedałów zmieniających bieg w górę i w dół. Pod prawą nogą jest drugi hamulec. Oprócz tego - przełącznik świateł, kierunkowskazy, których nie trzeba używać i bardzo ważna rzecz - klakson. Zacząłem jeździć po placu, najpierw z gospodarzem jako pasażerem, potem sam zacząłem kręcić ósemki, ćwiczyć zmiany biegów a on stał i z kimś rozmawiał. Po 30 minutach powiedział, że jedziemy na drugi plac. To był chrzest bojowy, bo sam prowadziłem, on zaś siedział z tyłu jako pasażer. Trochę poćwiczyłem na drugim placyku, ale już nie było potrzeby - ulica uczy najbardziej. Poza tym, że na ulicy raz komuś nadepnąłem nogą na nogę oraz ledwo uniknąłem czołowego zderzenia z rowerem (nie wiedziałem wtedy, że owszem, światło czerwone można ignorować, ale tylko wtedy, gdy inne motory obok też to robią)  - nie było przygód. Po 20 minutach wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mieliśmy jeszcze pojechać poćwiczyć następnego dnia, ale nie wyszło, zostaliśmy zaproszeni do znajomej Grażyny, taksówkarz nas oczywiście orżnął, choć na początku licznik szedł normalnie. Następnego dnia - w poniedziałek - wynajęliśmy motor marki Honda za $50 miesięcznie. Nie zabrałem prawa jazdy do Wietnamu, więc dałem swój paszport jako zastaw. Pojechaliśmy kupić kaski na ulicę phố Huế, gdzie ich dużo sprzedawano. W końcu ja kupiłem swój za 150.000đ a Grażyna za 200.000đ (30zł). Pojechaliśmy zatankować w okolice Politechniki i wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R62giBx0vJI/AAAAAAAAAWU/QMK1nshmxBQ/s1600-h/DSC00150.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R62giBx0vJI/AAAAAAAAAWU/QMK1nshmxBQ/s320/DSC00150.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5164960854117235858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;mój pierwszy motor&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Następnego dnia mieliśmy straszne problemy z ruszeniem. Nasz gospodarz długo próbował tego dokonać poprzez rozpędzanie motoru na luzie i włączanie jedynki. A że dodatkowo z motoru kapała benzyna, nasz gospodarz poradził nam go wymienić. Pojechaliśmy do punktu wynajmu motorów na Đinh Liệt i wymieniliśmy bez większych problemów na inną Hondę. Nowy motor nie jest niestety tak ładny jak poprzedni i słabiej się wyróżnia na parkingu pośród innych czerwonych Hond, ale znacznie łatwiej się go zapala. Na prędkościomierzu największa wartość to 160 km/h, nie sprawdzałem, czy tyle rozwija. Nic by to zresztą nie dało bo prędkościomierz nie działa. Nie jest to jednak istotna wada, bo ograniczeń prędkości nie widuję, zresztą białych i tak nie kontrolują. Nikt z naszych znajomych nie został złapany za brak prawa jazdy, a nikt go nie ma, bo trzeba by najpierw miesięczny kurs ukończyć.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R62TUhx0vHI/AAAAAAAAAWE/Lh5ixjxaKlg/s1600-h/PICT0277.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R62TUhx0vHI/AAAAAAAAAWE/Lh5ixjxaKlg/s320/PICT0277.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5164946328537840754" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;start spod Pepperonis Pizza&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R62TVBx0vII/AAAAAAAAAWM/_cm5YfFt9Ks/s1600-h/PICT0339.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R62TVBx0vII/AAAAAAAAAWM/_cm5YfFt9Ks/s320/PICT0339.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5164946337127775362" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Na cypelku na jeziorze Hờ Tây (zachodnim)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jazda po Hanoi nie okazała się taka straszna. Jeździ się bardziej na wyczucie niż według reguł. Trzeba być ciągle przygotowanym do manewru, czy to ominięcia innego motocyklu, który przejeżdża na czerwonym świetle, czy przesunięcia się na prawo, gdy jest się spychanym przez samochód. Zajeżdżanie drogi jest powszechne, ale nie jest to problem, jeśli trzyma się nogę na hamulcu. Ograniczenia co do kierunku drogi (jest wiele jednokierunkowych) są przestrzegane, światła uliczne zasadniczo też. O zasadzie prawej ręki na skrzyżowaniach bez świateł chyba nikt nie słyszał, ale z reguły kierowcy zwalniają zbliżając się do takiego, bo kto by chciał kolizji? Rozgraniczenie między pasami na drodze dwukierunkowej jest płynne, jeśli z przeciwka jedzie jakiś pojazd to należy się ścieśnić. Wymija się i z prawej i z lewej strony, zależnie jak jest wygodniej. Jeśli jakiś pojazd potrzebuje stanąć na ciasnej uliczce, to staje, jeśli chce zaparkować to parkuje, inne go co najwyżej ominą. Gdy się kogoś wymija - należy na niego trąbnąć, bo większość motorów nie ma lusterek wstecznych i kierowca może nie wiedzieć, że nie powinien teraz skręcać. Sporadycznie się wskazuje, że się chce skręcić, czy to ręką czy kierunkowskazem. Zależność przyczynowa między piciem a nie-jeżdżeniem nie jest tu chyba znana.&lt;br /&gt;Największym wrogiem są autobusy i samochody, ale nie zazdroszczę ich kierowcom. Samochodem jedzie się wolniej niż motocyklem - potrzebuje więcej niezastawionej przestrzeni przed sobą, aby jechać naprzód. Ponadto wiele dróg jest w całości lub w jedną stronę wyłączone z ruchu samochodowego, choć często ten zakaz nie jest respektowany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czasie 1,5 tygodnia, od kiedy jeżdżę z Grażyną jako niezastąpionym nawigatorem, nauczyłem się kilku ważnych zasad. Jeśli chce się skręcić w lewo, to należy zacząć to powoli robić, zamiast stać na środku drogi tarasując ruch za sobą i czekając aż pojazdy z naprzeciwka przestaną jechać. Generalnie najlepiej iść za tłumem. Jeśli motory obok nie zwalniają, choć światło na skrzyżowaniu sie zmienia na czerwone, to należy przejechać z nimi. Przecież jeśli sznur pojazdów jedzie w tą stronę co ty, to i tak żaden motocykl jadąc prostopadle, nie wjedzie przed ciebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R63Y-Bx0vNI/AAAAAAAAAWs/a6Dq4kvVvNA/s1600-h/PICT0155+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R63Y-Bx0vNI/AAAAAAAAAWs/a6Dq4kvVvNA/s320/PICT0155+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5165022907804728530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ngọc podaje mi  zasady zmieniania biegów&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-fdb437082cadd818" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v12.nonxt8.googlevideo.com/videoplayback?id%3Dfdb437082cadd818%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D245D63356F3D7B1654880154289E303AB9C2B431.1B48A1915E5EFE19568E13515D75C4CB917261ED%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Dfdb437082cadd818%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DQvkK9tKcutfvCpScZwuNM_khQP0&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v12.nonxt8.googlevideo.com/videoplayback?id%3Dfdb437082cadd818%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D245D63356F3D7B1654880154289E303AB9C2B431.1B48A1915E5EFE19568E13515D75C4CB917261ED%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Dfdb437082cadd818%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DQvkK9tKcutfvCpScZwuNM_khQP0&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-4946b7ac194b486" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v8.nonxt8.googlevideo.com/videoplayback?id%3D04946b7ac194b486%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D170DD6B630E9664854F0C299242A133C2E778370.2B574E8ECA097676AC7A4A5B845248FFA1ECF30%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D4946b7ac194b486%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3Dg4ZznhZfv0bIjJ9nj-oyYl9chVI&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v8.nonxt8.googlevideo.com/videoplayback?id%3D04946b7ac194b486%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D170DD6B630E9664854F0C299242A133C2E778370.2B574E8ECA097676AC7A4A5B845248FFA1ECF30%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D4946b7ac194b486%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3Dg4ZznhZfv0bIjJ9nj-oyYl9chVI&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-2fe70f52c91a9402" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v15.nonxt8.googlevideo.com/videoplayback?id%3D2fe70f52c91a9402%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D820549A0977D9C993402D08ECA8A2DB040D29B6.45CF250F6D43844B2995B213A9D5459498D5E40A%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D2fe70f52c91a9402%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DAy7dvUJUGYtrMDyTgoc1_C3POhY&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v15.nonxt8.googlevideo.com/videoplayback?id%3D2fe70f52c91a9402%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D820549A0977D9C993402D08ECA8A2DB040D29B6.45CF250F6D43844B2995B213A9D5459498D5E40A%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D2fe70f52c91a9402%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DAy7dvUJUGYtrMDyTgoc1_C3POhY&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jazda po mieście&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-974618743869913315?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=2fe70f52c91a9402&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=4946b7ac194b486&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=fdb437082cadd818&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/974618743869913315/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=974618743869913315' title='5 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/974618743869913315'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/974618743869913315'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/02/transport-2.html' title='Transport 2'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R62giBx0vJI/AAAAAAAAAWU/QMK1nshmxBQ/s72-c/DSC00150.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-3985633197576058955</id><published>2008-02-09T13:00:00.000-08:00</published><updated>2008-02-08T21:59:48.355-08:00</updated><title type='text'>Wieś 2</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Dojazd&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W piątek 1 lutego pojechaliśmy z wietnamskim kolegą Grażyny do jego rodzinnej wsi. O 11.45 wyszliśmy z domu i udaliśmy się na przystanek. Niestety, autobus numer 31 mający nas zawieść na miejsce spotkanie z kolegą nie przyjeżdżał, więc musieliśmy wziąć taksówkę. Stargowaliśmy cenę z $5 do $4. Kupno biletów do miasta Vinh na dworcu autobusowym było znacznie prostsze, dzięki temu, że robił to nasz przewodnik. Zapłacił przy tym za Grażynę 100.000d i nie dał sobie potem tych pieniędzy zwrócić. Usadowiliśmy się na końcu autobusu, niestety nasz kolega musiał siedzieć na plastikowym krzesełku między fotelami, gdyż brakowało miejsc siedzących. Autobus ruszył tylko po to, aby się po 30 m zatrzymać. Ludzi było trochę za dużo, kontroler zaczął sprawdzać bilety, potem prosił podróżnych o sprawdzenie, czy ktoś z nich nie ma na bilecie napisanego innego numeru autobusu (Grażyna zrozumiała to polecenie!). Po 40 minutach kazali wysiąść 3 osobom i autobus ruszył w drogę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jechaliśmy główną szosą łączącą Hanoi z Sajgonem. Miała ona szerokość taką, że 2 autobusy jadące w przeciwną stronę się mijały i zostawał jeszcze metr pobocza, który był regularnie wykorzystywany. Najwięcej było motorków, ale oprócz tego było trochę samochodów, autobusów i ciężarówek, zdarzały się też furmanki. Jeśli jakiś autobus stawał, aby wziąć i wysadzić pasażerów (stawał to czasami zbyt daleko idące określenie, bywało, że tylko bardzo zwalniał), to pojazdy jadące za nim musiały go wymijać. Regularnie zdarzało się, że autobus wymijał szereg innych szerokich pojazdów, czyli samochodów lub autobusów i ledwo zdążał przed pojazdem jadącym z naprzeciwka. Początkowo wyglądało to dość niepokojąco, ale kierowca nie wyglądał na młodego, więc uznałem, że pewnie od dawna jeździ. Czołowego zderzenia autobusu z ciężarówką raczej się nie przeżywa prowadząc pojazd, więc dlaczego akurat tym razem kierowcy miałoby się coś takiego przytrafić. Poza tym, siedzieliśmy na końcu, więc uznałem, że powinniśmy być mało zagrożeni. Grażyna przypomniała sobie przypadek, gdy komuś szyba boczna ucięła rękę podczas wypadku, więc na wszelki wypadek położyłem od tamtej strony kurtkę. A nuż coś to pomoże. Dojechaliśmy jednak szczęśliwie, ale jadąc w obie strony widzieliśmy na drodze zatrzymany autobus po zderzeniu z motocyklem. Nie było to dziwne, podczas manewrów wykonywanych przez duże pojazdy, małe pojazdy (motocykle i rowery) były spychane na pobocze, nawet jeśli było ich kilka. Naprawdę bałbym się prowadząc jakikolwiek pojazd na tej drodze. Ale też pomijając obawę, czy będą respektować prawo drogowe, chętnie bym widział kierowców wietnamskich w Polsce - widać, że poradzą sobie w każdych warunkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kontroler biletów (lub ktoś w tym rodzaju) wielokrotnie  otwierał w czasie jazdy drzwi i wychylał się w czasie gdy autobus zwalniał. Jak się okazało, chodziło o zapytanie stojących na skraju drogi podróżnych, czy są zainteresowani przejazdem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czasie blisko 6-godzinnej podróży zatrzymaliśmy się raz na posiłek, gdzie nasz kolega znów nam postawił posiłek kupując nem chua, czyli surowe mięso z przyprawami zawinięte w liście.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R6s24WoR8zI/AAAAAAAAATk/uuZd9ey4lYc/s1600-h/PICT0053+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R6s24WoR8zI/AAAAAAAAATk/uuZd9ey4lYc/s320/PICT0053+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5164281739485508402" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R6s24moR80I/AAAAAAAAATs/i6qKEyKDGxU/s1600-h/PICT0057+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R6s24moR80I/AAAAAAAAATs/i6qKEyKDGxU/s320/PICT0057+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5164281743780475714" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W pewnym momencie autobus się zatrzymał, więc szybko wysiedliśmy. Przy drodze czekali ojciec i brat naszego kolegi, na motorach. 5 osób na 2 motorach z bagażami - dało radę. Przejechaliśmy 3 km do wioski naszego kolegi, mijając dziwną bramę (na zdjęciu poniżej)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R61A6hx0vEI/AAAAAAAAAVs/6TH_BzBaqFU/s1600-h/DSC00178.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R61A6hx0vEI/AAAAAAAAAVs/6TH_BzBaqFU/s320/DSC00178.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5164855721907764290" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Wioska&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Nasi rozmówcy nie potrafili nam powiedzieć, jaka jest wielkość wioski, ale w szkole podstawowej (poniżej) uczy się 600 dzieci.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R605Uhx0vAI/AAAAAAAAAVM/Hn7DdZtqx0A/s1600-h/DSC00161.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R605Uhx0vAI/AAAAAAAAAVM/Hn7DdZtqx0A/s320/DSC00161.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5164847372491340802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wioska jest położona 3 km od morza. Ludzie do tej pory żyli przede wszystkim z uprawy ryżu i rybołówstwa. Od kilku lat zaczyna się to zmieniać - mieszkańcy otwierają własne biznesy - a to sprzedaż telefonów komórkowych, a to jakieś sklepiki. Widzieliśmy nawet jakiś sklep z telewizorami. Ludziom się powodzi zdecydowanie lepiej niż kilka lat temu. Ich również dosięgła Đổi mới  (wietnamska pierestrojka) - czyli otwarcie na prywatny biznes, które nastąpiło w 1986 roku. Ludzie zaczęli mieć motory (wcześniej spotykało się tylko rowery),  pojawiły się nowocześniejsze maszyny rolniczne.  Niemniej jednak wieś jest naprawdę biedna, porównując ją z polskimi wsiami.  Nie ma asfaltowych dróg, mimo że wszędzie jest błoto - jedynie podwórka są wybetonowane. Ściany domów są z materiału, który wygląda jak nieotynkowany beton, z drewnianymi elementami konstrukcji wewnątrz domów. Elektryczność w większości domów jest (choć często szwankuje), a o kanalizacji nikt nie marzy - toalety to dziury w ziemi, otoczone betonowymi ściankami sięgającymi mi często do ramion. Często umieszcza się je w tym samym "budynku" (trudno tą małą betonową odkrytą szopkę nazwać budynkiem) co chlew. Posiłki spożywa się na bambusowej macie rozłożonej na betonowej podłodze. Bambusowa mata służy też jako jedyne w zasadzie posłanie na drewnianych łóżkach. Woda jest czerpana ze studni, oprócz tego zbiera się deszczówkę - tak było przynajmniej u naszych gospodarzy, a nie mam powodu sądzić, aby u innych było inaczej. Na terenie wsi odróżniały się od pozostałych bogate domy typu Gargamel, należące do ludzi, których krewni lub oni sami pracowali np. w Niemczech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R6s25GoR82I/AAAAAAAAAT8/njfhhvHE2uc/s1600-h/PICT0060+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R6s25GoR82I/AAAAAAAAAT8/njfhhvHE2uc/s320/PICT0060+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5164281752370410338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nasz kolega ze swoją 90 letnią babcią&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R604jBx0u-I/AAAAAAAAAU8/DYvVG6Xu87s/s1600-h/PICT0107+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R604jBx0u-I/AAAAAAAAAU8/DYvVG6Xu87s/s320/PICT0107+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5164846522087816162" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R604jRx0u_I/AAAAAAAAAVE/Mq3bgYJ76F0/s1600-h/PICT0108+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R604jRx0u_I/AAAAAAAAAVE/Mq3bgYJ76F0/s320/PICT0108+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5164846526382783474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pola ryżowe&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R60x2hx0u9I/AAAAAAAAAU0/ySM5X0Qgsaw/s1600-h/PICT0102+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R60x2hx0u9I/AAAAAAAAAU0/ySM5X0Qgsaw/s320/PICT0102+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5164839160513870802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Na lewo studnia, na prawo zbiornik do zbierania deszczówki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W takich warunkach spędziliśmy 2 noce. Dało radę wytrzymać, przed wyjazdem zostaliśmy zresztą uprzedzeni, i spodziewaliśmy się nawet gorszych warunków. Zastanawialiśmy się tylko, czy na wsi nie kontynuuje się modelu tradycyjnego, kiedy to mężczyźni i kobiety sypiają osobno (na szczęście nie).  Podczas jakichś wyjazdów w liceum zdarzało się spać w gorszych warunkach. Było to podobne do wyprawy pod namiot pod koniec października, można było wytrzymać te 2 dni. Najtrudniejsze były noce - spanie w 5 warstwach pod jedną kołdrą i śpiworem, który Grażyna zapobiegliwie zabrała. Łóżko  było na mnie za krótkie.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R6s242oR81I/AAAAAAAAAT0/YGEek3pdpP8/s1600-h/PICT0059+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R6s242oR81I/AAAAAAAAAT0/YGEek3pdpP8/s320/PICT0059+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5164281748075443026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zbyt krótkie łóżko&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R6s3SmoR86I/AAAAAAAAAUc/NEbv-8SwmXk/s1600-h/PICT0089+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R6s3SmoR86I/AAAAAAAAAUc/NEbv-8SwmXk/s320/PICT0089+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5164282190457074594" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nasz pokój&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Za to bardzo miłym aspektem wyjazdu byli napotkani na wsi ludzie. Niezwykle gościnni - i dotyczyło to nie tylko naszego kolegi, który starał się nam nieba przychylić w tych warunkach. W sobotę oprowadzał Grażynę po swoich znajomych - głównie nauczycielach, aby mogła z nimi zrobić wywiady do swojej pracy doktorskiej o przemianach wietnamskiej rodziny. Wszyscy byli otwarci - mówili również o bardzo osobistych rzeczach. Byli przy tym niezmiernie mili, częstowali nas tym co mieli - herbatą lub gorącą wodą z termosu. Zostaliśmy również nakarmieni. Na śniadanie jedliśmy Phở - coś jak rosół, potem ryż z różnego rodzaju mięsem i warzywami. Pierwszego dnia na kolację były też owoce morza - kalmary, krewetki i kraby (oprócz wołowiny i wieprzowiny).&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R6s3SmoR85I/AAAAAAAAAUU/9KVm-lZNfUM/s1600-h/PICT0083+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R6s3SmoR85I/AAAAAAAAAUU/9KVm-lZNfUM/s320/PICT0083+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5164282190457074578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sobotnia kolacja, naszym wkładem była tabliczka czekolady&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;Targ&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ciekawym elementem był targ, na który poszliśmy w sobotę rano. Na około 50 stoiskach sprzedawano różne warzywa i owoce oraz mięsa. Widzieliśmy poćwiartowaną świnię - sprzedawane były jej wszystkie części łącznie z np. jelitami. Na targu kręciła się masa psów, chwytających co lepsze kawałki. Psy były z odmiany przeznaczonej na mięso. Nasz kolega chciał nam kupić jakiś owoc, ale byliśmy niezdecydowani - nie znaliśmy wielu z nich. W końcu kupił słodkie i tłuste ciasteczka ryżowe - były dobre dopóki nie ostygły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Kościół&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Dowiedzieliśmy się, że w wiosce, oprócz buddystów i osób nie wyznającej żadnej religii (należy to stwierdzenie odpowiednio rozumieć, rodzaj modlitwy do przodków praktykują tu wszyscy, tylko Wietnamczycy nie kwalifikują tego jako "religii") jest też kilkusetosobowa społeczność katolicka. W relacji naszego kolegi, tworzą oni zamkniętą społeczność. Nie pozwalają na małżeństwa członków swojej grupy z niekatolikami - taka osoba musi przyjąć ich wiarę. Nie posyłają dzieci na uniwersytety, mimo że jest to najlepsza ścieżka do zrobienia kariery. Wielkim wysiłkiem wybudowali kościół - na zdjęciach poniżej. Wszyscy się na tą budowę składali - jedna rodzina, która z powodu biedy odmówiła, została wyrzucona poza społeczność. Wszyscy mieszkają wokoło kościoła, ale mimo to dzwony i głośniki na zewnątrz o 4 nad ranem budzą mieszkańców dużej części wioski  (nas też obudziły, choć nie mieszkaliśmy blisko kościoła).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka lat temu jakiś pijany mieszkaniec wioski zabił kamieniem proboszcza. Podobno był to przypadek, że akurat ksiądz zginął. Katolicy znaleźli mordercę, poszli do jego domu, wykopali w nim dół i włożyli tam trumnę ze zwłokami księdza. Morderca siedzi obecnie w więzieniu.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R605XRx0vDI/AAAAAAAAAVk/GWaEVuw-uZ4/s1600-h/DSC00171.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R605XRx0vDI/AAAAAAAAAVk/GWaEVuw-uZ4/s320/DSC00171.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5164847419735981106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R605VRx0vBI/AAAAAAAAAVU/XWpiADcBu1s/s1600-h/DSC00167.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R605VRx0vBI/AAAAAAAAAVU/XWpiADcBu1s/s320/DSC00167.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5164847385376242706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R605Whx0vCI/AAAAAAAAAVc/CcEzLVGJvRQ/s1600-h/DSC00169.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R605Whx0vCI/AAAAAAAAAVc/CcEzLVGJvRQ/s320/DSC00169.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5164847406851079202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Pani edukatorka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ostatni wywiad Grażyna zrobiła z panią, która brała udział w rządowym programie edukacji seksualnej. Mieszkańcy mogli się u niej zaopatrzyć w darmowe prezerwatywy (mówiło się o tym bez wstydu, jakby nie był to w żaden sposób kontrowersyjny temat). Swoim przykładem i czynną edukacją miała podnieść poziom wykształcenia społeczności wiejskiej w tej dziedzinie, który w całym Wietnamie, jak wynika z tego &lt;a href="http://www2.hu-berlin.de/sexology/IES/vietnam.html"&gt;raportu &lt;/a&gt;(choć mamy zastrzeżenia co do jego rzetelności, warto porównać z &lt;a href="http://www2.hu-berlin.de/sexology/IES/poland.html"&gt;raportem o Polsce&lt;/a&gt;), jest niewysoki.&lt;br /&gt;U tej pani zjedliśmy podwieczorek, wraz z jej synami i ich znajomymi.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R6s3R2oR84I/AAAAAAAAAUM/7nFJlJ4eP-c/s1600-h/PICT0074+%28Large%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R6s3R2oR84I/AAAAAAAAAUM/7nFJlJ4eP-c/s320/PICT0074+%28Large%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5164282177572172674" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Grażyna ma też liczne zdjęcia na swoim publicznym &lt;a href="http://picasaweb.google.pl/g.szymanska/WieWProwincjiNgheAn0103022008"&gt;albumie&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-3985633197576058955?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/3985633197576058955/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=3985633197576058955' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/3985633197576058955'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/3985633197576058955'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/04/wie-2.html' title='Wieś 2'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R6s24WoR8zI/AAAAAAAAATk/uuZd9ey4lYc/s72-c/PICT0053+%28Large%29.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-4045410759009646522</id><published>2008-02-03T21:38:00.000-08:00</published><updated>2008-02-03T18:26:30.587-08:00</updated><title type='text'>Klimat 1</title><content type='html'>Jedną z najbardziej irytujących rzeczy na gadu-gadu są uwagi w rodzaju "Zazdroszczę ci, że mieszkasz teraz w ciepłym kraju". To prawda, że przez większość roku ten kraj jest ciepły. To prawda, że dziś w Sajgonie jest 31 stopni - ale w Hanoi jest 14.  To i tak relatywnie ciepło, bo w ostatnim tygodniu w Hanoi dzień w bywało 10-12 stopni, w nocy zaś 8-10. Przy wilgotności rzędu 90% temperatura odczuwalna jest jeszcze niższa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopóki chodzi się po dworze - nie jest to problem. Gorzej, gdy człowiek zziębnięty wchodzi do budynku, gdzie temperatura jest może o 2 stopnie wyższa . Pomieszczenia są nieogrzewane a przy tym regularnie wietrzone. Domy z definicji nie są szczelne. Jedyne miejsca, gdzie zdejmujemy kurtki, to niektóre restauracje serwujące zachodnie jedzenie i nasz pokój. My mamy ten luksus, że mamy u siebie klimatyzator z funkcją grzania, przez co w naszym pokoju jest &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;ciepło&lt;/span&gt;, ale i tak oprócz ciepłego powietrza z klimatyzatora, dostaje się zimne powietrze z lufcika od wentylatora, który nie posiada zamknięcia (zastanawiamy się, czy go nie zakryć kartką). W łazience robi się ciepło dopiero w połowie brania prysznica, od strug gorącej wody, ale też tylko na chwilę, bo w łazience oprócz wentylatora w ścianie jest niedomykające się okno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy takiej wilgotności i tak niskiej temperaturze ubrania schną bardzo powoli, bywa, że gniją w szafach. Nas to na szczęście nie dotyczy bo mamy ogrzewanie w pokoju, ale przynosimy do siebie ręczniki z łazienki, aby schły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wietnamczycy, którzy byli w Polsce skarżą się na zimno w miejscu pracy, ale pozostali traktują to chyba jako rzecz naturalną, choć zimno powoduje wśród nich częstsze infekcje. Trzeba jednak przyznać, że tegoroczna zima jest wyjątkowo chłodna, nie tylko w Wietnamie, ale i w Chinach: &lt;a href="http://wideo.gazeta.pl/wideo/0,0,4893088.html"&gt;http://wideo.gazeta.pl/wideo/0,0,4893088.html&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-4045410759009646522?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/4045410759009646522/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=4045410759009646522' title='7 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/4045410759009646522'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/4045410759009646522'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/02/klimat-1.html' title='Klimat 1'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-9069419061318876220</id><published>2008-01-31T09:02:00.001-08:00</published><updated>2008-01-31T09:25:36.815-08:00</updated><title type='text'>Wieś 1</title><content type='html'>Wiadomość z ostatniej chwili.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez najbliższe 3 dni nie będę dostępny, ponieważ wyjeżdżam na wieś koło miasta Vịnh w prowincji Nghệ An. Grażyna miała tam jechać sama z wietnamskim znajomym, aby zrobić badania w jego rodzinnej wsi. Wydawało się jasne, że wyprawa ma się odbyć w takim właśnie składzie osobowym. Wygląda jednak na to, że tak niemoralna myśl nie przyszła naszym rozmówcom do głowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kraju, w którym nie budzi niczyjego zdziwienia widok mężczyzn siedzących sobie na kolanach lub gładzących się po nodze, kobieta podróżująca z niespokrewnionym mężczyzną może pozostawać z nim tylko w jednego rodzaju relacji. Kontakt między dwojgiem niespokrewnionych ludzi jednej płci nigdy nie będzie podejrzany o podtekst seksualny. Kontakt między dwojgiem niespokrewnionych ludzi płci przeciwnej będzie podejrzany zawsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chcąc narażać Grażyny na infamię jako osoby wolącej podróżować z kolegą niż mężem, zdecydowałem się z nią pojechać. Przynajmniej będzie co opisać na blogu :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-9069419061318876220?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/9069419061318876220/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=9069419061318876220' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/9069419061318876220'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/9069419061318876220'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/01/wie-1.html' title='Wieś 1'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-8663876529788204256</id><published>2008-01-30T17:00:00.000-08:00</published><updated>2008-01-30T03:34:52.792-08:00</updated><title type='text'>Transport 1</title><content type='html'>Poruszanie się po Hanoi jest możliwe na kilka sposobów:&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Na piechotę&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Podstawowy sposób poruszania się. Jest on efektywny, o ile się mieszka w centrum, bo tam zabudowa jest bardzo skoncentrowana. Często chodniki są zastawione - a to kuchniami ulicznymi, a to motorkami, przez co trzeba iść ulicą. Z kolei na ulicy jest tłok i pojazdy na takowego pieszego trąbią&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Przechodzenie przez ulicę w Hanoi uczy wiary w człowieka, przykładowo, że jak wejdziesz w tłum jadących pojazdów, to nikt cię nie przejedzie, co najwyżej otrze się o ciebie (zdarzyło się kilka razy), ewentualnie na tobie zatrzyma (Grażyna miała tą przyjemność). Poważniejsze wypadki (30 śmiertelnych dziennie w Hanoi) to domena raczej dróg dojazdowych i przedmieść, w centrum wszystko sunie zbyt powoli.&lt;br /&gt;Kierowcy nie przejmują się pasami dla pieszych, więc i pieszy nie musi na nie zwracać uwagi. Przechodzi, gdzie chce, idzie powoli, nie wykonując gwałtownych ruchów, pozwalając się ominąć. Użyteczne są światła, bo jeśli przechodzisz na zielonym (nie jest to konieczne, dobrą metodą jest przechodzenie, kiedy jest akurat mniejszy ruch) to masz do czynienia z reguły tylko z tymi pojazdami, które skręcają.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zalety&lt;/span&gt;: proste, bezpłatne&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wady&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;: &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;męczące na długie dystanse&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R6Bgh2oR8wI/AAAAAAAAAS8/Kjqtr6_lc0I/s1600-h/kto%C5%9B+przechodzi+przez+ulic%C4%99.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R6Bgh2oR8wI/AAAAAAAAAS8/Kjqtr6_lc0I/s320/kto%C5%9B+przechodzi+przez+ulic%C4%99.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5161231307683001090" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Riksze&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Ulicami centrum suną riksze, czyli rowery przystosowane do wygodnego przewożenia bogatych turystów, podziwiających uroki ulic Hanoi. Widzimy je czasem jak powoli suną, niewiele szybsze od idącego człowieka. Sami nie widzimy sensu korzystania z riksz, ale wolimy jak są załadowane, wtedy przynajmniej nie wołają "hello" czy "uu-u". Nigdy z nich nie korzystaliśmy, więc nie wiemy ile kosztują.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:100%;" &gt;Zalety&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;: nieznane&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:100%;" &gt;Wady&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;: &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;kosztowne&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; i powolne&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5_x62oR8rI/AAAAAAAAASU/URCIGginVhE/s1600-h/cyclo+-+for+tourists+only.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5161109691389047474" style="cursor: pointer;" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5_x62oR8rI/AAAAAAAAASU/URCIGginVhE/s320/cyclo+-+for+tourists+only.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5_x7GoR8sI/AAAAAAAAASc/XV9svy10KfU/s1600-h/oni+s%C3%82%C2%A6%C3%85%C2%AF+najbardziej+natarczywi+-+rykszarz,+czyli+cyclo.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5161109695684014786" style="cursor: pointer;" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5_x7GoR8sI/AAAAAAAAASc/XV9svy10KfU/s320/oni+s%C2%A6%C5%AF+najbardziej+natarczywi+-+rykszarz,+czyli+cyclo.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Xe ôm-y - taksówki motorowe&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Najbardziej natrętni ze wszystkich handlarzy i usługodawców, ale czasami trzeba z nich skorzystać. Należy wtedy utargować z nimi cenę, kurs w obrębie centrum (wielkości mniej więcej dzielnicy Centrum w Warszawie) kosztuje 10.000đ - 20.000đ. Nie wszędzie w obrębie miasta można nimi dojechać. Czasami nie umieją czytać mapy - być może jest to kwestia jakiegoś stopnia analfabetyzmu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:100%;" &gt;Zalety&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;: szybki transport, z reguły w żądane miejsce. Dobre do okazyjnego stosowania.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:100%;" &gt;Wady&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;: &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;kosztowne &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;i trzeba się targować, nie wszędzie dojadą&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5_yLGoR8vI/AAAAAAAAAS0/wBWQPL9UbzI/s1600-h/xe+om,czyli+taks+-wka+motorowa.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5161109970561921778" style="cursor: pointer;" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5_yLGoR8vI/AAAAAAAAAS0/wBWQPL9UbzI/s320/xe+om,czyli+taks%2B-wka+motorowa.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Taksówki &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Wydawało nam się, że taksówki wszystkich korporacji stosują zasadę, którą można określić mianem promocji: "Wietnamczyków nie oszukujemy". Reguły wydawały się proste: jeśli jesteś Wietnamczykiem, lub z takowym jedziesz, to cię nie oszukamy. Jeśli nie - to nie masz z nami szans. Możesz próbować ustalić cenę od razu, jak w przypadku xe ôm-a. Otrzymasz odpowiedź "Nie wiem ile to wyniesie. To jest taksówka korporacyjna, jesteśmy uczciwi i cena jest wskazana przez taksometr". Możesz przy tym mówić po wietnamsku - ale i tak przecież jesteś białasem. Możesz nawet śledzić mapę - wtedy jest szansa, że taksówka pojedzie optymalną (dla ciebie, nie dla taksówkarza) trasą, ale i tak od pewnego momentu nawet nie zauważysz - a taksometr zacznie naliczać szybciej.&lt;br /&gt;Ostatnio w jedną stronę (około 10 km) zapłaciliśmy 160.000đ (24 zł) ,a w drugą 90.000đ (14zł), choć w drodze powrotnej kierowca musiał bardziej kluczyć z powodu jednokierunkowych uliczek. Tyle tylko, że w tym drugim przypadku jechaliśmy z Wietnamką. Ten prosty obraz został jednak zakłócony. Po pierwsze, Grażyna raz jechała uczciwą taksówką (na blisko 10 przypadków). Po drugie, okazuje się, że Wietnamczyków również oszukują, aczkolwiek rzadziej.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zalety&lt;/span&gt;: Kilka osób może jechać, w taksówce jest ciepło, obsługują całe miasto (choć do odległych dzielnic nie przyjadą na telefon)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wady&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;: &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;drogie i oszukują.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Autobusy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;O autobusach wypowie się Grażyna, która miała z nimi dużo do czynienia:&lt;br /&gt;"Trudno ustalić, ile miejskich linii autobusowych kursuje w Hanoi. Na stronie internetowej &lt;a href="http://www.hanoibus.com.vn/"&gt;http://www.hanoibus.com.vn/&lt;/a&gt; mozemy doliczyć się 43 linii; zbliżone ilości widnieją na planach miasta. Jednakże na ulicach Hanoi, można bez trudu natknąć się na pojazdy jeżdżace pod nieuwzględnionymi w powyższej oficjalnej rozpisce numerami, jak 43, czy 201. Skąd zdobyć oficjalny rozkład jazdy takiego autobusu, pozostaje tajemnicą przedsiębiorstwa komunikacyjnego Transerco. Choć nie ma to w zasadzie wielkiego znaczenia; fakt istnienia oficjalnego rozkładu jazdy danej linii autobusowej bynajmniej nie znaczy, że owa linia tego rozkładu będzie się trzymać.&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Dla przykładu opiszę historię moich przygód z linią autobusową numer 9, szumnie określaną na stronie internetowej mianem „The circle line”. Wyrusza ona z popularnego placyku położonego nad brzegiem jeziora Hoàn Kiêm – Bờ Hô, okrąża fragment miasta (z grubsza okolice ulic Kim Mã, Cầu Giấy i dzielnicę Đong Đa) – i wraca powrotem do Bờ Hồ. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Autobusy linii 9 kursują w dwie strony. Wywołuje to olbrzymi problem logistyczny z oznaczeniem danego kursu – jak przekazać pasażerom, że wsiadając do tego konkretnego pojazdu, dojadą na Kim Mã w 10 minut, ale sąsiedniemu autobusowi, okrążającemu miasto w kierunku przeciwnym, zajmie to aż trzy kwadranse? Zwykle więc umieszczana jest tabliczka, mająca dookreślić przebieg trasy. Określenia Bờ Hồ – Cầu Giấy – Bờ Hồ jednak niewiele mówią pasażerom, tak więc trzeba dopytywać się konduktora lub kierowcy. Nawet i taki zabieg jednak niewiele pomaga. Nigdy bowiem nie wiadomo, jaką konkretnie trasę obierze dany kierowca; czy pojedzie wzdłuż jeziora, czy skieruje się bezpośrednio w stronę mauzoleum Hồ Chí Minha? Możliwości jest doprawdy wiele, co sprawia, iż  korzystanie z tej całkiem użytecznej linii wymaga wiele cierpliwości.&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Kiedyś w październiku stałam sobie na przystanku dziewiątki w okolicach Politechniki. Przystanki posiadają rzecz jasna rozkłady jazdy (co uwidocznione zostało na zdjęciu). Rozkład jazdy polega na tym, iż niebieska tabliczka, sygnalizująca przystanek autobusowy, wyklejona jest literkami, dokumentującymi w skrócie przebieg trasy pojazdu. Nie uświadczysz tam natomiast rozkładu czasowego kursowania pojazdów. Co więcej, permanentny charakter oznaczeń na tabliczce sprawia, że trudno dokonywać nań jakichś zmian w przypadku korekty trasy. Tak więc, bywa, że przedsiębiorstwo Transerco postanawia skierować autobus z jednej ulicy na drugiej; jednakże z dawnych przystanków nie znikają oznaczenia. Przytrafiło się to i mi; stałam sobie i czekałam na tą dziewiątkę ponad pół godziny. Dwóch chłopców wietnamskich, pracujących w pobliskiej opustoszałej kawiarni, przyglądało się mi z rosnącą ciekawością. W końcu zaprosili mnie, abym usiadła, opowiedziała skąd jestem i co porabiam. Po pięciu minutach uświadomili mi, że dziewiątka tędy nie jeździ – po prostu nie i koniec, wbrew temu, co widniało na przystanku.&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;To wszystko razem sprawia, iż nie jestem w stanie aktualnie odpowiedzieć na pytanie, czy autobus linii 9 dojeżdża do polskiej ambasady. Mogę powiedzieć tylko, że w październiku dojeżdżał; w listopadzie już nie; a teraz czasem można go tam spotkać.&lt;br /&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Mimo wszystko - emocje, które żywię w stosunku do komunikacji autobusowej w Hanoi, są całkiem pozytywne. W przypadku wielu linii, zwykle udaje się dojechać tam, gdzie się zamierzało (tu pochwały w stronę autobusu linii 31 wożącego mnie na uczelnię). Jest bardzo tanio – pojedyńczy bilet to wydatek 3000 đ (50 groszy). O zakup biletu nie trzeba też sie troszczyć – w każdym autobusie podróżuje sprzedający je kontroler (który, jak sama nazwa wskazuje, pełni też funkcje kontrolne – dba na przykład o to, kto zajmuje miejsca siedzące, wyznacza osobę, która ma wstać, gdy do autobusu wchodzi staruszek). Zwykle leci radio lub muzyka (choć natężenie owych dźwięków sprawia, że tylko częściowo można to uznać za zaletę). Latem klimatyzacja, zimą ogrzewanie. No i co najważniejsze – nie trzeba się targować!"&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5_yK2oR8uI/AAAAAAAAASs/SVbKzHboTXc/s1600-h/uczelnia10.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5161109966266954466" style="cursor: pointer;" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5_yK2oR8uI/AAAAAAAAASs/SVbKzHboTXc/s320/uczelnia10.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Autobus koło Politechniki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5xLgGoR8oI/AAAAAAAAAR8/aPz0Ua7Lq0s/s1600-h/PICT0015-small.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5160082287967203970" style="cursor: pointer;" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5xLgGoR8oI/AAAAAAAAAR8/aPz0Ua7Lq0s/s320/PICT0015-small.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przystanek autobusowy. Rozkład się ciężko aktualizuje&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zalety&lt;/span&gt;: Tanio i ciepło&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wady&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;: &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Trasy nigdy nie można być pewnym&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Własny motorek lub skuterek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jest to powszechny środek transportu, co wynika z faktu, że jest to najlepszy sposób poruszania się na małe, ciasne uliczki. Klimat jest cieplejszy niż w Polsce, przez co można nimi jeździć cały rok. Poza tym są dużo tańsze niż samochody. Motorki służą też do transportu przeróżnych towarów, co bywa niebezpieczne. Byliśmy świadkami sytuacji, gdy motorek wiozący biurko zahaczył o inny, skutkiem czego biurko spadło i rozwaliło się tarasując pół jezdni. Motorki z reguły nie mają lusterek wstecznych, za to trąbią gdy kogoś mijają. Do tej kakafonii można się przyzwyczaić.&lt;br /&gt;Motorek wydaje się pełnić istotną funkcję zwłaszcza wśród młodzieży wietnamskiej, coś na kształt samochodu wśród młodzieży amerykańskiej. "But I rather do you on the backseat of my bike" raczej nie wchodzi w grę, ale widuje się pary, w której pasażer, w czasie jazdy, obejmuje kierowcę. Normalnie na tak nieprzyzwoite zachowanie Wietnamczycy sobie nie pozwalają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od 15 grudnia 2007 Wietnamczycy mają obowiązek noszenia kasków. Nakaz ten został poprzedzony intensywną kampanią. O ile przed 15 grudnia najwyżej 1 procent użytkowników motorków stosował kaski, o tyle z dnia na dzień liczba ta skoczyła do dziewięćdziesięciu kilku. Obowiązek ten stał się dramatem dla wielu wietnamskich chłopców, którym kaski niszczą zrobioną na sposób koreański fryzurę. Na szczęście wybór kasków jest tak duży, że można dobrać sobie coś modnego.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zalety&lt;/span&gt;: Mobilność, omijanie korków&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wady&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;: &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Kupno kosztuje, wypożyczenie zresztą też&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Własny rower&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Rower to uboższy wariant motorka. Również może służyć do transportu towarów i osób. Nie trzeba nosić na nim kasku, za to często widzi się jego użytkowników tradycyjnych wietnamskich trójkątnych kapeluszach - wiejskim nakryciu głowy.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zalety&lt;/span&gt;: Tani&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wady&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;: &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Jazda w smogu niekoniecznie jest zdrowa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Własny samochód&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Bardzo bogaci ludzie mają samochody, często terenowe. Nie poznaliśmy jednak tak zamożnych ludzi. Samochód jest o tyle niewygodny, że trudniej się nim jedzie po wąskich uliczkach albo wśród hordy motorków.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Pociąg&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Nie jeździliśmy pociągami wietnamskimi, natomiast jeden widzieliśmy. Można zauważyć tak charakterystyczną dla Hanoi oszczędność przestrzeni miejskiej.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5xLfGoR8lI/AAAAAAAAARk/RDC6E14u308/s1600-h/DSC00124.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5160082270787334738" style="cursor: pointer;" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5xLfGoR8lI/AAAAAAAAARk/RDC6E14u308/s320/DSC00124.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5xLfmoR8mI/AAAAAAAAARs/ot9qqr0i0hg/s1600-h/DSC00125.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5160082279377269346" style="cursor: pointer;" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5xLfmoR8mI/AAAAAAAAARs/ot9qqr0i0hg/s320/DSC00125.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5_yKmoR8tI/AAAAAAAAASk/5YkKM_1lX44/s1600-h/tory+kolejowe+w+miescie.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5161109961971987154" style="cursor: pointer;" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5_yKmoR8tI/AAAAAAAAASk/5YkKM_1lX44/s320/tory+kolejowe+w+miescie.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5xLf2oR8nI/AAAAAAAAAR0/I7JgP7Cvv7U/s1600-h/PICT0013-small.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5160082283672236658" style="cursor: pointer;" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5xLf2oR8nI/AAAAAAAAAR0/I7JgP7Cvv7U/s320/PICT0013-small.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-dbe6efeec603d008" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v13.nonxt2.googlevideo.com/videoplayback?id%3Ddbe6efeec603d008%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D7EB360D74BE475FEA79F53A9CC6C84EAE916E990.28BA92BB8490BB92061D74571B43D42375D09718%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Ddbe6efeec603d008%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3Dnx9xomXCwBRqrPPm4k0aviEQDoQ&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v13.nonxt2.googlevideo.com/videoplayback?id%3Ddbe6efeec603d008%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330023567%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D7EB360D74BE475FEA79F53A9CC6C84EAE916E990.28BA92BB8490BB92061D74571B43D42375D09718%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Ddbe6efeec603d008%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3Dnx9xomXCwBRqrPPm4k0aviEQDoQ&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ruch uliczny na przeciętnie zatłoczonym skrzyżowaniu&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-8663876529788204256?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=dbe6efeec603d008&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/8663876529788204256/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=8663876529788204256' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/8663876529788204256'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/8663876529788204256'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/01/transport-1.html' title='Transport 1'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R6Bgh2oR8wI/AAAAAAAAAS8/Kjqtr6_lc0I/s72-c/kto%C5%9B+przechodzi+przez+ulic%C4%99.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-4787762306422677797</id><published>2008-01-27T03:40:00.000-08:00</published><updated>2008-01-27T04:52:39.456-08:00</updated><title type='text'>Sprawa krzyża 1</title><content type='html'>Wietnamski kościół katolicki prowadzi spór z władzami Wietnamu o zwrot zabranych terenów kościelnych. Jednym z nich jest teren byłej delegatury apostolskiej w Hanoi na ulicy Nha Chung. Katolicy postawili na tym terenie krzyż. Jak to jest opisane w niniejszym &lt;a href="http://www.vietcatholic.net/News/Html/51550.htm"&gt;artykule,&lt;/a&gt; niewidocznym zresztą z Wietnamu (cały host http://www.vietcatholic.net jest blokowany). Władza wystosowała do Kościoła ultimatum, aby do 17 w niedzielę usunąć krzyż. Poszliśmy tam. Zgromadziło się dużo ludzi, szacowałbym ich liczebność w szczytowym momencie na 1000 osób. Za krzyżem stały zakonnice i prowadziły modły. Brzmiało to początkowo jak różaniec, ale potem modlitwa się zmieniła. Po prawej stronie był ołtarz. Znaleźliśmy się dość blisko krzyża. Budziliśmy zainteresowanie; pytano nas skąd jesteśmy. Było trochę krzesełek, ludzie zwalniali je ustępując miejsca starszym, ale też rotacyjnie. Nas też zaprosili, abyśmy usiedli. Trudno było odmówić, więc się zgodziliśmy, mimo iż wiele starszych osób stało. Wydaje się, że nasza obecność - jako białych - była cenna. Można mieć nadzieję, że władze nie będą wykonywały brutalnych czynności w obecności zachodnich turystów. W międzyczasie zadzwonił komuś obok telefon - ktoś z USA  chciał ze mną rozmawiać. Nie udało się nam jednak dogadać po angielsku i potem telefon trafił do jakiejś pani obok. Ten ktoś pytał, co się dzieje. Było to dziwne i ludzie się też zaniepokoili. Jakiś starszy pan rozmawiał z Grażyną, pytając o to np. gdzie mieszka. Nie wiemy kim był, ale nie wzbudził niepokoju ludzi wokoło, więc może to nie był tajniak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic więcej się nie działo, ludzie zaczęli się zbierać i my też o 18 poszliśmy stamtąd. Zostaliśmy jeszcze zaczepieni przez jakiegoś młodego katolika, który zaczął nam wyjaśniać co się dzieje, pytał nas, czy jesteśmy dziennikarzami. Może z aparatem fotograficznym tak wyglądaliśmy.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5x8z2oR8pI/AAAAAAAAASE/i7Qu9auSiI8/s1600-h/PICT0012-medium.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5x8z2oR8pI/AAAAAAAAASE/i7Qu9auSiI8/s320/PICT0012-medium.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5160136503339381394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5x80GoR8qI/AAAAAAAAASM/ajAdDF23AjQ/s1600-h/PICT0013-medium.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5x80GoR8qI/AAAAAAAAASM/ajAdDF23AjQ/s320/PICT0013-medium.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5160136507634348706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-4787762306422677797?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/4787762306422677797/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=4787762306422677797' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/4787762306422677797'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/4787762306422677797'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/01/sprawa-krzya-1.html' title='Sprawa krzyża 1'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5x8z2oR8pI/AAAAAAAAASE/i7Qu9auSiI8/s72-c/PICT0012-medium.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-1745228647594566691</id><published>2008-01-24T22:50:00.000-08:00</published><updated>2008-01-24T07:51:19.786-08:00</updated><title type='text'>Jedzenie 2</title><content type='html'>Problem z jedzeniem w Hanoi jest taki, że barów jest mnóstwo - ale trudno stwierdzić, który z nich jest dobry, dopóki się nie spróbuje. W czwartek wieczorem poszliśmy do kiepskiego baru. Serwowali tam ryż z dodatkami, szukaliśmy baru tego typu w centrum, ale ten nie okazał się być godny uwagi. Wszystko było zimne, a krewetki mało świeże, dodatkowo trzeba je było obierać gołymi rękami, a rzecz jasna nie było możliwości umycia rąk. Na szczęście, poza niemiłymi doznaniami kulinarnymi żadnych poważnych skutków ten posiłek nie przyniósł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W piątek wieczorem z kolei, udaliśmy się do studenckiego baru na ulicy , koło Politechniki, gdzie Grażyna uczy się wietnamskiego. Dla odmiany, było to bardzo miłe doświadczenie. Zamówiliśmy Mỳ Xào Bồ, czyli smażony makaron jak z zupek chińskich, z wołowiną. Obsługa gapiła się na nas bardzo dyskretnie, a poza tym była sympatyczna. Gdy z powodu awarii prądu zgasły światła, poświecili nam komórką, a potem przynieśli świeczkę. A po posiłku, który kosztował nas w sumie 50.000đ (7,50 zł), miło porozmawiali z Grażyną zadając jej standardowe pytania ile ma lat, czy jestem jej mężem, czy mamy dzieci i skąd jesteśmy. W sumie lokal zrobił na nas bardzo miłe wrażenie i na pewno tam jeszcze kiedyś pójdziemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sobotę poszliśmy na lunch do Xôi Yến na potrawę z xôi - ryżem wysokoglutenowym. Lokal był 15 min drogi od domu, ale dotarcie tam zajęło nam to trochę więcej czasu, bo przypomnieliśmy sobie, że mamy za mało pieniędzy i musieliśmy znaleźć bankomat. Bankomaty jak wszystko inne w Hanoi były zgrupowane w jednym miejscu, ale znaleźliśmy je nad jeziorem . Prowizja - 20.000đ - była na szczęście mniejsza niż w Polsce.&lt;br /&gt;Bar był całkiem miły, dostaliśmy miejsca na górze, gdzie przy niewielkim stoliku zjedliśmy coś, co smakiem mi się bardziej kojarzyło z ziemniakami niż z ryżem. Do tego skrawki mięsa kurczaka. Za całość łącznie z 2 butelkami coli zapłaciliśmy 38.000đ (mniej niż 6 zł). Zdjęcia poniżej.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5Gs1uqIe2I/AAAAAAAAAOE/dtHuvBs0GXI/s1600-h/DSC00096.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5Gs1uqIe2I/AAAAAAAAAOE/dtHuvBs0GXI/s320/DSC00096.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5157093087373720418" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5Gs1-qIe3I/AAAAAAAAAOM/yP3vcWWXrYY/s1600-h/DSC00097.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5Gs1-qIe3I/AAAAAAAAAOM/yP3vcWWXrYY/s320/DSC00097.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5157093091668687730" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5Gs2OqIe4I/AAAAAAAAAOU/feDpM1oojuk/s1600-h/DSC00098.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5Gs2OqIe4I/AAAAAAAAAOU/feDpM1oojuk/s320/DSC00098.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5157093095963655042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z góry mieliśmy widok na skrzyżowanie, któremu też zrobiliśmy kilka zdjęć:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5Gtf-qIe7I/AAAAAAAAAOs/6MVX3fxTxzo/s1600-h/DSC00101.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5Gtf-qIe7I/AAAAAAAAAOs/6MVX3fxTxzo/s320/DSC00101.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5157093813223193522" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5Gs2eqIe5I/AAAAAAAAAOc/-zh5oapA4l8/s1600-h/ruch1.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5Gs2eqIe5I/AAAAAAAAAOc/-zh5oapA4l8/s320/ruch1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5157093100258622354" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5Gs2eqIe6I/AAAAAAAAAOk/9mnCTAe-1xQ/s1600-h/DSC00100.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5Gs2eqIe6I/AAAAAAAAAOk/9mnCTAe-1xQ/s320/DSC00100.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5157093100258622370" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem poszliśmy do pewnej kawiarni obok Hàng Gai - głównej turystycznej ulicy. Nie była dobrze widoczna, żeby dojść do niej trzeba było przejść przez sklep z pamiątkami. Na dole przed wejściem na schody kelnerka podała nam menu. Jak mi wyjaśniła Grażyna, wynikało to z minimalizowania liczby kursów kelnerki -na dole również się też płaci. Po złożeniu zamówienia za 38.000đ- sok z pomarańczy i shake z mango, zaczęliśmy się wspinać na górę. Trochę to trwało, ale za to widok z góry był ładny i przy tym ciekawy. W Hanoi generalnie domy są wysokie. To miasto pnie się do góry, ale często w sposób niezorganizowany, ktoś zbuduje nowe piętro nad poprzednim i potem prowadzą do niego zewnętrzne schodki. Wygląda to uroczo, ale nie chciałbym wnosić szafy po takich schodkach. Zdjęcia poniżej:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5GycOqIe-I/AAAAAAAAAPE/q5fvmLX5gkI/s1600-h/DSC00108.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5GycOqIe-I/AAAAAAAAAPE/q5fvmLX5gkI/s320/DSC00108.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5157099246356823010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5GyceqIe_I/AAAAAAAAAPM/JR6DQvN46oI/s1600-h/DSC00109.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5GyceqIe_I/AAAAAAAAAPM/JR6DQvN46oI/s320/DSC00109.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5157099250651790322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5GybuqIe8I/AAAAAAAAAO0/pmTgl1_pzKM/s1600-h/DSC00106.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5GybuqIe8I/AAAAAAAAAO0/pmTgl1_pzKM/s320/DSC00106.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5157099237766888386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5Gyb-qIe9I/AAAAAAAAAO8/wnM8_oMNY6k/s1600-h/DSC00107.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5Gyb-qIe9I/AAAAAAAAAO8/wnM8_oMNY6k/s320/DSC00107.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5157099242061855698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5GzLeqIfBI/AAAAAAAAAPc/TmvJXc_oByM/s1600-h/DSC00112.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5GzLeqIfBI/AAAAAAAAAPc/TmvJXc_oByM/s320/DSC00112.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5157100058105642002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5GyceqIfAI/AAAAAAAAAPU/z6wr7zdLPUU/s1600-h/DSC00111.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5GyceqIfAI/AAAAAAAAAPU/z6wr7zdLPUU/s320/DSC00111.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5157099250651790338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5GzL-qIfDI/AAAAAAAAAPs/T1YF_SaiKDg/s1600-h/DSC00114.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5GzL-qIfDI/AAAAAAAAAPs/T1YF_SaiKDg/s320/DSC00114.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5157100066695576626" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5GzLuqIfCI/AAAAAAAAAPk/V-tTcal-IhU/s1600-h/DSC00113.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5GzLuqIfCI/AAAAAAAAAPk/V-tTcal-IhU/s320/DSC00113.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5157100062400609314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W niedzielę poszliśmy do eleganckiej (zwróćcie uwagę na czystość ścian na fotografiach poniżej) restauracji malezyjsko-indyjsko-indonezyjskiej sprzedającej jedzenie Halal (czyli koszerne dla muzułmanów). Lokal zapewnia, że wszystkie zwierzęta są zabijane w odpowiedni, rytualny sposób. Grażyna zamówiła bakłażana z przyprawami (podobno bardzo dobry), ja wołowinę w zbyt ostrym sosie, ale mięso dało się zjeść z chlebem czosnkowym. Rachunek wyniósł w sumie 170.000đ, ale daliśmy równe 200.000đ (30zł), bo kelner był bardzo miły. Okazał się być Malezyjczykiem, opowiadał nam o Kuala Lumpur, dokąd w lutym polecimy.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5irUWoR8eI/AAAAAAAAAQs/v4dbGsfpEqw/s1600-h/DSC00116.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5irUWoR8eI/AAAAAAAAAQs/v4dbGsfpEqw/s320/DSC00116.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5159061739313164770" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5irU2oR8fI/AAAAAAAAAQ0/TQRpn5EchNg/s1600-h/DSC00118.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5irU2oR8fI/AAAAAAAAAQ0/TQRpn5EchNg/s320/DSC00118.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5159061747903099378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W poniedziałek odwiedziliśmy bastion zachodniej cywilizacji czyli KFC (jak widać, skrót się rozwija jako Gà Ran Kentucky). Jedzenie nie było szczególnie smaczne, jak to w KFC, porcje były dość małe, a przy tym Zinger jak widać poniżej - został dość niedbale złożony. Stanowiło to jednak jakąś odmianę po wschodnich kuchniach&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5irVWoR8gI/AAAAAAAAAQ8/LECJLkrmKZk/s1600-h/DSC00119.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5irVWoR8gI/AAAAAAAAAQ8/LECJLkrmKZk/s320/DSC00119.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5159061756493033986" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5irVmoR8hI/AAAAAAAAARE/VmZJcPZHwAc/s1600-h/DSC00120.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5irVmoR8hI/AAAAAAAAARE/VmZJcPZHwAc/s320/DSC00120.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5159061760788001298" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5irV2oR8iI/AAAAAAAAARM/kW2bFNUZEV8/s1600-h/DSC00121.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5irV2oR8iI/AAAAAAAAARM/kW2bFNUZEV8/s320/DSC00121.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5159061765082968610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając kupilśmy w centrum handlowym morele kandyzowane(smakowały jak jakieś cukierki), za 11.600đ (1,7 zł)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5iuwWoR8kI/AAAAAAAAARc/s9iXmhHQfsI/s1600-h/PICT0046.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5iuwWoR8kI/AAAAAAAAARc/s9iXmhHQfsI/s320/PICT0046.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5159065518884385346" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze tego samego dnia uliczna handlarka zaproponowała nam za 20.000đ (3zł) poniższe banany. Różnią się one od odmiany, którą jemy w Polsce tym, że są krótkie, i mają nieco inny aromat. Grażyna stargowała do 15.000đ. Ważyły pewnie z 1,5 kg.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5iuv2oR8jI/AAAAAAAAARU/xbUmmzoWtqs/s1600-h/PICT0044.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5iuv2oR8jI/AAAAAAAAARU/xbUmmzoWtqs/s320/PICT0044.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5159065510294450738" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W następne dni chodziliśmy głównie do lokali, które już wcześniej odwiedziliśmy. W czwartek na przykład poszliśmy do knajpki przy Politechnice. Tym razem przysiadł się do nas brat właścicielki lokalu (około 40 lat) i zaczął z nami rozmawiać po niemiecku. Jaka to była ulga! Ja niemiecki znam na poziomie naprawdę podstawowym, a mogłem z nim porozumieć. I nie przeszkadzały błędy w rodzaju używania przez niego słowa "springen" (skakać) zamiast "sprechen" (mówić), które nasz rozmówca  popełniał, mimo że - jak twierdził - przez 20 lat pracował w Berlinie. W każdym razie miło się z nim rozmawiało, dało się wyczuć - jak sądzę - pewien wpływ kultury zachodu, nie pytał nas o dzieci, a pytanie o wiek zadał dopiero w 3/4 rozmowy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-1745228647594566691?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/1745228647594566691/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=1745228647594566691' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/1745228647594566691'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/1745228647594566691'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/01/jedzenie-2.html' title='Jedzenie 2'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5Gs1uqIe2I/AAAAAAAAAOE/dtHuvBs0GXI/s72-c/DSC00096.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-8729294953504722106</id><published>2008-01-19T08:36:00.000-08:00</published><updated>2008-01-20T19:29:34.019-08:00</updated><title type='text'>Imprezy 1</title><content type='html'>W sobotę wieczorem stowarzyszenie nauki angielskiego AAC organizowało spotkanie, na które zostali zaproszeni studenci polscy uczący się wietnamskiego - w tym Grażyna i jej znajomi z filologii wietnamsko-tajskiej w Poznaniu. Osoby towarzyszące były mile widziane - generalnie biali byli poszukiwani, zapewne w celu umiędzynaradawiania imprezy. Nazywała się ona New Year Party, co należałoby chyba przetłumaczyć jako Akademia Noworoczna, choć zapewne na PRL-owskich akademiach studenci ubrani w szpiczaste kapelusze w gwiazdki (takie jak się czasami widuje na dziecięcych urodzinach w amerykańskich filmach) nie klaskali i nie kiwali się przy wtórze wesołej piosenki "If you are happy and you know it, clap your hands". Akademia była noworoczna zapewne dlatego, że odbywała się akurat między nowym rokiem według kalendarza słonecznego (słowem, 1 stycznia),  a nowym rokiem według kalendarza księżycowego, czyli świętem Tet. Całość odbywała się na dużej sali, w której około 100 studentów bez problemu siedziało przy ścianach -i to było ich jedyne zadanie, ponieważ w akademii nie chodziło bynajmniej - wbrew temu, czego można by się spodziewać - o praktykowanie rozmów po angielsku (zresztą, Wietnamczycy generalnie ucząc się angielskiego, nie ćwiczą mówienia). Atrakcje wieczoru stanowiły za to:  słuchanie melodyjnych angielskich piosenek odtwarzanych z płyty, lub śpiewanych przez uprzednio wyszkolonych uczestników i prowadzących, oraz konkursy. Do pierwszego konkursu się nawet w końcu zgłosiłem, bo o ile Wietnamczycy chętnie zgłosili się do uczestnictwa, o tyle spośród Polaków nikt nie miał ochoty. Zerwaliśmy z drzewka kopertki z pytaniami, po czym pani prowadząca kazała nam je otworzyć.  Pan prowadzący zakomunikował natomiast, żebyśmy nie otwierali, bo w środku są też odpowiedzi. Jak można by się spodziewać po imprezie organizowanej przez centrum amerykańskie, której celem była nauka języka angielskiego, pytania dotyczyły obchodów wietnamskiego święta Tet. Ja dostałem pytanie "Dlaczego Wietnamczycy nie sprzątają domów pierwszego dnia po święcie Tet". Prawidłowa odpowiedź: "Żeby nie wymieść z domu powodzenia i pieniędzy" nie przyszła mi do głowy. Ostatnia osoba dostała za to pytanie "Jakie duże wietnamskie święto się zbliża", no i zgadła, że chodzi o święto Tet. Kolejny konkurs był tak nudny, że nie chce mi się nawet go opisywać. Prowadzący zaciągnęli do niego na siłę dwie dziewczyny od nas. Ja znalazłem sobie ciekawsze zajęcie - znajdywanie komórek z włączonym bluetoothem i wysyłanie im sygnału z księdzem mówiącym "Dostałeś SMSa". Gdy konkurs się skończył, wszyscy się ulotniliśmy. Wietnamczycy karnie siedzieli na swoich miejscach, choć widziałem, że program był dla nich równie fascynujący, co dla nas.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5MUrOqIfEI/AAAAAAAAAP0/YGLwP2hlQqM/s1600-h/PICT0025_001.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5MUrOqIfEI/AAAAAAAAAP0/YGLwP2hlQqM/s320/PICT0025_001.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5157488731171093570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5MV8OqIfJI/AAAAAAAAAQc/XH9KNUKu_eY/s1600-h/PICT0024_001.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5MV8OqIfJI/AAAAAAAAAQc/XH9KNUKu_eY/s320/PICT0024_001.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5157490122740497554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poniżej - dekoracja świąteczna, która zauważyliśmy idąc na akademię&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5MVQ-qIfII/AAAAAAAAAQU/hkVyY2VezHA/s1600-h/sierp+i+m%C5%82ot.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5MVQ-qIfII/AAAAAAAAAQU/hkVyY2VezHA/s320/sierp+i+m%C5%82ot.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5157489379711155330" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem pojechaliśmy do klubu Dragonfly. Brakowało jednego miejsca na motorkach, więc pojechałem xe ômem - taksówką motorową. Niestety poznaniacy nie znali adresu klubu, więc podali motocykliście tylko jego nazwę, a ten w pewnym momencie stracił z oczy resztę ekipy (dwie dziewczyny z długimi jasnymi włosami były widocznie za mało charakterystyczne dla niego). Po różnych próbach dogadania się z taksówkarzem ledwo mówiącym po angielsku , dotarłem na miejsce. Próbował się wykłócić o wyższą cenę, ale zapłaciliśmy tyle, ile było ustalone - 15.000đ - i poszliśmy do klubu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W klubie udaliśmy się na górę, po czym zostawiwszy buty w szafce z napisem: "Nie odpowiadamy za utratę obuwia" weszliśmy boso do pokoju, gdzie po usadowieniu się na matach zamówiliśmy napoje alkoholowe. Piwo za 15.000đ, Pinacolada (nie żałowali alkoholu) za 40.000đ, naprawdę duże i niezłe frytki za 20.000đ. Paliliśmy też sziszę, używając momentami poznanej dzięki wymianie kulturowej z Koreańczykami metody "Na kask motocyklowy". Spędziliśmy tam miłą godzinę, po czym musieliśmy iść, żeby nie wrócić za późno do domu (nie wiedzieć czemu zawsze zamykają od wewnątrz, przez co musimy dzwonić do drzwi i ściągać domowników na dół). Tak skończyło się sobotnie imprezowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5MUreqIfGI/AAAAAAAAAQE/FGyO9TJeYoA/s1600-h/PICT0029_001.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5MUreqIfGI/AAAAAAAAAQE/FGyO9TJeYoA/s320/PICT0029_001.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5157488735466060898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5MUreqIfHI/AAAAAAAAAQM/L8uH7sVnJLY/s1600-h/PICT0032_001.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5MUreqIfHI/AAAAAAAAAQM/L8uH7sVnJLY/s320/PICT0032_001.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5157488735466060914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-8729294953504722106?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/8729294953504722106/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=8729294953504722106' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/8729294953504722106'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/8729294953504722106'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/01/imprezy-1.html' title='Imprezy 1'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5MUrOqIfEI/AAAAAAAAAP0/YGLwP2hlQqM/s72-c/PICT0025_001.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-5221764712085365054</id><published>2008-01-17T08:33:00.000-08:00</published><updated>2008-01-18T07:51:14.449-08:00</updated><title type='text'>Zakupy 1</title><content type='html'>Jedną z czynności, w których najbardziej uwidaczniają się różnice kulturowe między Polską a Wietnamem, jest kupowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5DCSuqIewI/AAAAAAAAAM4/BcxUE4194_w/s1600-h/PICT0013-small.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5DCSuqIewI/AAAAAAAAAM4/BcxUE4194_w/s320/PICT0013-small.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5156835200357399298" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Większość sklepów i punktów usługowych nie ma wywieszonych cen. Powoduje to, że proponowane są nam kwoty odpowiednio większe, dostosowane do portfela białego (w Wietnamie powszechnie wiadomo, że biali to turyści i są bogaci). Trochę się targujemy, ale ani ja, ani Grażyna nie lubimy tego. Jest to w pewien sposób męczące - trochę jakby każdego dnia pracy trzeba było dyskutować z szefem, ile zapłaci za pracę. Inna sprawa, że i tak kupujemy taniej niż w Polsce. Grażyna kupiła ładną kurtkę jesienną (obok, na tle pobliskiego jeziora &lt;a href="http://maps.google.com/maps?f=q&amp;amp;hl=pl&amp;amp;geocode=&amp;amp;time=&amp;amp;date=&amp;amp;ttype=&amp;amp;q=hang+gai,+hanoi,+vietnam&amp;amp;ie=UTF8&amp;amp;ll=21.030904,105.852107&amp;amp;spn=0.002949,0.004506&amp;amp;t=h&amp;amp;z=18&amp;amp;om=0"&gt;Hồ Hoàn Kiếm&lt;/a&gt;) na teraz za 200.000 dongów (30zł). Potem kupiliśmy adidasy Nike dla mnie za 300.000 (45zł). Niewątpliwie podróba, ale podobno podróby są tu dobre, bo są robione na tych samych maszynach co oryginalne buty i ubrania, tylko po nocy. Zobaczę, ile wytrzymają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są też sklepy i punkty usługowe gdzie podają cenę, ale nie musi to oznaczać, że warto w nich kupować - bo ceny też mogą być dostosowywane do białych. Inna sprawa, że niektóre rzeczy  naprawdę kosztują tyle co w Polsce lub drożej, np. kosmetyki czy sprzęt elektroniczny. Zdarzają się też rzeczy z Polski, jak np. poniższy szampon:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5C5yuqIetI/AAAAAAAAAMg/HiUugfmd1qM/s1600-h/polski+szampon.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5C5yuqIetI/AAAAAAAAAMg/HiUugfmd1qM/s320/polski+szampon.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5156825854508563154" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inny "polski" akcent: popularna pasta do zębów, już kupiona:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5C6FuqIeuI/AAAAAAAAAMo/K2-i5CzUU3c/s1600-h/pasta+PiS.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5C6FuqIeuI/AAAAAAAAAMo/K2-i5CzUU3c/s320/pasta+PiS.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5156826180926077666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;My najczęściej chodzimy do pobliskiego sklepu sieci Hapro. Szampon czy krem do golenia będzie kosztował odpowiednik ok. 10zł, ale mały (dobry) jogurt owocowy kupiliśmy dzisiaj za 3500 dongów (50gr).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są sklepy, gdzie cena podana jest w dolarach - i one są drogie. Taki był na przykład w naszym odczuciu sklep wolnocłowy, do którego pojechaliśmy wczoraj. Tuż przed 18 nasza gospodyni przyszła do nas i zarządziła, że jedziemy do sklepu wolnocłowego, bo tylko do 4 dni po przyjeździe do Wietnamu można tam kupować. Pojechaliśmy taksówką, gospodarze zapłacili 26000 đ za 15 min jazdy - cena dla miejscowych. Na miejscu przez 1,5h kupowali jakieś alkohole. Nasza gospodyni musiała z 5 razy stać w kolejce, choć może nazwanie tego kolejką jest trochę na wyrost, bo wyglądało to raczej tak, że tłum ludzi opiera się o ladę i w jakiejś kolejności załatwiają swoje sprawy. Jadąc tam planowaliśmy, że też coś kupimy, ale na miejscu zobaczyliśmy, że ceny podawane w dolarach wcale nie są atrakcyjne. Czajnik za 30$ to nie jest okazja. Mieliśmy dużo (zbyt dużo) wolnego czasu, więc poza czytaniem różnych napisów i dowiedzeniem się, że kupować można do 5, a nie 4 dni po przyjeździe, zaczęliśmy głośno dyskutować, w jaki sposób można by tu narobić najwięcej szkód. Wygrał wariant chwycenia za noże ze stojaka (żeby ochrona była mniej skłonna się zbliżyć, ewentualnie żeby wziąć zakładników) i przewrócenie szafki z alkoholem, nad rzucaniem w nią ozdobnymi talerzami. Kosmetyki nie były z najwyższej półki, a przy tym ciężko się tłuką, więc uznaliśmy, że nie byłoby warto ich atakować. Zastanawialiśmy się również nad monitorem, ale był to CRT - więc też by się nie opłacało. W każdym razie, jeśli ktoś z kupujących lub obsługi znał polski (a bywają tacy), to się z tym nie zdradzał. Musieliśmy się 2 razy pokazać obsłudze i podpisać papier zaświadczający,  że kupujemy, a potem mogliśmy w końcu pojechać do domu. A w drodze powrotnej okazało się, że ustalenie ceny przyjazdu z góry ma sens nawet dla Wietnamczyka, bo ten taksówkarz zawiózł nas okrężną drogą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś za to planowaliśmy mieliśmy się udać do pani Phương - Wietnamki, która studiowała niegdyś w Polsce i rozmawia z Grażyną po polsku, aby nie zapomnieć tego języka. Niestety pani Phương odwołała spotkanie, gdy byliśmy już na przystanku, więc pojechaliśmy do centrum handlowego Vincom Tower. Dużo przestrzeni, sklepów, choć całość wielkości 1/4 Złotych Tarasów w Warszawie. Ceny też warszawskie. Kurtka za 2.000.000 đ (300 zł), choć był też sklep z bluzkami za np. 100.000đ . Poniżej kilka zdjęć&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5DGSuqIe1I/AAAAAAAAANg/DtB7l3EhYsQ/s1600-h/vincom+tower3.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5DGSuqIe1I/AAAAAAAAANg/DtB7l3EhYsQ/s320/vincom+tower3.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5156839598403910482" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5DGSOqIezI/AAAAAAAAANQ/V44d7jTuZdQ/s1600-h/vincom+tower.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5DGSOqIezI/AAAAAAAAANQ/V44d7jTuZdQ/s320/vincom+tower.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5156839589813975858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5DGSeqIe0I/AAAAAAAAANY/sYKoYTRqInk/s1600-h/vincom+tower2.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5DGSeqIe0I/AAAAAAAAANY/sYKoYTRqInk/s320/vincom+tower2.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5156839594108943170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5DGR-qIeyI/AAAAAAAAANI/xmTU-EWtocs/s1600-h/dziewczyna+moich+koszmarkow.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5DGR-qIeyI/AAAAAAAAANI/xmTU-EWtocs/s320/dziewczyna+moich+koszmarkow.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5156839585519008546" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-5221764712085365054?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/5221764712085365054/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=5221764712085365054' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/5221764712085365054'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/5221764712085365054'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/01/zakupy-1.html' title='Zakupy 1'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R5DCSuqIewI/AAAAAAAAAM4/BcxUE4194_w/s72-c/PICT0013-small.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-8132673269275782042</id><published>2008-01-16T07:01:00.000-08:00</published><updated>2008-01-16T20:25:53.439-08:00</updated><title type='text'>Super Express</title><content type='html'>Gdy 20 grudnia Grażyna wróciła do Polski, na lotnisku zwróciła na nas uwagę reporterka z opiniotwórczej gazety Super Express, przygotowująca artykuł o powrotach z zagranicy na święta. Zainteresowana historią Grażyny zapowiedziała, że materiał zapewne się ukaże, w sobotnim numerze. Niestety, gdy kupiliśmy ten numer, okazało się, że nic o żadnych powrotach nie ma - poza powrotem do świadomości dziecka, które wybudziło się ze śpiączki. Pogodziliśmy się z tą porażką, cóż by wiele mówić, dziecko wychodzące ze śpiączki ma obiektywnie większe szanse na wygranie rywalizacji o cenne miejsce w poczytnej gazecie Super Express niż pracownik naukowy prowadzący najbardziej nawet interesujące badania. Ale dziś okazało się, że nasz historia została umieszczona, pośród nie mniej wzruszających i pewnie równie podkoloryzowanych, w którymś numerze. Poniższy link&lt;br /&gt;&lt;a href="http://72.14.235.104/search?q=cache:GJc4xLQ7sPYJ:www.superexpress.com.pl/se/index.jsp%3Fplace%3DleadText%26news_cat_id%3D1892%26scroll_article_id%3D176946%26layout%3D1%26page%3Dtext+%22jan+matusiewicz%22&amp;amp;hl=pl&amp;amp;ct=clnk&amp;amp;cd=7&amp;amp;client=firefox-a"&gt;http://72.14.235.104/search?q=cache:GJc4xLQ7sPYJ:www.superexpress.com.pl/se/index.jsp%3Fplace%3DleadText%26news_cat_id%3D1892%26scroll_article_id%3D176946%26layout%3D1%26page%3Dtext+%22jan+matusiewicz%22&amp;amp;hl=pl&amp;amp;ct=clnk&amp;amp;cd=7&amp;amp;client=firefox-a&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;zapewne wkrótce przestanie działać, więc wklejam jego zawartość (trzeba kliknąć aby powiększyć):&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R44h-OqIesI/AAAAAAAAAMY/h0EypL2JP3Q/s1600-h/super+express.PNG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R44h-OqIesI/AAAAAAAAAMY/h0EypL2JP3Q/s320/super+express.PNG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5156095976356215490" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-8132673269275782042?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/8132673269275782042/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=8132673269275782042' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/8132673269275782042'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/8132673269275782042'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/01/super-express.html' title='Super Express'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R44h-OqIesI/AAAAAAAAAMY/h0EypL2JP3Q/s72-c/super+express.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-662395475382925483</id><published>2008-01-15T06:49:00.000-08:00</published><updated>2008-01-15T07:46:28.732-08:00</updated><title type='text'>IT</title><content type='html'>Problem z Wi-Fi już w poniedziałek się rozwiązał. Jak się okazało, nadajnik Wi-Fi jest piętro nad nami, w pokoju gospodarzy, pełniąc rolę modemu i routera sieci lokalnej. Gospodarze czasem go wyłączali. Internet ma niezłe parametry, testy na http://speedtest.net zwracały 500-2000 kb/s na downloadzie i 230-500 kb/s na uploadzie. Pewną wadą jest czas pingu na www.onet.pl: 400ms, ale pewnie dopóki jestem w Wietnamie - nie zmieni się tego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W poniedziałek po północy (a w zasadzie we wtorek bardzo rano) Grażyna dostała SMSa. Nie sprawdziła go od razu i po kilku minutach zadzwoniła jej komórka. To była Ngọc - starsza córka gospodarzy, która znajdowała się piętro nad nami i miała problem z internetem. Nie chciała widocznie przeszkadzać nam pukając do drzwi i użyła telefonu. W każdym razie zeszła do nas i zapytała, jaki ma adres IP. Jak się okazało, chciała coś udostępnić koleżance poprzez Direct Connection w programie LimeWire, ale nie mogła, bo obie były za firewallem. Najpierw próbowaliśmy wejść na konsolę konfiguracyjną routera, ale hasło podane na umowie nie działało. W międzyczasie pokazałem jakie mamy adresy IP w sieci lokalnej a jakie w internecie, wytłumaczyłem Ngọc i Grażynie, na czym polega problem i co chcę zrobić, wyjaśniłem im, co to dokładnie jest IP i na czym polega translacja adresów - co wymagało wprowadzenia pojęcia portu. Komputer może wysyłać dane do innego komputera tylko na określony port - port zaś to jest liczba od 1 do 65 tysięcy. Brzmiało to dosyć abstrakcyjnie. Próbowałem opisać port jako mieszkanie w bloku, tylko że zapomniałem, że Wietnamczycy zasadniczo nie mają bloków. Na szczęście Ngọc i Grażyna coś z moich pokrętnych tłumaczeń zrozumiały. Zrobiliśmy testy, czy Ngọc może się połączyć na mój komputer. Mogła, ale to nadal nie rozwiązywało problemu, że nie mieliśmy jak forwardowania portów skonfigurować. I wtedy ona zaproponowała, że jak jest koleżanka przyjdzie to może przegra na mój komputer a potem ona ściągnie te 10GB ode mnie.... Nie przyszło mi do głowy, że ta koleżanka nie jest na drugim końcu świata. Opisałem Ngọc, jak mają skonfigurować ten LimeWire i na tym się skończyło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za to mam pewien problem z komórką. Dzisiaj byliśmy w punkcie, gdzie sprzedają karty SIM, ale gdy Grażyna dogadała się z nimi, okazało się, że nie są mi w stanie zdjąć simlocka z mojego k750i. Co więcej, nawet nie znają pojęcia "simlock". Widocznie w Wietnamie nie stosuje się czegoś takiego. Będę musiał albo znaleźć punkt, gdzie słyszeli o tym, np. przeznaczony dla cudzoziemców, którzy zostają tu na dłużej (na pewno dużo takich jest), albo kupić sobie tutaj komórkę. Obecna służy mi jedynie za aparat fotograficzny, Wietnam nie ma umów roamingowych z Polską.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-662395475382925483?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/662395475382925483/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=662395475382925483' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/662395475382925483'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/662395475382925483'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/01/it-1.html' title='IT'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-4078691942030345677</id><published>2008-01-14T08:38:00.000-08:00</published><updated>2008-01-15T07:49:11.530-08:00</updated><title type='text'>Jedzenie 1</title><content type='html'>Pośród wielu ciekawych rzeczy, które można spotkać w Wietnamie, na uwagę zasługuje jedzenie. W poniedziałek jedliśmy 3 razy:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O 11.30 na śniadanie, a w zasadzie lunch,  poszliśmy na bún chả. Bún - czyli makaron ryżowy w przeciwieństwie do mỳ - makaronu jak z zupek chińskich, i miền - drobnego makaronu sojowego. Chả z kolei to pieczona na węglach wieprzowina (część była przypalona). Kuchnia nie była tak elegancka jak te ze ś.p. Stadionu X-lecia, ale zjeść się dało, jedzenie było smaczne a naczynia prawie całkiem czyste. Jedzenie kosztowało nas w sumie 72000 (10 zł) za 2 osoby. Relatywnie drogo, ale dlatego, że jest położona w centrum i - jak twierdzi Grażyna- jest to najlepsza bún chả w Hanoi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamiast obiadu zjedliśmy ciastka w stylu europejskim z budki przy pobliskim jeziorze. Dzięki ostrzeżeniu Grażyny uniknąłem ciastka z żelkami i słoniną.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R4zFLeqIeqI/AAAAAAAAAMI/2zCXlNk_8mo/s1600-h/PICT0008.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R4zFLeqIeqI/AAAAAAAAAMI/2zCXlNk_8mo/s320/PICT0008.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155712474431388322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R4zCduqIemI/AAAAAAAAALo/QiNdJYmHQh0/s1600-h/PICT0001.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R4zCduqIemI/AAAAAAAAALo/QiNdJYmHQh0/s320/PICT0001.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155709489429117538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Na kolację poszliśmy ze znajomymi Grażyny - Wiktorią i Arturem do restauracji wietnamskiej. Zamówiliśmy lẩu gà - kociołek do którego wkłada się różnego rodzaju mięsa (w tym przypadku gà - kurę), zieleninę i makaron. Wszystko się gotuje na naszych oczach i trzeba w odpowiednich momentach wrzucić odpowiednie składniki (mięso najpierw). Kura (w zasadzie kogut) był już posiekany, ale na tym i zapewne na usunięciu wnętrzności skończyła się jego obróbka. Resztę trzeba było robić samemu, co było o tyle utrudnione, że w lampie nad naszym stolikiem była przepalona żarówka (ciekawe, od kiedy) ,a świecenie komórką było niewygodne. Do móżdżku nie udało mi się dostać - czaszka za dobrze go chroniła, a oko w smaku i konsystencji najbardziej mi przypominało grzybki, które też w kociołku pływały.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R4zC5-qIenI/AAAAAAAAALw/MC99sl7vUh4/s1600-h/PICT0003.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R4zC5-qIenI/AAAAAAAAALw/MC99sl7vUh4/s320/PICT0003.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155709974760422002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W wtorek rano poszliśmy na phở, czyli coś w rodzaju rosołu. Jest to jeden z popularniejszych posiłków jadanych na śniadanie. Jedliśmy w elegenckim lokalu o bardzo czystych ścianach, jak widać na zdjęciu poniżej. Jedno phở kosztowało 20000 (3zł).&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R4zFHOqIeoI/AAAAAAAAAL4/cPfg1iZFNnY/s1600-h/PICT0004.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R4zFHOqIeoI/AAAAAAAAAL4/cPfg1iZFNnY/s320/PICT0004.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155712401416944258" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R4zFHeqIepI/AAAAAAAAAMA/DF2n1j6bp2s/s1600-h/PICT0007.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R4zFHeqIepI/AAAAAAAAAMA/DF2n1j6bp2s/s320/PICT0007.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155712405711911570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4257238741504678339-4078691942030345677?l=remotevietnam.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://remotevietnam.blogspot.com/feeds/4078691942030345677/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4257238741504678339&amp;postID=4078691942030345677' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/4078691942030345677'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4257238741504678339/posts/default/4078691942030345677'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://remotevietnam.blogspot.com/2008/01/jedzenie-1.html' title='Jedzenie 1'/><author><name>Jan Matusiewicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03297985050032226435</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R4zFLeqIeqI/AAAAAAAAAMI/2zCXlNk_8mo/s72-c/PICT0008.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4257238741504678339.post-8658257317617582890</id><published>2008-01-13T06:36:00.000-08:00</published><updated>2008-01-13T23:17:23.794-08:00</updated><title type='text'>Przylot</title><content type='html'>W sobotę o 6.25 wyleciliśmy z Warszawy. Zjawiliśmy się na lotnisku 2h wcześniej, co było o tyle niepotrzebne, że LOT otworzył check-in dopiero o 5. Później też czekaliśmy. 4 razy wywoływana była straż graniczna, aby przyniosła klucz do otworzenia bramki - ostatniego etapu przed wejściem do samolotu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R4sJM-qIecI/AAAAAAAAAKU/mVH_LFhRkvU/s1600-h/PICT0136_001.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Icmi4Gnv95U/R4sJM-qIecI/AAAAAAAAAKU/mVH_LFhRkvU/s320/PICT0136_001.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155224317038459330" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Następny w naszej podróży był Frankfurt. Mieliśmy tam do wytracenia 6 godzin. O dziwo Wi-Fi nie działało, więc spędziliśmy czas na oglądaniu na laptopie Władcy Pierścieni. Uznaliśmy, że choć Frodo i Sam mogą spać na leżąco i nie musieli wstać przed 4, to jednak wolimy naszą podróż do Hanoi niż ich do Mordoru. Nie działające Wi-Fi wydaje się też mniej kłopotliwe niż palantir, który domyślnie łączy cię z Władcą Ciemności. Niemniej jednak patrząc na znikomą ilość bagażu, którą członkowie Drużyny Pierścienia noszą ze sobą żałowaliśmy, że sami nie potrafimy się tak spakować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} ca
